Blog (nie)dojrzałej kobiety


I nigdy nie jest za późno stanąć znów tak blisko .. 2014-09-30. 14:48

Przyjdzie czas, kiedy będę szczęśliwa, tylko szczęśliwa.

Po trzech przeczytanych rozdziałach książki będę to sobie powtarzać. Być może to prawda. Już kiedyś [przed przeczytaniem książki] mi się to sprawdziło. To nic odkrywczego, że wszystko tkwi w głowie, w umyśle. Nawet dziecko można sobie uroić i mieć objawy ciąży. To dlaczego nie wbić sobie w podświadomość, że można przestać cierpieć? I tak nie mam nic do stracenia. Choć książka opiera się głównie na wierze w Boga, modlitwy i ich spełnienie, to przeczytam ją. Pełno w niej cytatów z Pisma Świętego, co mnie odrzuca, bo w Boga już nie wierzę. Może kiedyś znowu będę miała zachwianie. Wiem, że to dziwnie, raz wierzyć, a raz nie. Tu chodzi o dowody. Nie mam podstaw, by wierzyć. Dogmaty mnie nie przekonują. Jestem trudnym człowiekiem - lubię odkrywać.

Podzielę się jeszcze słowami, które mnie mocno zaciekawiły. Są świetne. Tak, wiewiór! :) To Twoje słowa. "Przeszłość jest za nami i nie ma co do niej wracać? Uważam inaczej, trzeba do niej wracać, ale po naukę, nie po to, żeby rozpamiętywać. To nic nie daje." Tak, pewnie masz rację. Jednak czasami ciężko uczyć się na błędach traumatycznych. Czasami nawet nauka nic nie wnosi.  Ze mną tak było, jest... No nie zapędzam się. Może nie będzie. Mimo wszystko szacunek wiewiór za wyśmienite ubranie w słowa niby oczywistej rzeczy. Podoba mi się. Nie ma to jak dusza artystyczna. :)

I znowuż z innej beczki. Niebawem do mego serca powróci czerwień.  "Wie" ciągle gdzieś mi ucieka. Ale wróci. Ja to wiem. Zostawiam Was z tym:


  





"I ociekać szczęściem"...




Niestabilna emocjonalnie .. 2014-09-29. 19:01

Boję się słuchać muzyki. Boję się, bo każda piosenka zawsze z czymś mi się kojarzy. Nie chcę wspomnień. Nie lubię ich. Często doprowadzają mnie do płaczu. Unikam go i wszelkich melodii też. Nie pamiętam kiedy ostatnio słuchałam muzyki. Wciąż staram się skorzystać z tych wszystkich rad. Zrobić coś ze sobą. Wypłakałam się pod prysznicem [pod nim nie widać łez, kiedyś to wymyśliłam], a teraz jem moje ulubione spaghetti. Meme i Aga poleciły mi książkę. Już sam tytuł jest intrygujący, a krótki opis Agi jeszcze bardziej mnie do niej przyciągnął. Muszę ją przeczytać. Jest pierwszy cel. Chyba na pewno coś idzie do przodu. [to rada psycholog Agi - miałam przestać "chybić"] Za trzy godziny muszę się zbierać do pracy. Czy choć tam sobie poradzę ze sobą? Jestem niestabilna emocjonalnie. Potrafię się śmiać, a za chwilę przypomnieć sobie o czymś innym,  czymś przykrym i zacząć płakać. Nie umiem się przed tym powstrzymać.


Jeszcze dzisiaj zastanawiałam się jakie jest najpiękniejsze słowo świata. Pewnie dla każdego będzie to inne słowo, być może niektóre będą się powtarzały. Wielu ludzi mówi, że to "miłość". A dla mnie to śmieszne. Niby to oczywiste, bo jakie inne słowo może tak piękne. Ale nie. Nie dla mnie. To słowo jest dla mnie puste, zużyte i wyświechtane. Jeszcze nie tak dawno pewnie stwierdziłabym, że tym słowem jest "uśmiech". Teraz odkąd zniknął z mojej twarzy, już nawet nie wiem, czy to słowo w ogóle dla mnie istnieje. Kiedyś uwielbiałam się uśmiechać, nawet śmiać. To był mój znak rozpoznawczy. Usta mi się nie zamykały. Byłam taką uśmiechniętą gadułą. Teraz... Teraz to tylko pusta przeszłość. Tylko przeszłość. Ona niestety zostaje.


