Blog (nie)dojrzałej kobiety


Grawer na genach .. 2019-07-26. 12:35

Odkrywam w sobie kolejne cechy potwierdzające moją inność i dziwność. Nigdy nie byłam jak wszyscy, zawsze musiałam być literą prawa, uczciwą, wzorową Kejt bez krzty zła. Zadałam sobie pytanie. Pytanie, które nie ma dla mnie jednoznacznej odpowiedzi. Czy to normalne, że przeszkadzają mi opierdalacze w pracy? Że gotuję się od środka widząc jak ktoś stoi i pierdzieli trzy po trzy zamiast wziąć się za robotę? Albo, co najbardziej teraz powszechne, używa telefonu komórkowego - mówiąc bardzo ogólnie.


Zawsze miałam poważny stosunek do wszystkich zadań i starałam się każde wykonać na 101% - jak najlepiej i jak najszybciej. Ambicja nie pozwalała mi zawalać niczego. Począwszy od zwykłych zadań domowych w szkole, próśb od potrzebujących mojej pomocy, poprzez codzienne sprzątanie, kończywszy na pracy zawodowej. Uważam, że tak po prostu trzeba. Mój głupi mózg nie pozwala mi się opierniczać, zbijać bąki, ściemniać i  chodzić na papieroska co godzinę. NIE! - krzyczy codziennie. Mówi też, że to nieetyczne. Dlaczego nie mogę być normalna i mieć motta jak wszyscy "robić tak, by się nie narobić, ale zarobić"? Przeraża mnie czasami moja uczciwość. Nie ma u mnie sekundy zmarnowanej. Zaczynając jedną rzecz, już planuję co będę robiła, gdy ją skończę. Szacuję potrzebny czas i ilość, jaką uda mi się wykonać. Jedyne, co mi się w tym podoba, to zdziwienie przełożonej pytając o wykonaną pracę i słysząc, że już dawno o tym zapomniałam i robię coś innego. - "już to zrobiłaś? Tak szybko?" Mina jej przy tym jest bezcenna.


W moich genach jest zapisana nienawiść do opierdalaczy. Jest tak mocno wygrawerowana, że nawet rozpuszczalnik by tego nie wyżarł. To gatunek najbardziej irytujących ludzi, który ma również skłonności do niechlujstwa i robienia na tzw. "pałę". A tego nienawidzę jeszcze bardziej od opierdalania. Takich to tylko wziąć i ... (No! Nie bluźnij, Kejt!) Chodzisz, jęczysz: "znowu to zrobione tak, a nie tak!". Stroisz fochy, wkurzasz się, a te wszystkie małe żuczki już sobie szepczą "Ta to ma nasrane"; "Wiecznie coś jej nie pasuje"; "Ja tego nie zrobiłam, to tamta zmiana". No i cóż ten mój móżdżek może poradzić na to, że nie umie zdzierżyć partaniny? Od zawsze myślałam, że wszyscy mają taki stosunek do pracy jak ja. Że tak po prostu jest i już. Tak samo jak trawa jest zielona, a koło okrągłe, tak w pracy każdy się stara i nikt nie pomyśli nawet o opieprzaniu. A tu taki rozstrzał, szok i konsternacja. Czasami myślę, że to dobrze, że jestem dokładna, że mi zależy na jakości, że nie marnuje czasu... Ale czasem też mi to przeszkadza. Chciałabym choć jeden dzień mieć tak po prostu na wszystko wyjebane.


Może to kolejne z moich wynaturzeń? Może to kolejny argument potwierdzający moją aspołeczność i niereformowalność?




Ten wpis jednak powstał .. 2019-07-21. 16:21

Zastanawialiście się kiedyś, czy decyzja, którą podjęliście jest słuszna? - Oczywiście, że tak. Być może wystarczyła jedna, która całkowicie odmieniła Wasze całe życie. Bo może akurat zapomnieliście parasola z domu i dzięki temu uniknęliście wypadku w miejscu, w którym mieliście być 30 sekund temu, a nie byliście tylko dlatego, że akurat padał deszcz i cofnęliście się po zbawienny parasol.


