Blog (nie)dojrzałej kobiety


Być sobą... .. 2014-03-31. 17:27

Mimo kontuzji przez jednego barana - damskiego boksera, miałam czas na moje urocze rozmyślania. Potrafisz myśleć asertywnie? Umiesz odmawiać? Umiejętność wyrażania swoich prawdziwych uczuć, myśli i pragnień w sposób, który jest akceptowany społecznie i nie narusza prawa innych osób do tego samego - ciężko spotkać stuprocentową osobą o tej cesze. Ową zdolność nabywamy w trakcie naszego rozwoju. Pozwala ona zachować nam własną tożsamość. Asertywność jest więc istotnym elementem w utrzymywaniu właściwych relacji międzyludzkich.



Ponieważ każdy z nas ma prawo do wyrażania własnego zdania, uczuć itp., to powinny być one akceptowane przez innych ludzi. Jednak w praktyce nie zawsze jest to realizowane. Przez to też wielu z nas boi się braku akceptacji swoich poglądów, dlatego cechują ich zachowania uległe w stosunku do innych. Nie chcemy narażać swojej opinii ogólnej przez wyrażanie siebie. Jest to niestety najczęstszy błąd człowieka w kontaktach międzyludzkich, ponieważ powinny być one oparte na szczerości, a nie obłudzie prowadzącej tylko do władzy nad nami – uległymi. Jeżeli nie zgadzamy się na coś, powinniśmy jasno i wprost wyrazić nasze zdanie, ewentualnie podać powody swojego postępowania bez nadmiernego tłumaczenia się czy usprawiedliwiania. Asertywność pozwala nam na pokazanie, że tak naprawdę nie jesteśmy bojaźliwi, że potrafimy sprzeciwić się jakiemuś poglądowi, jeśli uważamy go za niesłuszny. Dzięki takiej postawie ograniczamy również stres i dyskomfort związany z uleganiem wpływom i manipulacjom innych ludzi  oraz robieniem rzeczy, którym tak naprawdę jesteśmy przeciwni. Asertywność świadczy także o naszej inteligencji emocjonalnej.



By zachować pozytywny wizerunek samego siebie, konieczne jest uzyskanie stanu równowagi pomiędzy realizacją własnych pragnień a spełnianiem potrzeb innych ludzi. Nie można więc popadać w skrajny egoizm i szczerość czy przeciwnie - w kłamstwa i obłudę. Postawa asertywna stanowi w tym wypadku najlepsze rozwiązanie, ponieważ polega na otwartym mówieniu o tym, czego się pragnie i czego się nie chce. Należy również podkreślić, że zachowanie asertywne nie oznacza całkowitego ignorowania potrzeb innych i dbałości tylko o własne korzyści, co świadczy raczej o egoizmie i wykorzystywaniu innych ludzi. Natomiast istotą asertywności jest ochrona własnych praw przy jednoczesnym szanowaniu praw innych.



Asertywność, bądź jej brak, najlepiej widać w tym jak wyrażamy swoje zdanie, jak prosimy innych o różne rzeczy, jak wyrażamy sprzeciw oraz jak reagujemy na pochwały i krytykę. Dlatego nie bój się nigdy odmawiać. Ucz się żyć inteligentnie. Proponują Ci niechcianą imprezę? Powiedz "nie, nie mam ochoty. Nie pójdę." Myślisz teraz o mnie... "Zwariowałaś?! Chcesz żeby mnie wyśmiali? Wyalienowali? Nie, ja muszę iść, zacznę nawet pić, palić. Przypasuję się. Nie chcę być odmieńcem." Najgorsza z możliwych decyzji :)



"Wolę żeby mnie nienawidzili za to kim jestem, niż kochali za to kim nigdy nie będę."




Milion pytań .. 2014-03-30. 18:23

Życie zalane cierpieniem. Psychika zdarta na proch. Zapnij pasy, bo jedziemy do piekła. Piekło to mój ból. Poznasz je i albo pokonasz, albo na zawsze w nim zostaniesz. Jesteś gotów na to ryzyko? Uwolnisz mnie? Wielu już próbowało, ale każdy zagłębiał w coraz gorsze bagno. Może sprawisz, że znowu będę naiwna i zaufam, że będzie dobrze, że już nikt mnie nie skrzywdzi. Naiwność... Czasami ją lubię, bo przynajmniej ona pozwala mi cieszyć się chociaż na chwilę tą wolnością od nieustannego cierpienia. Jednak to przez nią również cierpię. Ślepo wierzę, że tym razem to nie naiwność, a racjonalizm. Paradoksalnie sprzeczne uczucia. Czy istnieje jakaś granica ludzkiego cierpienia? Jakaś linia wyznaczająca kres, jakiś limit! Chyba nie, bo ja już bym ją dawno temu przekroczyła. A jeśli istnieje? To gdzie ona jest? Na wykończeniu psychicznym? Dopiero tam? Czy istnieje takie życie podzielone na połowę egzystencji w cierpieniu i połowę w szczęściu? Czysta utopia. Wizja popaprańca romantyka. Dlaczego nie może być tak, że człowiek swoje wycierpi i jego ból się kończy? Czemu dalej cierpi? Czyż nie może już potem żyć normalnie? Nie! Bo ciągle czeka jakieś nieszczęście, jakaś cholerna trauma, która czai się niepostrzeżenie i wchodzi z buciorami w Twoje życie i robi z nim co tylko chce. Totalny bajzel. Co to za życie? Owszem, cierpienie trochę się w nim przydaje. Ale ja się pytam: ILE?! Ile tego cierpienia? Czemu człowiek musi być samotny? Czemu ludzie skazywani są na niepowodzenia? Znasz to uczucie, kiedy coś wreszcie zaczyna Ci się układać i myślisz, że to jest właśnie to, czego chciałeś od życia, a kiedy stawiasz już tą kropkę nad i, wszystko się rozpada? Boli prawda? Czujesz się jak rozgnieciony, nic nie warty karaluch. Jest tyle pytań... I nikt nie zna na nie odpowiedzi. Życie jest jak retoryka. Nie ma na nie odpowiedzi.




