Blog (nie)dojrzałej kobiety


Fałszywy altruizm .. 2017-02-17. 18:57

Małe i duże, włochate i gładkie. Pieski, pieseczki, psy. Kochamy zwierzęta, lubimy przygarniać je do swoich domów, zajmować się nimi, dawać im miłość. Super, jestem za. To bardzo piękny gest, dać bezbronnej istotce schronienie i zapewnić codzienne pyszne żarcie. Ale na miłość boską! Jeśli już decydujecie się na jakiekolwiek zwierzątko, najlepiej takie, z którym trzeba regularnie wychodzić na spacery, to wy to ku*wa róbcie! Denerwuje mnie sytuacja, w której zwierzę jest zaniedbywane przez lenistwo właścicieli. Jak nie masz czasu na zwierzaka, to sobie go daruj! Niech się nim zajmie ktoś, kto bardziej na to zasługuje.


To tak apropo mojej porąbanej sąsiadki, która notorycznie zostawia małego psiaczka na balkonie bez żadnego kubraczka. Biedny piesek szczeka namolnie próbując dostać się do mieszkania, drapiąc tymi swoimi małymi łapkami o drzwi. Wkurza mnie to niemiłosiernie! Żeby nie mieć nawet pieprzonych dziesięciu minut na wyjście na spacer?! Bo co? Bo dupsko zmarznie? A temu psu to co? Ciepło ma być? On tak samo odczuwa ten ziąb jak my, ludzie. Najgorsze to szczekanie i pisk. Nie winię oczywiście tego psa, bo to nie jego wina, że ma taką leniwą panią. Bardziej jestem zła na tą porąbaną babę!! No po prostu żal zwierzaka.


Gniew wylany, misja spełniona. Dziękuję.




Gówno w papierku po cukierku .. 2017-02-04. 20:41

Nigdy nie zrozumiem, czym kierują się ludzie nominujący do tak prestiżowej nagrody filmowej, jaką jest Oscar. Że niby to ma mnie zachwycać? Że to taka cudowna, piękna i wytworna sztuka?


Rzygam muzyką, pluję jazzem, zasypiam przy tańcu. Nie, nie, nie i jeszcze raz nie. Film trwał dwie pieprzone godziny, a miałam wrażenie, że trwa dziesięć jeszcze bardziej pieprzonych godzin. Miałam nawet ochotę wyjść. Po dziesięciu minutach chciało mi się spać. Oczy dotkliwie szczypały, głowa sama osuwała się ku dołowi, a dłoń moja zmuszona była przytrzymać ją uginając się w łokciu i spoczywając na podłokietniku. I nawet to zdanie brzmi bardziej "sztukowo" niż cała fabuła tego badziewia. Tony muzyki, litry śpiewu, kilometry tańca i tak aż do znudzenia. Gdyby wyciąć wszystkie te sceny, zostałoby pół godziny nędznego dialogu i po sprawie. I mówię to ja, wrażliwa na piękno i sztukę, Kejt. Może jestem dziwna, może się nie znam, a już na pewno nie jestem krytykiem filmowym. To była jedyna w swoim rodzaju kołysanka do snu. Sala kinowa była mała, ludzi ze 40. Wokół widać było co rusz światełko ze smartfona, w oddali szepty "która godzina?" albo głośne perfidne rozmowy. Czy przy całkowitym zaciekawieniu i skupieniu ludzie się tak zachowują. Momentami to się nawet śmiali. I na pewno nie z filmu. Bo co śmiesznego jest w pani która stoi i śpiewa? Albo w ciszy i widoku na Paryż? Widocznie rozmowa kleiła się na tyle dobrze, że swobodą stał się śmiech w miejscu, gdzie teoretycznie nie powinien rozbrzmiewać. No chyba, że oglądamy komedię i cała sala śmieje się z licznych gagów.


Jestem zniesmaczona, znudzona i sfrustrowana. Straciłam 25 złotych i zamiast zachwycać się i opowiadać sceny, które mi się spodobały, to zasypiam na siedząco.


Nie idźcie na "La la land".


Pstryk!




e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]