"I wciąż mam nadzieję, że jeszcze kiedyś pro­mienie zachodzące­go szczęścia prze­nikną przez gęstą kur­tynę mo­jej duszy i będą lśnić na mok­rych od łez ścianach ser­ca..."




Stworzyć fikcję .. 2014-09-29. 12:27

[...] - Powiem tak... Każdy ma inną psychikę, inaczej odbiera ból. Nie mam zamiaru się licytować. Ja po prostu mówiłam o sobie. Nie chcę się porównywać z innymi. Cierpienie jest cierpieniem. Tu nie ma więcej/mniej.
- Wiem i nie pisze tego żeby Ci pokazać "jakie ty masz tam problemy", nie taki był mój cel. Chciałam Ci pokazać, że może i jest zło na świecie, ból i cierpienie, ale nie możesz nagle przekreślać swojego życia z tego powodu, idź ciągle do przodu, bo po drodze spotkają Cię też dobre rzeczy! Nie patrz na wszystko w czarnych barwach, bo może kiedyś los się uśmiechnie, a jak nie to wypnij na niego tyłek i sama zawalcz o szczęście, bo nawet takie chwilowe jest lepsze niż żadne.
- Ale tu chodzi o to, że ja już nie umiem ufać ludziom. Ciągle boję się, że znowu się przejadę.
- A myślisz, że ja się tego nie boję? Kasiu, jesteś strasznie wrażliwa i naiwna, dostajesz przez to po dupie, ale nie zamykaj się na ludzi, wierze, że kiedyś damy radę komuś zaufać.
- Wiem, jestem i to moje najgorsze wady.
- Najgorsze i jednocześnie najlepsze. To dzięki nim jesteś wspaniałym człowiekiem.
- Nienawidzę mojej wrażliwości. Weź ją sobie.
- Mam swoją. [...]


To komu mam ją oddać? Jak się jej wyzbyć? Czasami wolę być oziębła i twarda jak skała. Nie umiem już przyjmować pomocy. Nie wiem nawet, czy potrafię ją dawać. Próbowałam ostatnio, ale zakończyło się to fiaskiem. Wiem, nie powinnam się poddawać. Wiem! Jednakże ciężko jest otrzymywać rady, łatwiej je dawać. Dziękuję wszystkim za komentarze. Miło, że staracie się mi jakoś pomóc. Zresztą jak wiele innych tutaj osób. Uwierzcie, że to doceniam, ale nie potrafię przyjmować tej pomocy. Nie umiem. Mam w sobie jakąś wewnętrzną blokadę, która mi nie pozwala. Straciłam wiarę, że może być lepiej. Za dużo tego wszystkiego. To silniejsze ode mnie. Coś we mnie pękło, coś się zmieniło. Byłam bardziej otwarta, miałam w sobie więcej nadziei, uśmiechu... To była moja naiwność. Czasami była fajna. Dało się ją lubić. Ale niestety to ona sprawiała, że spadam w dół. Chyba się jej wyzbyłam. Moje irracjonalne myślenie niepoprawnej romantyczki, wierzącej w dobro, nadzieję zmieniło się w realistyczne. To z kolei jest o wiele ciemniejsze, najciemniejsze ze wszystkich, najprawdziwsze, czarne.