Tym razem zaborczość .. 2014-03-29. 17:29

Dzisiejszy dzień mogę nazwać ciszą. Nie potrafię wbić sobie do głowy, że ludzie mają swoje życie, swoje sprawy, że nie liczę się tylko ja. Zdaję sobie z tego sprawę, ale tylko czasami. O na przykład teraz. To wynik mojej samotności, nieuchronnej potrzeby bycia zauważoną, potrzebną, a nawet kochaną. Jestem cholerną egoistką. Źle mi z tym. Jestem chociaż dumna z tego, że potrafię szczerze i otwarcie przyznać się do tego. Da się zamienić egoizm na altruizm, wiem, że to możliwe. U mnie też są tego przejawy, ale to już zależy od sytuacji. Jestem zadufana w sobie na punkcie samotności. Nie chce być sama, nie potrafię. Potrzebuję kontaktu z ludźmi. Jednak moja chęć nie zamienia się na coś, co daje mi więcej siły. Są chwile, gdy szukam na siłę. W akcie desperacji, po prostu szukam na siłę. Nie wychodzi mi to. Może to i dobrze? Nie chcę niczego na siłę. Zawsze myślałam, że to łatwe znaleźć miłość, przyjaźń... Na świecie jest tylu ludzi, tyle miejsc, gdzie można ich spotkać. Ja niestety dalej nie umiem. Przeraża mnie ta pustka w moim życiu, jestem w nim tylko ja. Nie wiem czy kiedykolwiek dowiem się co to przyjaciel, co to nieustanne zrozumienie w każdej chwili, sytuacji, brak olewania... Nie użalam się nad sobą, nikt nie musi tego czytać. Piszę dla siebie. Wylewając swoje uczucia choć trochę mogę odetchnąć. Chociaż trochę. ;(


"Przyjaźń jest piękniejsza od słońca tylko wtedy, gdy trwa do końca."




Świat mojej książki .. 2014-03-29. 11:12

"Gdy musisz wstać choć tulisz tak pod głową obłoczek snu i słów tyle znasz uczonych cicho przez noc, a tu dzień wstaje już kolorowo, witaj." itd. itd. Kiedyś ta piosenka leczyła moje rany, skupiałam się tylko na niej śpiewając ją na głos lub w myślach. Bardzo mi pomagała nie myśleć o złych sprawach, to działało. Odwracała moją uwagę. Będzie mi jeszcze kiedyś potrzebna? Pewnie tak, ale oby tylko w błahych sprawach, a nie depresjach. Pomyślałam sobie, że zamieszczę Wam fragment mojej książki. Jest to narracja pierwszoosobowa, więc nie myślcie, że książka jest o mnie. Już wielu ludzi tak myślało. "[...]Zastanawiała mnie wciąż ta szybka utrata pamięci mamy. To było bardzo dziwne. Nie pierwszy raz zdarzało się, że zapomina o czymś w bardzo krótkim czasie. Wiele razy nie pamiętała co robiła poprzedniego dnia, nie wspominając już o dłuższym okresie czasu. A przecież nie zdarzało się to tylko po spożyciu dzień przed alkoholu. Bywało i tak, że po prostu ni stąd ni zowąd zapominała fragmenty rozmów, swoje czynności itp. Jednak mam w tym zakresie sporą wiedzę. Choć sama jestem abstynentką, to dobrze wiem jakie działania zostawia po sobie wódka. Nie są to tylko ból głowy, wymioty, wielogodzinny kac następnego dnia i inne czynniki w zależności od organizmu człowieka. Alkohol spożywany regularnie i często pozostawia po sobie ślad przez całe życie. Nie bez powodu mówi się „od wódki rozum krótki”. To powiedzenie zawiera w sobie sporo prawdy. Moja matka po prostu traciła pamięć przez swój alkoholizm. Trzeba to nazwać wprost, jej picie było uzależnieniem. Chwilami nienawidziłam jej za to, nie umiałam patrzeć na jej zapijaczony ryj! Wyglądała wtedy tak ohydnie. Zawsze zamykałam się w pokoju, płakałam i przeklinałam dzień, w którym jakiś imbecyl, którego nazwiska nie znam, wymyślił alkohol. Samo to słowo wywołuje we mnie obrzydzenie. Wracając do Filipa to rzeczywiście zaprosiłam go do naszego domu. To spotkanie wydawało się dla mnie kompletną porażką, ale na szczęście się pomyliłam. Rodzice bardzo go polubili. Miałam wrażenie, że traktują go lepiej niż mnie. Z takim zainteresowaniem słuchali jak opowiada o sobie, o swojej pracy, która była jego wielką pasją. Ja tylko siedziałam, przytakiwałam, po prostu wynudziłam się strasznie. Wolałabym wtedy być z nim sam na sam, ale pocieszałam się tym, że moi zwyrodniali rodzice choć w nim widzą wartościowego człowieka. Najważniejsze było dla mnie to, że mogłam się wreszcie z nim normalnie spotykać bez żadnych wymówek, kłamstw, jak normalni ludzie. Ale wszystko co dobre kiedyś musi się spieprzyć… Pewnego dnia, jakieś dwa miesiące po tym jak Filip poznał moich rodziców, przyjechał do mnie tak jak zwykle po pracy. Kiedy wychodziłam z domu po niego widziałam, że matka znowu leci do monopolowego. Byłam wściekła, ale uspokajało mnie nadchodzące za chwilę spotkanie z Filipem. Miałam nadzieję, że wymkniemy się jakoś i nie zobaczy mojej pijanej matki w domu. [...] Cała we łzach biegłam przed siebie w nieznane mi dotąd miejsca. Wioska nie była wielka, więc szybko dotarłam w zupełnie obcą miejscowość. Tam siedząc na ściętym pniu starego drzewa i moknąc w strugach deszczu myślałam o swoim życiu. Zastanawiałam się czy Bóg w ogóle istnieje, czy on jest sprawiedliwy? Pomyślałam „nie! To podła świnia, bo kiedy tylko spotyka mnie coś dobrego, to ja bez powodu obrywam i tracę wszystko.” Nie rozumiałam swojego ciągłego cierpienia, tego dlaczego tacy ludzie jak moja matka mają wszystko czego chcą, a ja muszę o to walczyć jak porzucony pies o kiełbasę, a kiedy już to dostanę, tracę to w kilka sekund i to nie z własnej winy. Bo co? Odbiera mi to własna matka! Zresztą jaka tam z niej matka. Nigdy nie była moją prawdziwą matką, jest nią wyłącznie na papierze i na tym kończy się jej rodzicielstwo. Nigdy nie usłyszałam od niej, że mnie kocha, bo ten głaz pewnie uczuć nie ma ani nawet nie wie co to jest. Za ojca też wyszła, bo jako kawaler miał kupę forsy. Omotała go, a on dał się zwabić jak zwierzę. Wyssała z niego ostatnie grosze i chleje teraz zamiast wziąć się za robotę. Ten wrak człowieka pewnie nawet serca nie ma tylko pompę ssącą wszystko, co zawiera promile. Myślicie, że opowiadam wam bzdury, bo przypomniały mi się jedne z najgorszych chwil życia. Otóż nie, taka była smutna prawda. Tylko tak można było opisać tą pijawkę. Gdybym dalej zagłębiała się w moje rozmyślania pewnie zabrnęłabym ze złości nieco za daleko, ale przerwała mi je młoda dziewczynka."


Jesteś ciekawy co będzie dalej? Pisz :) prześlę cały egzemplarz na e-mail.




