Blog (nie)dojrzałej kobiety


Piąte - Nie zabijaj .. 2015-12-16. 20:55

Skąd w człowieku rodzi się chęć pozbawienia kogoś życia? Pozbawienia wszystkiego co ma. Jesteśmy zdolni do tego stopnia nienawiści, aby zabić? Na pewno każdy z nas nie raz miewał takie myśli "jak on/ona mnie wkurza! Najchętniej to bym go/ją zabił/a gołymi rękami!". Zawsze są to jednak tylko chwilowe emocje pod wpływem silnego wzburzenia.


Mimo kwalifikacji zabójstwa jako czyn wysoce karalny, zdarzają się przypadki zabijania, mordowania, słowem pozbawiania ludzi życia. Co kieruje zabójcą? Myślę, że tacy ludzie mają zaburzenia systemu wartości i psychiki. Nie potrafią odczuć skruchy, robią to z satysfakcją, nawet po ochłonięciu. Może nie powinnam, ale wypowiem się troszkę w imieniu katolików. Bo przecież każdy z nich wie, że to Bóg dał człowiekowi życie i to On powinien mu je odebrać. Mnie samą tez nieraz irytują różni ludzie, niekiedy wręcz denerwując do granic wytrzymałości, ale wiem, że nigdy nie zdołałabym zabić. Choćbym nie wiadomo jak wściekła była i skłonna do tego, to w ostateczności nie ma mowy czymś takim. Już na moim przykładzie widać, że nie tylko groźba więzienia i linczu broni człowieka przed tym okrutnym czynem. My, ludzie mamy w sobie coś, co blokuje w nas popełnienie przestępstwa. Jest w nas jakiś wewnętrzny bodziec, który mówi "nie rób tego, bo to jest złe".


A co z aborcją? Czy to też zabijanie? Na to pytanie zawsze były i będą różne odpowiedzi. Jedni sądzą, że to jeszcze nie jest dziecko tylko zarodek, a inni po prostu są temu przeciwni. Osobiście jestem za tymi drugimi. Bo co to za różnica, czy kobieta będąca w ciąży usunie ją, czy zabije dziecko, które ma x lat? Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku dziecko będzie martwe. Dziecko będące jeszcze w łonie matki jest tak samo żyjącą istotą jak ludzie, którzy żyją już poza nim. Nieważne, czy dziecko ma dwa dni czy dwa lata. Według mnie aborcja powinna być zabroniona na całym świecie pod groźbą surowej kary zarówno dla matki, jak i dla lekarzy, którzy wykonują ten okrutny zabieg. W ogóle dziwię się ludziom, którzy dokonują aborcji po cichu, nielegalnie tak bez żadnych wyrzutów sumienia. Jakim trzeba być zwyrodnialcem żeby robić takie rzeczy za pieniądze w dodatku? W głowie się nie mieści. Wiadomo, że są legalne aborcje warunkowe. Ja zgodziłabym się wyłącznie na jeden z tych warunków. Jeśli byłaby to ciąża z gwałtu. Tu nie pisnęłabym ani słówka i nie będę dalej tego komentować. Niech każdy z nas sam zastanowi się dlaczego. A warunek, że dziecko urodzi się ciężko chore, tudzież niepełnosprawne w dużym stopniu, jest dla mnie nie do przyjęcia. Takie dziecko też ma prawo do życia.


Są ludzie o miękkich sercach, wrażliwych. Zdarzają się czyny, których żałujemy dopiero po upływie czasu. Każdy z nas ma swój indywidualny czas, którego potrzebuje. Niech jest to nawet katolik, który dopiero po zabiciu bliźniego odczuł potrzebę koniecznego pójścia do kościoła. Ach, cudowne nawrócenie - lepiej późno niż wcale - pomyśli ateista. Dopiero przy konfesjonale zdaje się na odwagę przyznania przed samym sobą i przed Bogiem do zabójstwa. Czy ksiądz powinien dotrzymać tajemnicy spowiedzi nawet w tak poważnej sytuacji?


Na to pytanie również możecie odpowiedzieć sobie sami lub zasięgnąć do mojej starej notki, w której wspominałam o czymś takim.


Moja wizja katolicyzmu, czyli wszystko, co mnie w nim irytuje 2014-07-30 Zapraszam.


A inne wpisy dotyczące mojego spojrzenia na kościół i oddalanie się od niego możecie znaleźć tutaj:


(KLIKNIJ na wybrany temat)


Płaćcie i podziwiajcie! 2014-12-28


Impotent? - Ślubu nie będzie! 2014-12-31


Nacisk czy moralny nakaz? 2015-01-01


Żyć, nie umierać 2015-04-18


"Nie wysłałeś mi żadnego listu" 2015-05-05


Wszyscy jesteśmy kazirodcami? 2015-10-05


Wiara? - A co to jest? 2015-10-18


Może znajdziecie coś ciekawego dla siebie. Miłej lektury. Dobranoc.