Czemu jest tyle pytań, na które nie ma odpowiedzi? Nienawidzę niepewności, niewiedzy. Może jestem zbyt ciekawska... Czemu nie wiemy po co żyjemy? Chciałabym wiedzieć, czy moje życie ma sens. Czy skończy się nie osiągając czegoś wzniosłego, czy może jednak odejdę spełniona. Mając świadomość [nienawidzę jej, pamiętam], że na każdego człowieka ostatecznie czeka coś dobrego, że nie umrze z zadrą na sercu. Wygląda to mniej więcej tak:

Narodziny dobro dobro zło dobro zło zło dobro zło zło zło dobro dobro zło zło dobro Śmierć

Oczywiście nie chodzi o ilość i kolejność dobra i zła, ale o to, że przed samą śmiercią było dobro. Chciałabym mieć chociaż taką pewność. Może oczekuję zbyt wiele, może znowu zaprzeczam sama sobie, znowu przewija się przeze mnie irracjonalizm. Ja wiem. Wiem, że to co gadam jest niemożliwe i brzmi jak film science fiction. Ja wiem, ale gdyby tak było, każdemu byłoby lżej. Świat jest fatalnie urządzony. Człowiek skonstruowany z defektem. Tak, powtarzam się. Pamiętam. Moje uparte dążenie do ideału sprawia, że muszę. Ciągle wymyślam nowe teorie, które tak naprawdę nic nie wnoszą, bo są tylko moimi wymysłami, gdybaniami. Może powinnam zająć się pisaniem książek. Ale już tym razem nie dramatów, ale fikcji o idealnym świecie. Hm, może to zbyt wygórowane, lepiej brzmi o lepszym, poprawionym. Takim, w którym każdy człowiek chciałby żyć. Żyć cierpiąc, ale wiedząc po co. Żyć ze świadomością, że nie na marne. Żyć i umrzeć bez bólu w sercu.




Ja tylko... .. 2014-09-28. 10:32

Wspomnienia, świadomość... Nienawidzę ich. To najgorsze, co może być w człowieku. Chciałabym umieć tym władać. Móc wyczyścić sobie to, co chcę. Każde cierpienie, każde zło, każdego człowieka, o którym pamiętać nie chcę. A Ty? Nie chciałbyś tak? No pomyśl. Zdarzy Ci się coś strasznego, jakiś okropny, traumatyczny ból fizyczny lub psychiczny. Ciągle o tym pamiętasz, ciągle nachodzi Cię smutek na każde wspomnienie o tym. Chcesz się tego pozbyć? Oczywiście, że tak. Czemu jesteśmy skonstruowani z defektem? Czemu nie mamy pełnej władzy nad sobą? Życie byłoby lepsze, a ja nie musiałabym wcale pisać tych wypocin kolejną notkę z rzędu. Ale może to jest tak, że jeśli nie mamy tak wielkiej mocy, to jest coś, co pozwala choć na trochę dać temu upust? Może to ten bunkier? Może Lilly ma rację? Muszę stworzyć sobie taki bunkier (nawet jeśli to moja trumna), zaszyć się w nim i odetchnąć. Ale czy to będzie moim azylem? Tym schronieniem, o którym marzę? Może tam nie dostaje się zło? Wiem, za dużo tych pytań bez odpowiedzi. Sama muszę sobie je dać. Póki co nie mam pomysłu na logiczne answery, ale może kiedyś dożyję chwili, kiedy będę je znała. Może kiedyś nawet dowiem się kim ja w końcu jestem? Cieszy mnie jedno. Mianowicie to, że w tym dziwnym życiu (o ile tak można nazwać moje istnienie) jest chociaż kilka rzeczy, których nikt nigdy mi nie odbierze. Nikt, nawet ja sama.


Chcę...


Choć raz poczuć, że nic mi nie grozi. Poczuć, że jestem bezpieczna. Nie bać się, że za chwilę spadnie na mnie jakieś cierpienie. Nie myśleć o tym, czy poradzę sobie znowu z tym wszystkim. Nie patrzeć w kartki kalendarza, rozmyślając, czy to przypadkiem nie będzie mój ostatni dzień. Żyć beztrosko, bez obaw, bez lęków. Jeden dzień, jedną godzinę, jedną minutę. Choć raz...