Jest progres .. 2014-03-28. 19:49

Udało się. Mogę być z siebie dumna. Myślę, że już teraz śmiało mogę zakończyć terapię. Wyleczyłam się z niego. Jeszcze nie tak dawno byłam przekonana, że to niemożliwe. Kochałam go najbardziej, nie! głupie słowo, każdego kochałam tak samo, ale na nim najbardziej mi zależało, w końcu mieliśmy się pobrać, za chwilę miałam z nim zamieszkać. Wstałam dzisiaj lajtowo o ósmej, choć mogłam jeszcze sporo pospać, ale ostatnio nie potrzebuję zbyt wiele snu. Mimo tak wielkiego zapasu czasu, wyszłam oczywiście o pięć minut za późno, ale na szczęście zdążyłam :D Zresztą nie do tego zmierzam. Idąc sobie jak co dzień ze słuchawkami w uszach tym starym mostem przeżyłam coś bardzo dziwnego. Nigdy mi się to nie zdarzyło. Słowo! Szedł taki przystojniak mniej więcej w moim wieku i zaczęłam się do niego szczerzyć. Co mnie zdziwiło, on odwzajemnił uśmiech. Po chwili znowu się odwróciłam, i co? On też się odwrócił i ponownie uśmiechnął! Niewiarygodne, że wreszcie mi przeszło. Bo przecież zaczęłam zwracać uwagę na innych mężczyzn. No to już duża oznaka zmiany :) Dziwnym zbiegiem okoliczności, akurat słuchałam wtedy Autystycznego Luxtorpedy :D (dla niewtajemniczonych: w refrenie jest "Na pierwszy rzut oka nie widać, że Cię kocham"). Hah, teraz tylko muszę uważać żeby nic nie zepsuło tej dobrej passy. A! Muszę się pochwalić dzięki komu tak się dzieje. Spełniło się moje naj największe marzenie. To znaczy, tak mi się wydaje. Otóż poznałam super dziewczynę (bez głupich myśli! jestem hetero :D). Bardzo dobrze się dogadujemy. Krótko ją znam, ale mam nadzieję, że to właśnie ona zostanie moją dobrą przyjaciółką. Taką, jakiej zawsze pragnęłam. Takiej, której będę mogła o wszystkim powiedzieć, a ona mnie zrozumie. Takiej, z którą będę mogła się śmiać do rozpuku. Trzymajcie kciuki!


Widzisz iksie? Jestem silniejsza niż myślisz! Pamiętaj erotomanie jeden: "Słowami świadczyć miłość, to nie miłość."!




Something I need .. 2014-03-27. 16:28

Kolejny raz udowodniłam sobie, że na pozór ktoś, kto wydaje się zupełnie odmienny niż ja, może mieć jednak coś wspólnego ze mną. Dlaczego tak się dzieje? Bo człowiek jest tylko człowiekiem i ocenia rzeczywistość omylnie. Wracając dzisiaj do domu spotkałam na swej drodze wielką grupę dzieci ze szkoły podstawowej. Takie małe kajty połowę niższe ode mnie. Uśmiech jednak pojawił się nie z powodu wzrostu, ale chłopca, który o dziwo miał ubrane glany. Tak, słuchajcie. Mały kilkuletni kajt w glanach. Wyobrażacie sobie moje zdziwienie? Wielki szacun dla Ciebie chłopcze, że dajesz radę dźwigać to ustrojstwo, serio. :D Nie wiem, czy moja jedna noga przewyższa ciężar takiego buciora. Ale widocznie się starzeje i nie znam możliwości ówczesnych dzieci. Wszystko się zmienia. Kto by pomyślał, że taka mała, skromniutka Kejt będzie słuchała ciężkiej muzyki, takich zajebiście dudniących szarpidrutów. Jak powiedział klasyk: trzy akordy i darcie mordy :D No nikt by się nie spodziewał, a jednak słucham. Wyszło szydło z worka, nie? :) Nienawidziłam tego, tępiłam każdego, kto w mojej obecności tego słuchał. Takie paradoksy to specjalność mojego spróchniałego mózgu :D Kto wie? Może i zacznę nosić te stalowe, wielgachne buty. To by była taka moja tajna broń. Masz coś? Z kopa z glana :D Aż nie wierzę, że to mówię.


W ogóle to wczoraj znowu zastanawiałam się nad rzeczą, która mnie zajebiście fascynuje. Dlaczego człowiek umiera? Czemu nie żyjemy wiecznie? Po co w takim razie życie skoro się skończy? Co by było gdybyśmy żyli wiecznie? Czy nasze dotychczasowe wybory byłyby takie same? Pewnie nie. Świadomość, że masz przed sobą jeszcze miliony, ba miliardy i jeszcze nieskończenie wiele lat zmienia wszystko. Całe podejście. Wiele rzeczy chcesz po prostu zdążyć zrobić, bo przecież życie jest krótkie. Gdyby było wieczne, czekałbyś. Nie zastanawiałbyś się nad tym, czy to ważne, czy nie, bo możesz to zrobić w dowolny dzień. Przecież życia Ci nie zabraknie. Powiem szczerze, że sama myśl na wieczną egzystencję nie mieści mi się w głowie. Mój mózg tego nie pojmuje. Nie umiem sobie wyobrazić, że nigdy nie umrę. Pewnie zaś dlatego, że świat już został tak urządzony i jestem do tego przyzwyczajona. To jak z elektroniką. Zamiana starej Nokii 3310 na smartfona. Przecież to było kiedyś nie do pomyślenia. Wielkie bum, wow. Telefony dotykowe, tablety i inne gadżety. Ale życie to nie elektronika, to nie postęp technologiczny. A szkoda. Moim zdaniem szkoda. Fajnie byłoby żyć, żyć i nigdy nie umrzeć. Ja bym tak chciała. Jakbym miała taki wybór... Pewnie, że bym wybrała wieczność. Może to się wydawać sprzeczne z chwilowymi załamaniami mojej psychiki, ale wiem, gdzieś tam w tych ostatnich szarych komórkach, że nigdy by mi nie starczyło odwagi na odebranie sobie tego cennego daru, jakim jest życie.


"Jeśli umieramy tylko raz, chcę umrzeć z Tobą.

Jeśli mamy tylko jedno życie, chcę je przeżyć z Tobą."




Mój szpital psychiatryczny... .. 2014-03-26. 19:55

Jak to jest, że lekiem dla mnie okazał się ten blog. Mój wylew uczuć i jeden blog godny mojej pochwały. Piszę tę notkę z myślą Tobie. Zdziwisz się Kassel, ale mowa o Tobie. Nie wiem czy jeszcze zaglądasz na te wypociny, czy nie, ale wierz, że niczego nie piszę żeby się podlizać i inne takie. Nie jestem jakiś dzieckiem neo :D Twoje wpisy są dla mnie zbawienne. Dają mi tyle radości, śmiechu, jak nic innego na świecie. Jakiś czas temu, sama nie wiem kiedy, trafiłam na Twój blog zupełnie przez przypadek. Sama nie wiem jak, ale dobrze, że to się stało. Czytając Ciebie mój nastrój diametralnie się zmienia, sprawiasz, że mam więcej siły. Z dnia na dzień czuję, że może być lepiej, że dam radę. Mimo wczorajszego załamania. Oh, lepiej nie czytaj poprzedniej notki, no chyba, że już czytałeś, to po ptokach… Jest tragiczna. Poprzedniejsza też, ale tą już zdążyłeś, czytałam komentarze. I za nie również pragnę podziękować Camilli, Jacqueline oraz Open. Jeśli o kimś zapomniałam, sorry. Tyle zapamiętałam. Jestem czasami taka żałosna, a mimo to ktoś to czyta i przejmuje się tym. Dzisiejszy dzień w ogóle cały jest jakiś inny.