Boję się pomagać .. 2015-12-14. 20:16

Nie wiem, czy to wstyd, czy raczej wstydem byłaby nieumiejętność przyznania się do tego. Kiedy widzę pana ubranego w niegdyś podarte, brudne łachmany, kojarzącego się jedynie z bezdomnym żebrakiem, ogarniają mnie dreszcze. Czuję jak obejmuje mnie swoim błagającym o litość wzrokiem, a ja z zaciśniętym gardłem przyśpieszam kroku nie zwróciwszy uwagi na prośby o coś do jedzenia. Przeraża mnie jego wygląd, odpychająca woń bijąca od niego z daleka i myśl, że mógłby zrobić mi krzywdę za kromkę chleba.


Nie jeden raz brałam głęboki oddech, połykałam ślinę, zbierając się na odwagę szłam z podniesioną głową i zamiarem oddania czegokolwiek z wypełnionej po brzegi siatki. Zawsze jednak przeważał strach i skrępowanie. Inaczej niż w przypadku osób niepełnosprawnych, na widok których kręci mi się łezka w oku, a serce rozbija na miliony kawałeczków. Tak mocno zalewa mnie smutek i bezsilność, bo nie mogę zrobić nic żeby takiej osobie pomóc odzyskać sprawność. Najbardziej niesamowite w ludziach niepełnosprawnych czy też poważnie chorych jest dla mnie to, że cieszą się życiem bardziej niżeli osoba zdrowa psychicznie i fizycznie. Wspaniałe jest to, że są tak bardzo uśmiechnięte, radosne i nie narzekają codziennie z powodu swoich chorób. Nie snują biadolenia, ale żyją jak my wszyscy. Pomyśleć, że ja - pełnosprawna osoba niejednokrotnie narzekam jaka to ja bidulka jestem, bo coś tam, a taki ktoś niemający np. nóg czy rąk ma jeszcze gorzej niż ja, a nie marudzi i jest stokroć bardziej szczęśliwy ode mnie. Niesamowite zjawisko, bo tak to można jedynie nazwać według mnie. To jest po prostu zjawisko.


Pamiętam kiedy jeszcze byłam dzieckiem, spotkałam taką bardzo miłą panią. Była bardzo otyła i pewnie też z powodu tuszy poruszała się o kulach. Spotkałam ją przypadkowo w sklepie. Obie robiłyśmy tam zakupy. Owa miła pani nagle źle się poczuła. Od razu zapytałam co się stało. Bez wahania chciałam jej pomóc. Zapytała, czy mogłabym pomóc jej donieść zakupy do domu. Oczywiście z przyjemnością się zgodziłam. Mieszkała niedaleko, ale po drodze opowiedziała mi, że jest na coś chora. Nie pamiętam już co to była za choroba, gdyż było to dawno temu, ale brała regularnie jakieś lekarstwa, które musiała właśnie wtedy zażyć. Weszłyśmy do jej mieszkania, pomogłam rozpakować zakupy i podałam tabletki wraz ze szklanką wody. Nigdy nie zapomnę uśmiechu i radości w oczach tej pani. Zapytałam, czy jeszcze w czymś mogę pomóc, a ona po prostu powiedziała "Dziękuję, aniołku". Wyszłam z jej mieszkania i z niespotykaną satysfakcją wróciłam do domu.


Przedwczoraj opowiadałam Wam o prezentach. Pisałam, że nie lubię ich dostawać. Oczywiście, bo wolę je dawać innym. Ja po prostu kocham dawać innym radość. Brzmi to może za mocno altruizmem.. A pomagać tylko umiem, lecz nie zawsze mam do niej odwagę. Nie można pomagać wybrańcom, pomaga się każdemu. Nikomu nie wolno odmawiać pomocy, kawałka chleba czy szklanki wody. Może kiedyś moja blokada przestanie mi w tym przeszkadzać.