Rozmowy nocą .. 2014-09-27. 23:33

"Życia chyba nie da się umieć. To trzeba po prostu przeżyć." Może masz rację. Tylko czemu przeżywanie = cierpienie? Czemu chcesz bym żyła? Może ten bunkier, to naprawdę moja trumna? Wiesz przecież, że jestem tchórzem, nie mam odwagi, by skończyć. Z tymi petami to nie taki zły plan. Wiem, że mnie nie namawiasz. Ja wiem, ale jak tak o tym pisałaś, to mnie zachęciło. Może to taki lek. Może to daje jakieś ukojenie. Dużo ludzi pali w stresie. Może naprawdę spróbuję? Nie wiem jak to jest jarać, nigdy nie miałam peta w buzi. I co? Będziesz mnie przestrzegać? Musiałabyś mi zabrać to świństwo z ręki. Ha! Mam Cię, bo nie wpadniesz do mnie tak szybko. Ja oczywiście zapraszam. Zrealizujemy nasz plan z toną chipsów, przytulaniem i zasilaniem Wisły. Taaaaaak, wypłaczemy się jak dwie desperatki. Dzięki Lilka, fajnie, że chce Ci się ze mną gaworzyć. Z tą marudną egoistką z czarnym sercem.


Gadamy sobie, a ja piszę jednocześnie te wypociny na blogu. Ale koi mnie to, wiesz? Naprawdę koi.




Moje czarne serce .. 2014-09-27. 18:05

Pewnie zawsze takie było. Teraz to odkryłam. Na świecie jest tylko zło. Boga nie ma i nigdy nie było. Już prawie zaczynałam odzyskiwać okruchy wiary, ale nie. Jego nie ma. Bo jeśli by był, to pozwalałby na cierpienie? Hejtujcie mnie. Moje serce przecież jest ze stali. Może krwawić ile wlezie. Może cierpieć bez granic. Przecież zawsze tak było. I jakoś żyję. Chociaż w sumie to nie wiem po co. Za chwilę pewnie znowu spadnie na mnie jakieś zło. I co z tego, że świeci słońce? Mego serca już nic nie ogrzeje. Jest zimne, nie ma w nim miejsca już na nic. Kiedyś chciałam otworzyć fundację, była we mnie empatia. Dzisiaj nie chcę niczego. Nie zależy mi na niczym. Chcę żyć sama, tylko dla siebie. Będę pieprzoną egoistką przepełnioną wiecznym rozgoryczeniem do świata i narcyzmem. Znienawidźcie mnie za to. Mnie już nic nie zostało. Pluję w twarz każdemu, kto łudzi się, że dobro jest. Może kiedyś też doznałam coś na podobieństwo dobra. Może kiedyś pisałam tutaj, że jestem szczęśliwa. Teraz jak o tym myślę... śmiać mi się chce. I co? Powiesz, że jestem rozkapryszonym bachorem, który znowu narzeka na swoje jakże beznadziejne życie? A jestem. I dobrze mi z tym.


Mrocznie - Kejt.




Natchniona bezsennością .. 2014-09-21. 00:43

Nocą słowa płyną najlepiej. Nocą słowa są słowami. Nocą wraca mi natchnienie. Nocą napisałam ten wiersz. Tak po prostu od serca.


Radośnie chodzę na oślep,
a Ty moimi oczami.
znowu życie gości w sercu mym,
emanuje kolorami tęczy.
może to sen, może to prawda...

stanę przed Tobą, dotknę Twej dłoni
i dowiem się. Jeśli to prawda,
los mój odmieniony na zawsze. Jeśli sen,
niech trwa wiecznie. Spać z Tobą we śnie wolę
i cieszyć życiem beztroskim niżeli obudzić się
egzystując samotnie na bezkresnym świecie.
jak deszcz pola, jak słońce ziemię
smagasz mnie kroplami życia i promieniami szczęścia.
i choć tak lekko pląsam nie widząc nic,

oddaję się zupełnie Tobie. Prowadź mnie gdzie tylko chcesz.
dla Ciebie przejdę choćby przez wrota piekielne.

śród cierpień bez liku, śród łez oceany
mnie zabierz. Nie będę sama i tam.
i jeśli umrzeć bym miała, umrę spełniona.
esencja mego życia to Ty,
radość mego życia to Ty.
ciepły lód pośrodku oceanu przejdę bez lęku -
irracjonalnie, lecz z Tobą.