Kejt – Ale mi zimnooooo. Idę do wyra. Ugrzej mi rącie.


Iks – Do grzejnika przyłóż, Od razu się rozgrzeją. Ja sam mam zimnotkowe.


- Uuu, to nie ściem.


- Ściesz, ściesz.


- Nie ściem. :)


- O nie. Ściesz i już.


- Nio :* w ogóle wiesz co iks, dziękuję Ci. Czuję się coraz lepiej. Czas leczy rany. Powoli godzę się z tym, że nie jesteśmy już razem. Ale będziesz zawsze moim kochanym misiem co nie :)


- Pewnie, nie inaczej :)


- Ale fajniście :)


- Dzięki. Dla mnie super, ja się jednak do czegoś przydaję :)


- Pewnie. Każdemu się zdarza :)


- No moje samopoczucie jest ja parabola. Góra dół, góra dół. :) oby się trzymało na górze. Cały dzień takie jest. Dzięki Tobie wiesz?


- Nio i gicior.


- Jaaaa. Mój kręgosłup ;p ciężkie to było. O chcesz szwabki?


- A chętnie wtrażole.


- Nom, są w kauflandzie. Wiesz, w tym markecie budowlanym :D


- A tam, nio nie pozostaje mi życzyć nic innego jak tylko zdrowie na budowie :D


- Hi hi, noooo : ) i som też te no jak to się nazywa.. Gdzie cena.. A no grejfjuty.


- Oj :D Zitko Dziubek nazywa :D :D


- Hi hi : ) nio cio


- Nic nic. Po prostu bekam z Twojego nazewnictwa. :D :D :D


- Fajne jest. :p ja lubię fajne nazewnictwo :D


- Ja teś, ale bardzo lubię basen. Tak śmierdzę, że mała głowa. Musowo się okąpać :p


- O no ja też po całym dniu potrzebuję prysznica, ale już nie dlatego, że pod nie widać łez :D najpierw to ja sobie coś zjem o!


Tak, to dzisiejszy fragment rozmowy. Te nasze wygłupy, pisanie jak dzieciaczki. Celowo czasami pisane było z błędem, bo tak właśnie lubiliśmy. : ) Coś cudownego wrócić do tego znowu. Dziękuję iksie.


Dziękuję jeszcze raz Kassel. Okazuje się, że można mieć dwóch psychiatrów.




Mózgowe anomalia... Czyli zostaniesz moim psychiatrą? .. 2014-03-26. 17:24

Wczorajszy dzień można opisać tylko jednym słowem - KOSZMAR. Moja desperacja sięgnęła zenitu. Mózg rozwalił się doszczętnie. Chciałam go skleić, ale jakiś dupek zajumał mi butapren. To była totalna rozpacz. Byłam w tej samej sytuacji, co ćpun na głodzie - musiałam zdymisjonować. Psychoza uderzyła mi do łba. Wyłam w niebogłosy. Wiłam się na łóżku jak rozwydrzony bachor pragnący dopiąć swego. Totalnie zwariowałam z tej samotności. Czasami mi się wydaję, że potrzebuje psychologa, a nawet psychiatry. Chciałam odebrać sobie życie, ale nie miałam tak wielkiej odwagi. Nie byłam w stanie tego zrobić. Nawet nie wiedziałam jak... Odbiło mi na maksa. A Ty, jeśli sądzisz, że jesteś nienormalny/a, mylisz się. To ja jestem nienormalna, bardziej niż Ci się wydaje. Bywają momenty, kiedy boję się samej siebie. Na szczęście położyłam się spać. Po jakiejś godzinie przewracania się z boku na bok, zasnęłam. Obudziłam się godzinę przed budzikiem. Zastał mnie sms od iksa. Byłam zaskoczona. To był wbrew pozorom bardzo piękny sms, taki miły. Takiego mi brakowało. A on był ostatnią osobą, od której spodziewałabym się sms-a, a już tym bardziej o takiej treści: Jestem Kesi. Jak z Tobą mała? Ta wiadomość powaliła mnie na łóżko. Uśmiech sam wyrwał się na usta. Coś niesamowitego. Uwielbiałam jak mówił do mnie Kesi i mała :) To były czasy... Aż mi się przypomniały i poleżałam jeszcze z dziesięć minut na łóżku i rozmyślałam o tych chwilach. Napisał ją wczoraj, ale już spałam. Wiedział o moim stanie, mamy dobry przyjacielski kontakt. Odpisałam mu dopiero rano, a on dalej był tak wspaniały, dokładnie jak wtedy, kiedy jeszcze byliśmy razem.


Iksie, nie wiesz o tym blogu, ale dziękuję Ci za tamtego sms-a. Wiele dla mnie znaczył. Dałeś mi świadomość, że choć Tobie nie jest obojętny mój los. Chociaż Tobie...


Zostaniesz moim psychiatrą?




Nie mogę już... .. 2014-03-25. 20:25

Notka dla blogerki open...


Widzisz, są chwile, kiedy naprawdę nie daje się rady. Wstyd mi, ale nie radzę sobie z samotnością. Nie mam żadnych przyjaciół, nie mam do kogo gęby otworzyć. Tak bardzo chcę mieć przyjaciela, przyjaciółkę. Ale nie na siłę! To ma być prawdziwa przyjaźń. Nie chce się nikomu narzucać. Piszę tę notkę płacząc jak dziecko... Za każdym razem, gdy próbuję odezwać się do kogoś, boję się, że przeszkadzam, że akurat ta osoba jest zajęta, albo i ja jestem ostatnim człowiekiem, z którym chciałaby teraz pisać. Nie mam siły pisać tej notki. Serce wali mi jak głupie z nerwów. Niestety jest chore. Ale może to i dobrze? Wykończy się i przestanie bić...


Przepraszam, że żyję.


Przepraszam, że pragnę przyjaciela.