Moim przeznaczeniem jest samotność. Od zawsze to wiedziałam. Od najmłodszych lat dostawałam znaki, że żadna bliższa znajomość nie jest mi pisana. Jakby ktoś miał jakiś czujnik uczuć Kejt. Kiedy nagle na mojej twarzy zawita uśmiech, pojawia się krzykliwy komunikat: Kejt jest szczęśliwa! Dokopać jej! Nigdy nie miałam poznać męża. Wiem o tym doskonale. Oszukałam moje cholerne przeznaczenie nawet nie mając świadomości z jakimi siłami zadzieram. Minęło wiele miesięcy zanim doszedł do mojej głowy ten fakt. Jak to się stało?


Zaczęłam pracę w pewnej firmie, gdzie przyznam szczerze na początku mi się podobało. Pierwsza praca, pierwsze wrażenie, pierwsze zarobki. Pracowałam tam bagatela dwa miesiące. Okazała się po prostu zbyt nudna, wręcz usypiająca. Ponadto atmosfera zrobiła się zbyt gorąca żeby móc tam zostać. Decyzja była natychmiastowa. Było głośno o moim zwolnieniu, ale nie żałowałam, ani nie żałuję. Nadszedł czas na poszukiwania nowej pracy, ale nie trwało to długo. Już pierwszego dnia poszukiwań była odpowiedź na moje CV. Załatwiłam wszystkie niezbędne formalności i już. Kraina mlekiem i miodem płynąca, jaką miałam tam zastać chyba mnie przerosła. Bo okazała się być krainą hałasu i siedzenia 12h na tyłku dzień i noc. Doszło już nawet do tego, że musieli mnie wynosić na rękach z hali, bo już po prostu fizycznie nie dawałam rady. Dostałam olbrzymiej gorączki. Siedziałam na tym zapiździałym krześle wkręcając kolejne śrubki jak za karę. Z oczu płynęły mi coraz to większe grochy łez. Niestety nikt nie zwrócił uwagi na maleństwo, które dopiero uczy się nowego fachu. Maleństwo samo musiało ruszyć dupsko z zapiździałego krzesła i iść zgłosić niedyspozycję. Nagle wszystkim otworzyły się cholerne ślepia i zaczęli się mną opiekować jak maleńkim bobaskiem. Trafiłam prosto domu wraz ze zwolnieniem lekarskim. Kiedy wróciłam zdrowa jak rybka, pełna sił i energii, dowiedziałam się o zmianach. Przeniesiono mnie na inny dział. Chwalebną okazała się decyzja szefowej, wszak zrobiła to dla mego dobra. Byłam jej ogromnie wdzięczna, niewiele ją poznałam, ale równa z niej babka! Na nowym dziale, znowu świeżynka, znowu musiałam się wszystkiego uczyć. Ale nic, Kejt w pancerzu zacisnęła zęby i grzecznie wszystkiego się po kolei uczyła. Świeżynka radziła sobie świetnie! Odnalazła się w tym genialne. Kwestią przyzwyczajenia było stanie przez 8h, ale lepszy taki żywot niż ciche łkanie na wspomnianym krześle. Co to, to nie! Niezawodna i wszechstronna świeżynka nauczyła się pracy na każdym stanowisku, była jak człowiek orkiestra! Jakby to było jej miejsce na Ziemi, a i płaca, jak na tamte lata, nie najgorsza. [...] Nadeszły święta, zima, śnieg... Moim oczom ukazał się całkiem przypadkiem artykuł o masowych zwolnieniach w jednej firmie. Tak, to była firma, w której pracowałam. Opinie głosiły, że takie praktyki, to w tej firmie to chleb powszedni. Pozostało mi tylko czekać na telefon. Gdzieś w środku była ta maleńka iskierka nadziei, że to nie będę ja, ale mimo wszystko nie chciałam się oszukiwać. Dlaczego mieliby zwolnić ludzi z dużym stażem? Oczywiste, że dotyczy to świeżynek, czyli i mnie. Tak, jak się spodziewałam, dostałam telefon w prezencie od Mikołaja na święta. Znowu czekały mnie żmudne poszukiwania. Dostałam cynk, że w firmie, w której wcześniej pracowałam, prowadzą rekrutację na nowo utworzony dział. Super - pomyślałam - czemu nie? Oddałam ponownie CV, ale pani, która mnie przyjmowała oznajmiła już na starcie, że nie przyjmują pracowników, którzy już kiedyś tam pracowali, chcą kogoś nowego. No trudno - pomyślałam - nie tu, to gdzie indziej. Pewna osoba dowiedziawszy się, że chciałabym wrócić do firmy, wykonała jeden telefon i już. Dostałam tę pracę. Cały ten bełkot przy składaniu CV to zwykła ściema! Ktoś mi po prostu nasrał w papierach i tyle. Ale nie ze mną te numery! Pracuję tam do dziś. Ale nie tak szybko. Dzięki wstawiennictwu wspomnianej osoby, jestem tu gdzie jestem i mam obrączkę na palcu. Nigdy nie miałam tam wrócić, nigdy nie miałam poznać męża w pracy, coś tam na górze blokowało mi to. Tak miało być i tyle. Oszukałam przeznaczenie, ja to wiem. Przecież bym sobie znalazła inną pracę, moje życie byłoby zupełnie inne, poszłoby zupełnie innym torem. Jestem przekonana, że byłabym teraz samotna i nieszczęśliwa, albo jak zwykle zakochana w niewłaściwej osobie. Ten wpis nigdy by nie powstał, rozumiecie? Jedna rzecz wydarzyła się w moim życiu, która odmieniła je o 180 stopni. To jet ten moment, kiedy sięgam po chusteczkę i ocieram łzy. Śmiejecie z komedii romantycznych, ale czasami mają coś z realnego świata. Dzisiaj na przykład oglądałam jedną z nich. Tak, ja oglądałam komedię romantyczną! Samą siebie czasem zaskakuję. Podobała mi się, była mega życiowa, wiele wspólnych faktów, utożsamiłam się co nieco. To ona zainspirowała mnie do powyższych przemyśleń.