(nie)kulturalnie? .. 2014-09-18. 16:20

Jak to jest? Czy nawet jeśli ludzie nie przepadają za sobą bądź się rozstaną, to już kultura nie obowiązuje? Zastanawiam się,  czy to kwestia podejścia człowieka, czy tak już po prostu jest. Spotkała mnie dzisiaj dziwna sytuacja. Idę sobie jak co rano do sklepu po świeże pieczywko na śniadanko, a tu patrzę z daleka idzie były... To oczywistym dla mnie odruchem było powiedzenie "cześć". Ku mojemu zaskoczeniu, nie odpowiedział mi. Co prawda miał słuchawki w uszach, ale skoro patrzę mu w oczy (zasłonięte okularami) i widać ewidentnie, że poruszam ustami, to chyba wypada wyjąć słuchawkę i się przywitać. Nie zrozumiałam tego. Jak to w końcu jest? Czy on wykazał się brakiem kultury? Czy po prostu mnie już nie szanuje? Ja też wszystkich ludzi nie uwielbiam, ale mimo to, jeśli kogoś znam, witam się. Nawet sąsiadce za którą nie specjalnie przepadam mówię "dzień dobry". Człowiek uczy się całe życie... Oj tak. Byłam pewna, że ludzie są obdarzeni nieco większym taktem i ogładą. Dla mnie to jest coś w rodzaju odruchu bezwarunkowego. Tak mnie nauczono i uważam, że tak grzeczniej. Przecież nie będę udawać, że kogoś nie znam, jak znam. Cóż, jak widać mało jeszcze wiem. Najważniejsze jednak, że w tej małej wiedzy zawiera się świadomość, iż w moim życiu jest lepiej. Wszystko zmierza w doskonałym kierunku. Mimo, że ze zdrowiem jest coraz bardziej krucho, to się nie załamuję. Cieszą mnie teraz pozytywne zmiany, choroby idą na boczny tor. Nie myślę o nich.


Z dedykacją dla Open - Kejt.




Życie na słońcu .. 2014-09-16. 19:23

Doszły mnie słuchy, że mnie tutaj brakuje. Za sprawą burzliwego protestu Open, jestem. :) Powracam z impetem. Wiedz Ewka, że nie mam czasu żeby codziennie pisać notki, głupolu jeden. Sama ostatnio zaniedbujesz swój blog, a ode mnie wymagasz moich jakże świetnych wpisów. :D A wiesz, że też czytam Twego bloga wnikliwie. Także wracając, obiecuję postarać się pisać częściej. Moje życie chyba wreszcie zaczyna układać się w całość. Z tych rozsypanych kawałeczków składających się na przemian z łez, cierpienia, ze szczęścia i uśmiechu powstaje jakaś logiczna układanka. Jakieś puzzle, które z perspektywy czasu nie są już tak skomplikowane jak wcześniej. Czegoś mnie to wszystko nauczyło. Coś w mojej małej główce się zmieniło ku dobremu. Już nie żyję marzeniami, romantyzmem, utopijnym szczęściem. Chociaż ta wizja zawsze mi się podobała, a jednak mimo wszystko obracała się przeciw mnie. Moja nadgorliwa uczciwość i dobre serce nie zawsze przynosiły pożytek. Wiem, że ja po prostu za bardzo chcę. A wówczas wkrada się naiwność, która mnie gubi. Każdy z nas wiele razy miewał sytuacje kiedy chciał dobrze, a wyszło... A wyszło jak zwykle. Zawsze zastanawiałam się jak to jest z tym życiem. Czy ono jest z góry określone? Czy wiadomo już co będę robiła w życiu? Kiedy umrę... Ciekawi mnie jak będzie to wszystko wyglądało za dwadzieścia lat. Jednakowoż jeśli byłby jakiś sposób, by się tego dowiedzieć, nie skorzystałabym. Wolę żyć z tą osłoną tajemnicy. Wtedy takie życie jest według mnie ciekawsze, bo nigdy nie wiesz co Cię spotka, a w przeciwnym wypadku byłoby strasznie nudne. A tego chyba nikt nie lubi. I jeszcze tak z innej beczki... Postanowiłam, że po studiach ukończę moją trzecią książkę, która czeka na to już od lat. :) Wszystkie trzy mam zamiar wydać. Nie wiem jaki będzie tego efekt. Może wydam tylko kilka egzemplarzy dla bliskich, bez wielkiego rozgłosu. Chyba, że wydawnictwu aż tak się spodoba, że zrobię furorę. Nooo, ale już bez ironii. Na to akurat szans nie mam. Tak sądzę. Może kiedyś moje dzieci chociaż będą dumne z mamy, że napisała coś dobrego. Chciałabym to od nich usłyszeć. :)


"Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór na szczęście w nich zapisany jest."




(nie)dojrzałe decyzje .. 2014-09-14. 14:56

Ciąg dalszy mojego deja vu trwa... W pokoju słychać Rise Against, i nawet te mocne dźwięki nie napawają mnie żadnym powerem. Ten dzień jest znowu jakiś dziwny - inny. Prześladuje mnie jakieś roztargnienie, zapominalstwo. Najpierw pozostawienie telefonu w pracy, a potem niemożność odnalezienia kluczy od domu. I bądź tu człowieku mądry - zadzwoń do drzwi o 6:20, kiedy w środku śpi cała rodzina. Ale jednak stał się cud, odnalazłam je w moim burdelu, w mej nieocenionej, pojemnej torebce. Oh, żebyście widzieli jak to wyglądało. Stoi zmęczona Kejt przed drzwiami, śpiąca po 12h pracy i wywala cały swój "dorobek" na podłogę w poszukiwaniu kluczy. Myślę sobie, no nie wierzę w ten dzień! Najpierw telefon, a teraz klucze. Pięknie. Ale jak widać zostały jakieś okruchy szczęścia. Jakoś nie umiem tak normalnie funkcjonować. Ze mną dzieje się coś niespotykanego. Nie poznaje samej siebie. Czasami nawet nie wiem co robię, jakbym była na jakimś haju. Po kilku minutach wracam do rzeczywistości i przypominam sobie, co ja tutaj robię. I chociaż teraz już zawsze ktoś będzie miał dostęp do mojego życia - w pewnym sensie, bo z bloga, to nie pokażę, że mi to przeszkadza. (chociaż przeszkadza:)), ale może kiedyś tu zajrzy i zobaczy jak bardzo się myli. Niektórzy z Was, a przynajmniej na pewno jedna osoba, domyśla się o co w tym wszystkim chodzi. Ciekawe ile osób jeszcze wpadnie na jedną jakże ciekawą rzecz. No cóż... Koniec tej gadki. Miała być jakaś ciekawa notka, ale teraz widzę, że coś mi nie wyszło. Początek całkiem niezły, ale jakoś to zabrnęło w nieciekawy kierunek. Nie lubię pisać szczegółów ze swojego życia na publikę. Wolę napisać coś jednym zdaniem, bez wypisywania co, jak i dlaczego (jak co niektóre osoby). Szczegóły powinny pozostawać dla nas samych oraz dla przyjaciół, którzy nas znają, a nie dla obcych ludzi. Taki mój dziwaczny pogląd. Wiele mam takich swoich zasad, których twardo się trzymam. Niektóre są może staroświeckie, ale dla mnie święte. Jedna została niemal złamana, ale byłam silna i podołałam :) O proszę, w notce pojawiają się uśmiechnięte buźki, ale są one tylko przejawem pojedynczych momentów, które trwają zaledwie kilka sekund. Po nich wraca niepokonany stan "dziwności" - tak to nazywam. Piszę te wszystkie słowa i jednocześnie oczy same mi się zamykają. I takim paradoksem do tego będzie to, że kilka dni temu mi się otworzyły i to bardzo szeroko. Podjęłam kilka ważnych dla mnie decyzji. Długo się wahałam, długo zwracałam uwagę na cudze opinie i rady, teraz czas myśleć samemu. Miała być architektura, która mimo wszystko bardzo mnie interesuje, ale będą finanse i rachunkowość. Tak, moi drodzy, mowa o studiach. Kejt wreszcie się zdecydowała. Postanowiłam, że lepiej będzie kształcić się dalej w kierunku, który opanowałam w szkole średniej, gdzie zdobyłam dyplom technika. Studia i dyplom z jednego kierunku lepiej się prezentują niż studia i dyplom z różnych kierunków. Zresztą na architekturę potrzebna jest matura z fizyki, a ja tej zupełnie nie ogarniam. Chociaż miałam trójkę (dla mnie satysfakcjonująca ocena, jak na ten przedmiot), to i tak nie czuję się w tym za bardzo, jeśli nie jestem na bieżąco. Poza tym praca biurowa zawsze mi się marzyła. Widzę siebie w eleganckiej spódnicy, białej koszuli i wysokich butach. Mmm! Od bliskich chciałam tylko wsparcia odnośnie wyboru, ale go nie otrzymałam. Szczególnie jedna osoba wciąż powtarzała "Nie idź! Nie idź na studia.", a kiedy przekonywałam "Rób jak chcesz." i to jest doradzenie i wsparcie - super. Najlepiej czasami podejmować decyzje samemu nie patrząc co inni powiedzą. Ja tak zrobiłam i wiem, że plan ten jest dobry. W przyszłym roku akademickim będę pilną studentką. Oh, brzmi dumnie. Studentką! Mam nadzieję, że dostanę się do jakiejś dobrej uczelni mimo iż nie zdawałam żadnych dodatkowych przedmiotów na maturze. ;p Oh, no nie wiedziałam co, nie wiedziałam na jakie studia iść i tak wyszło. No to przyszła pani magister (bo nią będę! Za 6 lat, ale będę :D) kończy te wypociny. Myślę żeby jakoś mądrze zakończyć tę notkę, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Pozostaje mi tylko się pożegnać i do następnego "dziwnego" wpisu.