Przepraszam! ;(




Myślę o Tobie... .. 2014-03-25. 16:31

Ale gdzie jesteś? Kiedy wreszcie nadejdzie ta piękna chwila, gdy się poznamy? Może już się poznaliśmy? Może rozmawiamy codziennie? Może... Wiedz, że znowu o Tobie myślę. Zastanawiam się jak wyglądasz, jak masz na imię... A jeśli po drodze spotkam jeszcze kilku gnojów, którym ślepo zaufam i znowu będę cierpiała? Nie może tak być. Następnym musisz być TY! Czekam na Ciebie codziennie. Codziennie chcę Cię przytulić i powiedzieć jak bardzo Cię kocham i jak bardzo mi Ciebie brakowało. Już tak wiele razy się pomyliłam, trafiłam na nic nie wartych czubków. Chcę wreszcie trafić na CIEBIE! Znajdź mnie wreszcie. Poznajmy się, zakochajmy w sobie. Chcę znowu poczuć ten cudowny stan, kiedy nic innego nie będzie się liczyło, tylko TY! Chcę, abyś był taki, jakiego sobie Ciebie wymarzyłam. Bądź taki, proszę. Po prostu bądź. Nie pozwól, abym cierpiała. Rozpraw się z każdym, kto zrzuci na mnie choć krople bólu. Kochaj mnie z całych sił, spraw, abym była tylko Twoja, w pełni oddana duszą i ciałem. Obchodź się ze mną jak jedynym na świecie najpiękniejszym kwiatkiem objętym ochroną, którą będziesz Ty. Szukaj mnie, nie poddawaj się. Ja wciąż na Ciebie czekam. Strasznie mi Ciebie brakuje. Płakać mi się chce, kiedy jestem taka samotna, bez Ciebie. Kiedykolwiek się ze sobą zetkniemy, wiedz już teraz, że Cię bardzo kocham i wierzę, że dasz mi wszystko, czego potrzebuję i nie pozwolisz zranić. Kiedyś na pewno to przeczytasz. Jak już Cię poznam, pokaże Ci to. To taki dowód, że już teraz wiedziałam, że gdzieś jesteś, że gdzieś czekasz na mnie mój jedyny, ukochany mężczyzno. Nie gniewaj się, że tak osobisty list umieściłam na blogu. Tu nikt mnie nie zna. Nie martw się. Musiałam wylać z siebie całe swoje wielkie uczucie i tęsknotę.


"I nie miłować ciężko i miłować nędzna pociecha."

Mikołaj Sęp-Sarzyński "Sonet V"




Świat stworzony pode mnie? .. 2014-03-24. 14:34

Czy to możliwe? Czy Bóg wybrał mnie na swojego przedstawiciela doświadczeń i głoszenia wielkich prawd? Czasami wydaje mi się, że tak. To dziwne, ale moje przeżycia osobiste utożsamiają się nie po raz pierwszy z tym, co widzę, słyszę, z tym, co mnie otacza. Czyż jestem przewrażliwiona? Nie, wcześniej nie przywiązywałam do tego wielkiej wagi, ale wszystko się tak nawarstwia…


Po pierwsze zaraz po nadejściu felernego momentu (wtajemniczeni w bloga wiedzą) włączyłam telewizję. Praktycznie ciągle spałam, leżałam w łóżku, bo tak mi było dobrze. Oglądałam jakieś badziewne programy, które tak naprawdę mnie nie interesowały. I co? Ciągle przewijały się jakieś zdrady, nieporozumienia małżeńskie, tudzież partnerskie. Już nawet imiona były takie same jak nasze. Paranoja? Złośliwość? Bo ja tam wiem? Wróciłam do bloga. Lubię go pisać. Bo co innego tak kojąco może wpływać, jak wylew uczuć :) Tam też ciągle zderzałam się z notkami podobnymi do moich. Nieprawdopodobne zbieżności. Niemal codziennie o tej samej porze, tą samą drogą chodzę do szkoły. Spotykam tych samych ludzi. Jednak dzisiaj to byli inni ludzie. Nagle jakby coś się zmieniło, świat był inny. Dlaczego o tym piszę? Życie jest tak bardzo nieprzewidywalne, że nawet nie da się zmierzyć jego zamiarów. Kiedy już doszłam z zaskakującym uśmiechem na ustach na moje ulubione, poniedziałkowe trzy godziny języka polskiego, byłam zafascynowana. Od dłuższego czasu przerabiamy „Dżumę” Alberta Camusa. I znowu pojawia się pytanie: po co o tym wspominam? Otóż temat rozważań był ciekawszy niż cokolwiek innego do tej pory. Omawialiśmy wpływ cierpienia na postawy człowieka. Temat idealny dla mnie. Oczywiście jak to ja wygadana, musiałam udzielać się najwięcej. Czysta autopsja :) Tu zaczną się niekrótkie rozważania filozoficzne. Na początek powiem, że w pełni zgadzam się z teoriami Camusa. Był ateistą, ale potrafił zdrowo popatrzeć na ważne aspekty życiowe. Mieliśmy trzy krótkie fragmenty „Dżumy”. To, co przeczytałam, było dla mnie czymś niesamowitym. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, po co tak naprawdę żyjąc – cierpię. Może jestem nienormalna, ale wierzę w to i od tej chwili będzie mi ta myśl towarzyszyła przez całe życie. Będę się starała każdemu przekazać moje ukochane wartości. Czekałam na nie tyle lat! Możliwe, że każdy z nas czeka na swoje motto, swoją drogę życia. :)


Przejdźmy do meritum notki. Camus pisał: „Cierpienie dziecka jest na pewno upokarzające dla umysłu i serca. Ale tego właśnie trzeba zaznać. Dlatego trzeba chcieć cierpienia, ponieważ Bóg go chce.” To wyraźnie mówi nam – wszystkim ludziom, niezależnie od wiary, że trzeba odrzucić egoizm, przyjąć postawę miłosierdzia. Bo to dzięki cierpieniu uczymy się okazywać współczucie, empatię. Wówczas inni ludzie pomagają nam i rozumieją nasz ból. Wtedy i my zdajemy sobie sprawę co to jest cierpienie i gdy na nie patrzymy, czujemy je. Dlatego właśnie cierpienie uczy i doświadcza nasze siły. Ból i cierpienie jest zatem nieodłącznym elementem naszego życia, które przyjdzie do każdego z nas. Camus pisał: „Trzeba trwać i zdać się na Boga”. Tak, bo Bóg wie, kiedy ono ma się skończyć i po co je na nas zsyła. Czasami bardzo ciężko pojąć tę filozofię, ale wg mnie jest ona jedyną słuszną i prawdziwą. Tego po prostu trzeba się nauczyć. Innej drogi nie ma. Jeśli wciąż będziemy obarczać kogoś, a tym bardziej Boga o cierpienie, robimy źle. Nie na tym to polega. Cierpi każdy i to nie wina Boga. Wszystkie moje złe doświadczenia były dla mnie zbawienne, uszlachetniły mnie. To dowód na to, że cierpienie nie jest bez sensu. Ból jest potrzebny, on po coś jest i właśnie po to by uczyć. Sens w tym, że trzeba to pojąć. Mi się udało choć to bardzo trudna sztuka. Nie przyszło mi to ot tak z dnia na dzień. Potrzebowałam wielu przemyśleń i przede wszystkim czasu. Czas jest najlepszym czynnikiem na rozwój miłosierdzia w człowieku.