Pamiętajmy, że sami kiedyś możemy potrzebować pomocy. Przekonałam się o tym jeszcze nie tak dawno temu, kiedy w zwykły dzień rano wybrałam się z ukochanym tak po prostu po pieczywo na śniadanie. Niby nic nadzwyczajnego. Piekarni nie mam daleko od domu, bo jakieś dziesięć minut drogi pieszo. Już po samym wyjściu na podwórko czułam, że coś jest ze mną nie tak. Coś zwiastowało moje pogarszające się samopoczucie. Coraz to silniejszy ból brzucha mocno dawał się we znaki, ale chciałam być twarda. Pocieszałam się, że to już niedaleko i że zaraz wrócę do domu i zjem upragnione śniadanie. Po wejściu do piekarni, gdzie było pioruńsko gorąco, czułam jak zaczyna mi się kręcić w głowie, jednak ja twarda Kejt, stoję w kolejce i czekam. Już nawet pani ekspedientka dziwnie się na mnie patrzyła z takim przerażeniem, kiedy zaczęłam składać zamówienie. W głowie aż mi szumiało, nie mogłam znieść tej gorączki i zostawiając pieniądze ukochanemu, po prostu wyszłam stamtąd, by odetchnąć świeżym powietrzem. Rozpięłam płaszcz, zdjęłam szal i przykucnęłam sobie na chodniku. Mój luby wyszedł z pieczywkiem mając nadzieję, że mi się polepszyło. Ale ja nie mogłam wstać, miałam ochotę po prostu położyć się na tym chodniku i leżeć, bo nie miałam siły iść. On jednak nie pozwolił na to i pomógł mi wstać, wziął mnie pod pachę i prowadził. A ja ledwo stawiałam nędzne kroki coraz bardziej uwieszając się na nim zamiast iść do przodu. "Nie mam siły. Nie mogę już. Proszę, daj mi się położyć. Chcę odpocząć. Słabo mi." - wciąż powtarzałam jak mantrę. "Jeszcze kawałek. Wytrzymaj." - pocieszał bezskutecznie. Byliśmy już tak blisko domu, a ja wciąż marudziłam i marudziłam. Aż w końcu przestałam. Po prostu osunęłam się na chodnik i leżałam. Miałam mój wymarzony spoczynek. Oczy zamknęły się tak swobodnie, a ja odpłynęłam w swój raj. Kiedy je otworzyłam zobaczyłam tylko jego i jakąś panią, która pyta czy wezwać karetkę. A ja, podpierając się o balustradę mostu i jego dłoń, wstałam. Widziałam potem jak co chwila jakiś samochód jadący akurat przez most zatrzymuje się, a kierowca pyta, czy pomóc. Jak dobrze było nie być obojętnym dla innych, jak dobrze, że nie ma aż takiej znieczulicy. - tylko o tym wtedy myślałam. No może oprócz łóżka. Bo i tak za kilka chwil znowu straciłam przytomność. Wiem, że nawet gdybym była wtedy sama, nie skończyłoby się to dla mnie źle.


"Na­wet jeżeli po­cie­chy udziela niebo, to po­mocy ocze­kuje się od ludzi." Janusz L. Wiśniewski




Dlaczego kupujemy sobie prezenty? .. 2015-12-12. 12:14

Urodziny, imieniny, ślub, święta Bożego Narodzenia i inne okazje, dla których nasze portfele przechodzą na dietę. U niektórych osobników już nawet nie ma z czego przeprowadzić diety. Ci zaś przechodząc w akt desperacji nieraz zapożyczają się w parabankach. Ale ta z kolei to już inna historia.


Czujemy się zobowiązani do obdarowywania prezentami najbliższych? Boimy się zawiedzenia z ich strony? Pomijając wszelkie "okazje ruchome", a zostając przy zbliżających się świętach, zastanówmy się, czy na pewno możemy nazwać je świętowaniem czy komercją i obżarstwem. Jesteś katolikiem? Ile razy w ciągu roku bywasz w kościele? Ile razy podczas świąt Bożego Narodzenia pomyślałeś o Jezusie? Niech każdy sam zrobi sobie taki rachunek sumienia, a ja tymczasem opowiem Wam jak wygląda to moimi oczami.


Reklamy, zachęcanie do pożyczek, kredytów świątecznych, promocje... Gdzie w tym wszystkim jest religia? Czy narodziny Jezusa to tylko jedzenie i prezenty? Mam wrażenie, że stały się one komercją, a nie przeżyciem religijnym. Szał zakupów, kolejki, ludzie obładowani siatkami jakby zbliżał się armagedon - znak, że święta już blisko. Jakby nic innego nie mogło mi o tym przypominać. A najgorsza rzecz jaka może być to obdarowywanie się w święta Bożego Narodzenia prezentami. Dlaczego tak jest? Dlaczego to tak ważny powód? Skąd to się wzięło? Bo jest miła, radosna atmosfera? Taka może być codziennie, jeśli sami o to zadbamy. Nie cierpię prezentów spodziewanych, bo jest okazja. Czy nie lepiej dostać skromny upominek tak bez żadnych świąt, urodzin, specjalnych okazji? Osobiście byłabym bardziej ukontentowana niespodzianką niżeli czymś zapowiedzianym. Wiem wówczas, że nie stałam się dla kogoś pretekstem, że nie był wymuszony okazją, ale sprawieniem nieoczekiwanej przyjemności. Nie twierdzę, że prezenty okazyjne są gorsze, że są dawane z łaski, ale na pewno mniej cieszą. Przynajmniej mnie.


Przez tą całą świąteczną gorączkę nie czuję świąt od dawna, nie cieszę się nimi. Był to też jeden z wielu powodów, dla których przestałam wierzyć. Stałam się ateistką obchodzącą te święta z szacunku dla rodziny, dla której są one ważne.


Frausuchen, wiem, że notka nie powala, ale liczę na coś fajnego w Twoim wykonaniu. Ciekawa jestem, co Ty na to.




e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]