"Marzyć i myśleć, chociaż życia nie pokolorował Disney." Pezet




Deja vu .. 2014-09-09. 21:24

Wiedziałam, że tu wrócę. Nie myślałam jednak, że tak szybko najdzie mnie potrzeba. Ten blog naprawdę jest mi potrzebny. Znowu to dziwne uczucie wkradło się do mojego umysłu. Znowu czuję taką pustkę, zawiedzenie. Myślisz, że już osiągasz pełnię szczęścia, że już będzie dobrze, że odnalazłeś wreszcie to, czego całe życie szukałeś i w jednej chwili okazuje się, że to wszystko było kłamstwem. Cały optymizm pryska jak bańka mydlana. Wszystko rozpływa się we łzach. I cóż z tych pięknych chwil, kiedy minęły i teraz już nie będą miłym wspomnieniem, a goryczą smutku, że nie może to trwać dalej? Po raz kolejny ten sam błąd, kolejny raz naiwność wygrała ze zdrowym rozsądkiem. I choć za każdym razem obiecuję sobie, że następnym razem będę bardziej ostrożna, rozważna... Dalej popełniam ten sam błąd. Daje się zwieść, że tym razem będzie lepiej - dobrze. Najgorzej jak Ci tak strasznie zależy, oddajesz całe serce, duszę, całego siebie i nagle okazuje się, że to wszystko na nic. I choć chcesz do tego powrócić, to wiesz, że nie możesz, bo to nie wiąże się z niczym dobrym. Co raz było zrobione, zrobione będzie znów. Zwykle się sprawdza. Wiem, że nie zawiniłam, że nie mogę sobie nic zarzucić, nic nie stało się z mojej winy. Pozostaje mi jedynie smutek, że nie mogłam zrobić nic, aby do tego nie dopuścić. Czasami czuję się taka silna, taka niezależna... Ale są chwile, właśnie takie jak te, kiedy ta wielka moc zamienia się w tak samo dużą bezradność i ból.


A może tylko wydawało mi się, że wiem Kim Jestem?


Powracam - Kejt.




e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]