Na własnym przykładzie mogę dodać, że tyle co ja wycierpiałam… Jeśli można by było to zamienić na żywność, nakarmiony zostałby do syta cały świat. Przeginam? Nie. Nie mam powodów. Nie będę teraz wymieniać wszystkich krzywd, chorób, jakie mi się przydarzyły, bo to bez sensu. Myślę, że należy dziękować Bogu, że dzięki mojemu losowi, dzięki moim doświadczeniom, mogę być lepszym, silniejszym człowiekiem. I za to szczerze i otwarcie DZIĘKUJĘ.


Teraz coś mojego: Kocham prysznic, bo pod nim nie widać łez. :D




Blizna .. 2014-03-23. 15:52

Tak, z tym mi się to wszystko kojarzy. Dziś rano słuchając w DD TVN piosenki T. Okupnik wyobraziłam sobie samą siebie. Odnalazłam w niej cząstkę siebie. Ale pomyślałam sobie właśnie, że muszę wreszcie zacząć żyć innym życiem, nowym życiem. Póki co zawieszam temat ex. Odkreślam go grubą linią. O proszę


__________________________________________________________________________________


Mam nadzieję, że uda mi się z tym wytrwać jak najdłużej. Teraz muszę odbudować moje stare przyjaźnie i kontakty, bo niestety przez własną głupotę dla iksa przestałam się do wszystkich odzywać. Żyłam w przeświadczeniu, że dzięki temu skupię się tylko na nim. Raz mi się zdarzyło zboczyć w poprzednim związku, dlatego. Może uda mi się zawrzeć nowe znajomości z ciekawymi ludźmi. Oczywiście bez żadnych spoufaleń. Nie chce się do nikogo przywiązywać. Bynajmniej przez najbliższe miesiące. W końcu muszę zdać maturę i egzamin zawodowy. Nie potrzebna mi kolejna depresja. Ledwo wykaraskałam się z tej teraz. Wcześniej wahałam się nad podjęciem studiów. Teraz już podjęłam ostateczną decyzję. Zrobię sobie rok przerwy, będę chciała podjąć pracę. (oby się udało) Mam zamiar zarobić i odłożyć trochę kasy i iść na studia. Myślę nad psychologią, ale do końca jeszcze nie wiem. Fascynuje mnie ta dziedzina, ale z drugiej strony... Jestem bardzo uczuciowym człowiekiem i boję się, że mogłabym kiedyś za bardzo wczuć się w sytuację pacjenta i zrobić coś nieetycznego dla tego zawodu. Nie chciałabym też przenosić pracy do domu. Zakładając, że kiedyś wreszcie znajdę tego odpowiedniego (obyś gdzieś na mnie czekał!), nie chciałabym żeby robił mi wyrzuty, że gadam tylko o pracy, że martwię się o kogoś tam. Może wybiorę architekturę? To też bardzo mnie ciekawi, umiem rysować, nawet nieźle mi to wychodzi, ale tu znowu haczyk: na politechnice trzeba zdać wstępny test z podstawowych pojęć, rysunku itp. Wszędzie trzeba się wykazać, nigdzie nie jest łatwo, ale ja się już zdążyłam do tego przyzwyczaić. Moje życie to całodobowy trud. Coś tam w końcu wybiorę.


W czerwcu, może i w kwietniu jak znajdę czas, bo mam zamiar się uczyć do matury, chcę skończyć pisanie mojej trzeciej książki. Potem czwarta, piąta... Kto wie, może zacznę się z tego utrzymywać. To z kolei też jest bardzo trudne, gdyż bardzo ciężko jest się przebić i odnieść sukces w tym zawodzie. Mam w końcu jeszcze masę wierszy. Ludzie je doceniają. Ciekawa jestem, co ludzie, normalni przeciętni czytelnicy powiedzieliby o dwóch moich książkach. Wiadomo, wiersz jest krótki, łatwo go ocenić. A na książkę trzeba wiele czasu, skupienia i refleksji. Zresztą jeśli ktoś chciałby je przeczytać, służę. Chętnym mogę wysłać książki drogą mailową.


No kto wie, może jeszcze czwarta dzisiaj będzie. Na tym koniec tej notki :)


Pozdrawiam czytelników - o ile takowi jeszcze są.




Za co do jasnej cholery?! .. 2014-03-23. 11:52

- Nigdy nie powiedziałeś mi w oczy przepraszam. Nigdy. A mi tak tego brakowało :( nawet na to nie zasłużyłam? Kochałeś mnie kiedyś szczerą miłością?


- Nie wiem, nie potrafię odpowiedzieć. Myślę, że kochałem Cię. Tak było, ale gdzieś to uczucie uleciało. Jeszcze raz przepraszam.


- Świetnie. Mój iloraz inteligencji spadł do zera. Głupia jestem!!! Zaraz sobie rozwalę ten łeb!


- Przestań, bądź rozsądna. A tego czynnika Ci nie brakuje.


- Ty naprawdę nie umiesz kochać. Nie wiesz co to miłość. Kłamałeś, że kochasz.


- Nie będę przeczył.


- Nie mów mi już tego! Zaraz mi oczy wyschną, bo wyleje wszystkie łzy. Nikt mi tak nie kłamał. Nie mów tak już! Nie!!!


To fragment naszej przed chwilowej pieprzonej rozmowy. Jak można być ku*wa takim cynikiem?! Tak podłym, kłamliwym ch*jem?! Ja tego nie wytrzymam. No nie wytrzymam. Czym ja sobie zasłużyłam na coś tak okropnego? Powrócę to tytułu jednej z poprzednich notek: ja jestem stworzona, by cierpieć! ;( Czy to się kiedyś dla mnie skończy? Dlaczego akurat ja? Jestem dobrym człowiekiem. Nikomu krzywdy nie zrobiłam. A tego potwora kochałam całym sercem, a co mnie za tą miłość spotkało? Ja piernicze, nie wierzę, że to się dzieje ;(


Nie wiem, czy na dwóch notkach się dzisiaj skończy. Pewnie co chwilę coś będę pisać. Muszę pisać. To mnie uwalnia.