Mam nadzieję, że jeszcze nieraz wydarzy się coś, co sprawi, że reszta chwil będzie jeszcze piękniejsza niż bez tego wydarzenia. Uwielbiam ten moment kiedy uświadamiam sobie, że x czasu temu to się właśnie stało. Zupełnie jak przy oświadczynach. Tak, to był ten jeden telefon, jedna rozmowa, która trwała zapewne minutę, może dwie. Dziękuję za tę rozmowę.


Może kiedyś coś sprawi, że w końcu będę miała przyjaciółkę, która wysłucha mnie nawet o trzeciej w nocy, bo właśnie jest mi smutno z powodu jakiejś  pierdoły. Bo to chyba jest przyjaźń? Zawsze tak myślałam. W tę damsko-męską już powoli przestaję wierzyć. Zawsze coś się musi spieprzyć. Kobiety chyba nie mogą być aż tak skomplikowane, co?


Cuda się czasem zdarzają. Czasem nie trzeba nawet nic robić.




Na drugi rzut oka .. 2019-07-19. 21:26

Ludzie. Skomplikowani i wciąż zarobaczeni na mózgu.


Enty raz w swoim krótkim życiu spotkałam się z oceną na tak zwany pierwszy rzut oka. I wreszcie nastała ta wiekopomna chwila, aby skrobnąć coś na ten temat. Krzywdzące jest skreślanie kogoś na starcie, tak po prostu ma się taki kaprys i już. Nie zależy już takiej osóbce na tym, by przekonać się, czy faktycznie ma rację w swej jakże zacnej opinii, czy też miło się zaskoczy i zmieni zdanie. NIE! Lepiej to po prostu odstawić i żyć sobie dalej bez świadomości, że gdzieś jakieś serduszko płacze ze zgryzoty, bo zostało niesłusznie zamknięte w jakieś szare ramy owinięte kolcami nienawiści.