Zgubiłam się... .. 2014-03-23. 10:10

Nie wiem już co mam myśleć, co mam robić. Jestem totalnie rozdarta wewnętrznie. Serce mówi: „Kochasz go! Może coś da się jeszcze zrobić?” Ale rozum zaprzecza: „Pieprzyć miłość! Skrzywdził Cię! Daj sobie spokój z tym gnojem!” Jednak decyzja nie jest łatwa. Czasami jestem z tego wyleczona, daje radę i nie myślę. Ale chwilami napawa mnie taka ochota napisać do niego. Spytać, czy jest szansa. Czy może jeśli już bym była u niego, przy nim, wyjechałabym tak, jak planowaliśmy, przecież nie brakuje tak wiele! To może by to coś zmieniło? Może moja obecność sprawiłaby, że nie musiałby się uciekać z tęsknoty do innych. Może poszedłby na terapię. Ale z drugiej rozsądek mówi „Jak możesz być tak naiwna i głupia? On się nie zmieni.” Zresztą i tak pewnie pomyślałby, że jestem jakaś nienormalna i fest zdesperowana, że piszę o takich rzeczach w ogóle. Bo przecież to totalny obłęd. Ale przecież z miłości to się takie głupoty robi, że głowa mała. Staram się przed tym przestrzec. Moje uczucie było tak wielkie, tak silne… Tyle poświęciłam, tyle zrobiłam, tyle wybaczyłam. Okazałam tak wielkie serce. I na co mi to było? Czym mu na to zasłużyłam? Nie wiem jak ja zniosę takie wahania nastrojów. W ogóle dosłownie teraz, przed momentem, w tej chwili, kiedy piszę tą notkę na mojej bielutkiej klawiaturze… Po tylu dniach powiedziałam mamie o wszystkim. Powodu nikomu nie zdradziłam i nie zdradzę. Nie chcę. To zbyt bolesne. Męczyła mnie strasznie o ten powód, teraz pewnie nie da mi spokoju i ciągle będzie wypytywać. Wychodząc powiedziała tylko: „Wykorzystał Cię i zostawił?”. Wtedy na usta cisnęło mi się tylko jedno słowo, ale je przyblokowałam. Chciałam wykrzyczeć TAK! Ale nie mogłam, nie chciałam. Tu nikt mnie nie zna, nikt nie wie kim jestem. Tu muszę wylać swoje smutki. Lubię pisać, to mnie wyzwala. To moja pasja.



Chciałabym serdecznie podziękować Kassel-owi za okazane współczucie i miłą rozmowę. Niby taka mała rzecz, taka zwykła rozmowa ludzi, którzy zupełnie się nie znają… Ale to naprawdę dla mnie była piękna sprawa. Ludziom w moim stanie tego właśnie trzeba. Dziękuję jeszcze raz.



PS. Nie jesteś dupkiem :D:D:D



(1:1) :D




Bo przecież... .. 2014-03-22. 17:23

Myślałam, że to mi pomoże tylko na chwilę, ale czuję, że jestem silniejsza. Wróciłam do starej pasji, tj. robienia szablonów. Kocham grafikę, html itp. Wierzę, że gdzieś czeka na mnie szczęście. Myślałam, że już je odnalazłam. On nim był... Czułam to w całej sobie! Tylko, że on swoim niepohamowanym pragnieniem nie wytrzymał odległości, jaka nas dzieli. Ja liczyłam się z tym, byłam wierna od początku do końca. Nigdy nie spojrzałam na innego mężczyznę. On jest tylko erotomanem. Tak sądzę, bo przecież jak można aż tak być niewyżytym? Żeby kochać i tak po prostu bez skrupułów iść z inną. Boże! Przecież są jakieś normy moralne. Ja na przykład nie umiałabym NIGDY! iść z kimś do łóżka bez miłości, bez uczucia, bez zaufania, bez przeświadczenia, że to nie jednorazowy numerek. Staromodne myślenie? Nie, to myślenie dojrzałej, szanującej się kobiety. Nie wiem jak on sobie interpretował miłość, bo byłam jego pierwszą dziewczyną. Może myślał, że to coś normalnego aż tak pożądać, aż tak nie umieć panować nad własnym penisem. Miłość, to nie tylko seks. To zaufanie, to chęć pomocy w każdej chwili, to umiejętność poświecenia się, to wiara w lepszy  świat, to świadomość, że druga osoba jest najważniejsza i nie da się jej nikomu skrzywdzić! A już tym bardziej nie przez samego siebie. On to złamał. Ja go naprawdę szczerze kochałam, wiedziałam, że się pobierzemy, było tak dobrze. Mieszkaliśmy razem, zajmowałam się domem, gotowałam mu, sprzątałam, robiłam to z przyjemnością i bez przymusu. Czułam się jak w związku małżeńskim, nie partnerskim. Myślicie, że gadam tak o każdym. Nie! Bo on był wyjątkowy. Ciężko znaleźć faceta marzeń. Mój to taki, który nie pije, nie pali, jest kulturalny, inteligentny, szanuje kobiety. On taki BYŁ. Dlaczego swoim ch*jem to zniszczył?! Dlaczego nie umiał nad tym panować?! Mógł mi powiedzieć. Raz się przyznał do zdrady, miesiąc po moim wyjeździe pierwszy raz to zrobił i przyznał się od razu. Był załamany, płakał. Ja już bez skruchy, nie zawahałam się przed wybaczeniem. Kochałam go, na tym polegała moja miłość. Udowodniłam mu jaka jest wielka. Od tamtej pory mimo wybaczenia, dalej mnie to męczyło. Ciągle bałam się, że to się powtarza. Bałam się, że jest ktoś. Nie dawało mi to spokoju. Jak pierwszy raz spotkaliśmy się po jego zdradzie, nie usłyszałam ani razu "Przepraszam". Brakowało mi tego, chciałam, by powiedział to w oczy ze skruchą. Ale nie doczekałam się do dzisiaj. Dwa dni temu był poważny kryzys. Już od dłuższego czasu dziwnie się zachowywał. Źle się do mnie odnosił. Pisałam otwarcie, że nie podoba mi się to, że czuję się źle. Ale te dwa dni temu... przerosło mnie to wszystko. Napisałam tylko, że oczekuję wsparcia i współczucia, dobrego słowa, a nie wiecznie "Męczysz mnie". Tak właśnie reagował na moje bóle i dolegliwości. (mam chore serce) Ale kiedy otwarcie go o to poprosiłam, zwróciłam uwagę, że mi tego brakuje, otrzymałam tylko jedno słowo w sms-ie: "Skończ". Zabolało mnie to. Mógł chociaż udawać, nie wiem no! Wtedy nie odzywałam się do niego przez bite 4 godziny. Na nim to oczywiście nie zrobiło żadnego wrażenia, sam milczał. Nie zrozumiał aluzji, że mnie to zabolało. Nie zmartwił się, że milczę. Zresztą już kilka razy tak milczałam i nic. Postanowiłam szukać pomocy u naszego wspólnego przyjaciela. Napisałam do niego wiadomość, że z iksem (nazwijmy tak mojego już byłego) jest coś nie tak, że dziwnie się zachowuje, że traktuje mnie tak podrzędnie i przedmiotowo. Nie spodziewałam się tak wspaniałej reakcji przyjaciela. Od razu do mnie zadzwonił. Rozmawialiśmy przez 15 minut. Wypłakałam się i wyznałam po raz pierwszy, że iks mnie zdradził. Przyjaciel był w szoku. Nie mógł uwierzyć, że iks zrobił mi takie świństwo. Jednocześnie pochwalił, że mam wspaniałe serce, że mu wybaczyłam. Cieszyło mnie to. Poradził mi, abym zapytała iksa, czy dzieje się coś złego, czy ma jakieś problemy, które tak niego wpływają oraz czy mu na mnie zależy. Od razu po zakończeniu rozmowy, napisałam po tym długim milczeniu i zapytałam o te kłopoty. Napisał, że owszem ma. Wytłumaczył jakie, po czym zapytałam, "Zależy Ci jeszcze na mnie?". Serce waliło mi jak dzwon, spodziewałam się najgorszej odpowiedzi, ale miałam małe nadzieje, że jednak tak. Napisał "Może i tak, ale już nie tak bardzo jak wcześniej". Kolejne sms-y były coraz gorsze. "Spotykam się regularnie z koleżankami choć Ty o niczym nie wiesz." "Nasz związek nie będzie należał do szczęśliwych." Wyobraź sobie, że czytasz coś takiego. Co czujesz? Ja czułam się jak zgnieciona kilkutonowym głazem. Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. Chyba z tego szoku. Od tamtej chwili czułam się jeszcze gorzej. Nie miałam apetytu, nie mogłam spać. Porażka totalna. Wczoraj byłam u lekarza i dostałam jakieś prochy dojelitowe. Dzisiaj po długim czasie zjadłam obiad. Nawet mi smakował, zjadłam z przyjemnością. Życzę wszystkim zranionym kobietom, żeby radziły sobie tak, jak ja albo i jeszcze lepiej.

No i na koniec żeby uspokoić wszystkich to ogłaszam oficjalnie, że NIE JESTEM już z nim. Wybaczenie tego, co mi zrobił nie zrównało się z powrotem. Nie, nie, nie. Ja już nie chce z nim być. Nie potrafię mu zaufać. Nie wiem czy kiedykolwiek jeszcze komuś będę umiała zaufać i zaangażować się w poważny związek.




To działa .. 2014-03-22. 13:54

Powinnam chyba za to odkrycie dostać wielką Nagrodę Nobla. No dobra, nie będę już taki narcyzem ;p Ale wynalazłam świetny sposób na ulgę psychiczną. Pierwszy raz moja depresja trwała tak naprawdę kilka godzin, mam nadzieję, że to się utrzyma. Trzymajcie kciuki! Jak to zrobiłam? Już zdradzam drogie panie :) Uprzedzam od razu, że metoda jest bardzo trudna i wymaga wielkiej odwagi i dobroduszności. Od rana piszę z nim... Sama się dziwię, bo wczoraj późnym wieczorem pytał mnie o jakiś banał, a ja spałam. Obudziłam się o ósmej i odpisałam. Najpierw się cięliśmy, ale później było jakoś lepiej. Piszemy już sporo czasu, a to takie dziwne. Zaczęło mi to dobrze robić. Doszło do mnie coś ważnego. Pomyślałam: "Po co mi złość? Nie cofnę niczego. Skrzywdził mnie, ale czy nienawiść mnie wyleczy? Czy dręczenie swojej psychiki ciągłymi myślami coś da? NIE! Ja mu szczerze z całego serca wybaczę!" I tak zrobiłam. Napisałam dokładnie coś takiego w sms-ie: "Oszalałam, ale ktoś nauczył mnie być dobrym człowiekiem. Ktoś mi wiele pokazał, wytłumaczył. Ktoś nauczył mnie nie myśleć tylko o sobie. Ktoś pokazał mi jak być lepszym człowiekiem. Takim się stałam. Ulży mi tylko teraz. Bo wybaczam Ci. Nadstawiam drugi policzek i wybaczam Ci wszystko, co złego mi zrobiłeś. Wybaczam z całego serca." To nie było łatwe, ale trzeba na to wielkiej odwagi. Jestem z siebie mega dumna! Widocznie ten związek to była dla mnie lekcja. Dzięki niemu (związkowi) nauczyłam się bardzo wielu rzeczy. Jestem tego pewna. Ktoś, kto teoretycznie powinien być moim wrogiem, okazał się dla mnie lekarstwem i wybawieniem. Nieprawdopodobne zjawisko, jak sercem, duszą można zwyciężyć swój ból. Myślę, że z mojego doświadczenia, niezwykle bolesnego, każdy z nas powinien czerpać naukę i wyciągać wnioski. Nie bądźmy samolubami, narcyzami ani egoistami.




Stwrzona do cierpienia... ? .. 2014-03-21. 12:46

Tak, obawiam się, że taki właśnie jest mój los. Szczęście przeplatane cierpieniem. Miałam rację. Zdradzał mnie na prawo i lewo, okłamywał niemal na każdym kroku. Najgorsze jest to, że jestem z tym wszystkim sama. Tyle poświęceń. Przecież to był dojrzały związek, planowaliśmy ślub, dzieci, wspólne mieszkanie. Boże, przecież od dawna wszystko podejrzewałam. Po tym jak raz mi się przyznał we wrześniu, ciągle miałam obawy, że dalej to robi. Nie wiem czemu mu wybaczyłam. Łudziłam się, że będzie dobrze, że dobrze robię, że trzeba być człowiekiem, że trzeba umieć dać drugą szansę. Jeszcze troszkę przyjaciel mnie wspiera. Pomaga mi to, ale ja potrzebuje psychologa.On jest za daleko. Nie wiem jakim cudem pomagał tak temu potworowi, mojemu byłemu. Jeju, pierwszy raz otwarcie go tak nazwałam. Nie wiem jak mam to powiedzieć rodzinie. Miałam do niego jechać za 2 tygodnie. Który to już raz wszystko mi się spieprzyło?! To jakiś koszmar. Co mam iść do zakonu? Powiesić się? Nie mogę jeść, spać. Wczoraj jeszcze się jakoś trzymałam. Cieszę się, że teraz się dowiedziałam, bynajmniej skończył się ten zasrany związek. Ale z drugiej strony, jak można tak potraktować kobietę?! Byłam dla niego taka dobra, wyrozumiała, pomagałam mu. Mogliśmy mieć wspaniałe życie, a on to spieprzył. Nigdzie już takiej nie znajdzie. I co i twierdzi, że wreszcie uwolnił się od moich sms-ów. A co ja mu przeszkadzałam? Mieliśmy normalny kontakt! To on jest nienormalny! Powinien się leczyć. Tyle czasu to ciągnął. Jak mu byłam taka zła, to mógł dawno mnie rzucić. Cieszę się, że tak to się skończyło, bo nie był mnie wart! Jest skończony. Ale z drugiej, skrzywdził mnie bardzo dotkliwie. Jakim potworem trzeba być? No jakim?? ;(


Wreszcie to ze mnie zeszło. Teraz idę popisać z przyjacielem. Potrzebuje tego.




e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]