Czy jestem jedynym człowiekiem na świecie, który nie ocenia na podstawie plotek, opinii innych i nie na pierwszy rzut oka? Naprawdę? Nie znajdzie się żadna duszyczka choć troszkę skruszona i niepopadająca w paranoję stereotypów? Nasuwa mi się jeden przykład, który zresztą natchnął mnie do napisania tych wypocin, jak by powiedział ten z pierwszego rzutu oka. Pewną osobę, nazwijmy ją X, oceniano bardzo brutalnie i z góry. Owe oszczerstwa docierały również do moich wrażliwych uszu. Na początku zostawiałam to bez komentarza, ani nie potwierdzałam, ani nie zaprzeczałam. Aż w końcu przyszedł mi zaszczyt poznać X bliżej. Mieliśmy niemały spacer do mojego domu, więc i okazja do dialogu się trafiła. Wstrząsnęło mną to, jak bardzo obraz tegoż człowieka różnił się od tego, który wcześniej mi przedstawiano. Mój mózg w jednej chwili eksplodował, doznał jakiejś potwornej konsternacji. Nawet nie mam ochoty przytaczać tych wszystkich epitetów, jakich przyszło mi słuchać, ale były one zupełnym przeciwieństwem tego, co ja myślałam. Jak to jest możliwe? Taki rozrzut! - nie do opisania ani pomyślenia. Ciekawość jak bardzo może mnie jeszcze zaskoczyć osobowość X, skłoniła do coraz częstszych konwersacji. Wcale się nie pomyliłam, w ani jednej tezie. To jest po prostu sympatyczny, inteligentny człowiek. I tak też myślałam o towarzyszce życia X, nazwijmy ją Y. Jednak inteligencja Y chyba ją przerosła, a pochopna ocena jej X przez szerokie grono osób, nawet nie pomogła w tym, aby nie oceniać z góry i mnie. Jak to ujęła Y: Ja mam natomiast tak, że zdarza się, że po prostu kogoś nie lubię ze startu. Taka właściwość. Nie mogę tego zmienić i wybacz jeśli Cię to uraziło. - tekst oryginalny, poprawiłam tylko ortografię i interpunkcję. Musiałam! A wracając do słów Y, jasne, że uraziło! Zakuło w serduszku, normalne, że to boli. Tym bardziej, że spędziła ze mną dwie godziny milcząc jak grób, przewracając oczami ze ściany na ścianę. Ledwie zamieniła dwa zdania tylko dlatego, że na niej to wymusiłam pytaniami. Wszak nie każdy jest na tyle śmiały, by od raz żywo włączyć się do rozmowy z nowo poznaną osóbką, ale ja nigdy złego słowa nie wypowiedziałam z ust moich na Y, czego nie można powiedzieć o niej w stosunku do mnie. I to za nic! Za twarzowe - jak mawia młodzież. Po co Kejt o tym pisze? Ano po to, żeby Was uświadomić, ludziki! Ta sytuacja była nawet podobna do sytuacji, w której mówimy "Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe". W tym wypadku to niemiłe działo się jej drugiej połówce, ale czy to nie podobne do tego gdyby działo się to nam samym? Wszak boli nas chyba krzywda ukochanej osoby? Chyba, że ma się serce z kamienia, no to wtedy nauka zawsze pójdzie w las.


Otwórz oczy, bo przegapisz życie.




Powrót zrzędy .. 2019-07-14. 09:45

Kiedy prawie przez przypadek odpisałeś na wiadomość od razu, zamiast odczekać odpowiednią ilość czasu: (i tu zdjęcie gościa łapiącego się za głowę z szyderczym uśmieszkiem). - serio? W XXI wieku musimy na siłę udawać, że niby nam nie zależy? Po co sami stwarzamy sobie jakieś śmieszne pozory? Czyżbym była już za stara, by to zrozumieć? A może zbyt sztywna, by się z tego śmiać?


Memy. Czasem śmieszne, czasem nawet krzywdzące. Obrazki, obrazeczki z tekstami identyfikującymi jakieś grupy społeczne czy też pojedyncze jednostki. To niby tylko żarty, ale kiedy widzisz, że któryś dotyczy Ciebie i ktoś z boku śmieje się z tego, to obrócić to w żart, czy pogrążyć się w smutku? Są ludzie tacy jak ja, którzy nie umieją przejść obojętnie wobec niektórych faktów. Rozkminiają, analizują i się zastanawiają - jak typowi romantycy. Wszak nie wszyscy jesteśmy tacy sami, nie wszyscy mamy takie same poczucie humoru, nie wszyscy nabieramy odpowiedniego dystansu do pewnych rzeczy. Pisałam wczoraj o luzie, ale bez przesady. Całkowicie nie zrezygnuję z mojego popieprzonego charakteru.


Nie lubiłam memów, nie lubię i nie polubię. Pozostanę sobie tym szarym sztywniakiem stukającym w klawiaturę, wypisując kolejne słowa na swojego (nie)zwyczajnego bloga.




Zdrowy egozim .. 2019-07-13. 17:36

Zacznę jak dzieciak, ale miło jest znowu podziwiać moje dzieło graficzne. Pękam z dumy i cieszę się, że znowu mogę edytować ile wlezie.


Chyba nie jest tak, jak myślałam. Życie nie jest ani czarne, ani białe. Wystarczy tylko, że wyłączę panikę z mego nieogarniętego mózgu i wszystko wróci do normy. Może po prostu za bardzo się staram, bo się boję, że coś spartaczę? I to jest właśnie mój gwóźdź do trumny. Luz Kejt, albo wszyscy zginiemy! - powiedziałaby Frau. Ta wspaniała kobieta zawsze potrafi ustawić mnie do pionu i przywrócić naturalny spokój. Co ma być to będzie, zostawię to losowi. Miłe było to, że choć raz ktoś zatroszczył mnie, że to nie ja musiałam odezwać się jako pierwsza i prosić o czas dla siebie. Pewnie nigdy bym tego nie zrobiła ze wstydu i po prostu bym Cię straciła. O ile w ogóle Cię kiedyś miałam - jakkolwiek to brzmi. Że też przyjaźń, kolegowanie, kumplowanie - jak zwał, tak zwał - musi być tak skomplikowane. Czy musimy każdą relację tak dokładnie nazwać? Niech ten kontakt po prostu jest, nieważne czy często, czy rzadko, czy zbyt intymnie, niech po prostu jest. Dlaczego mamy sobie stawiać jakieś warunki, granice? Zażyłość przychodzi sama, jeśli dwie dusze są sobie pokrewne. Czy musi to od razu oznaczać zagrożenie, jakiś romans? A może powód do strachu? Nie wkładajmy wszystkich do jednego wora. Póki co, pozwolę Tobie, abyś odtąd pisał jako pierwszy. Czuję jakbym się narzucała, czuję wkurzone spojrzenie Twojej kobiety, ten pretensjonalny głos, wasz spór, ja to naprawdę słyszę. Być powodem Waszej kłótni, to najgorsza kara dla mnie. Muszę nauczyć się zagłuszyć te krzyki, zasłonić oczy i nie patrzeć na wzrok Twej damy. Nauczyć się żyć i nie martwić o każdy wykonany ruch.


Bycie altruistką jest naprawdę trudne!




Ci nienazwani .. 2019-07-10. 13:29

Wczorajszy dzień natchnął mnie do napisania kolejnego wpisu. Od miesięcy zdawałam przekonywać się do swojej teorii, ba od lat! Smutną prawdą okazało się, że nie potrafię zatrzymać przy sobie nikogo. Wszyscy ode mnie odchodzą, mimo że tak bardzo się staram, tak bardzo doceniam, tak bardzo dbam... Co z tego, że pisałam o spełnieniu największego marzenia? Co z tego, że za każdym razem kiedy marzenie runie, ja z powrotem sobie je spełniam, tylko po to żeby po kilku tygodniach, miesiącach znowu dojść do wniosku, że wszystko straciłam? Łzy napływają mi do oczu na myśl, że za chwilę pewnie i stracę kolejną osobę, która stała mi się bliska od samego początku. Każdy mail, każde przeczytane od niej słowo było jak cudowny dotyk mięciutkiej chmurki w moim serduszku. A teraz po spędzeniu wspaniałego tygodnia, zżyłyśmy się jeszcze mocniej.  Moim przeznaczeniem jest nabywanie i tracenie przyjaciół. O ile to słowo nie jest zbyt wyszukane, zbyt mocne, wyraziste. Czy ja kiedykolwiek miałam w ogóle przyjaciela? Ciągle zostaje sama, ciągle ktoś rani tak, że nawet nie zdążę przekonać się za co. Ludzie, którzy przesiedzieli ze mną kilka godzin, zamieniając ledwie jedno słowo, skreślają mnie na starcie. Wy, ludzie sami sobie krzywdy robicie. Wy ludzie, sami sobie utrudniacie, Wy ludzie sami sobie łzy podkładacie. Jesteście jak zepsuty mózg - wystarczy go naprawić, ale wciąż nikt nie wie jak. Może dane mi jest odszukać lekarstwo, wynaleźć cudowny specyfik, który jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, sprawi, że mózg będzie odtąd naprawiony, mądry i odpowiedzialny. A wtedy zostanę bogatą Kejt, wtedy nagle stanę się również ważną Kejt. Tylko Ona wówczas zrozumie, że tych, którzy ją olewają, Ona również będzie olewała.


Przyjaciele są jak gwiazdy na niebie - czasem ich nie widać, ale wiesz, że tam są.


Dziękuję, Frau, że jesteś, że jeszcze nie odeszłaś.


Elvenoor, dziękuję, że byłeś.


Damian, dziękuję, że byłeś, że jeszcze choć na chwilę się pojawiasz.


Martyna, dziękuję, że wróciłaś.


Boże, dziękuję, że jeszcze to znoszę.




e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]