Blog (nie)dojrzałej kobiety


Beztroskie wakacje? Nie dla mnie... .. 2012-06-29. 15:40

Wreszcie doczekałam się wakacji jak wszyscy uczniowie... Ale co mi z tego, kiedy nie będą one dla mnie spełnione. Mianowicie mam teraz jazdy, których wprost nienawidze!!!! Ohh.. Jak ja żałuję, że poszłam na ten kurs prawa jazdy. :( :( Najchętniej bym to rzuciła w cholerę, ale przecież nie mogę ;( Rodzice by się zawiedli, a poza tym kurs jest już opłacony. Ehh.. Nie wiem jak ja to wytrzymam. ;/ Dzisiaj złozyłam CV do agencji pośrednictwa pracy, więc mam nadzieję, że uda się coś znaleźć na czas wakacji. Może chociaż praca pozwoli mi choć na trochę zapomnieć o tym koszmarze, jakim jest dla mnie ten głupi kurs!!!




Cudowne dni .. 2012-06-27. 16:44

Ostatnie dni były magiczne. Działo się tyle wspaniałych rzeczy, których nigdy nie zapomnę! Moje pierwsze w życiu wagary <3 Mimo fatalnego filmu, który wraz z kimś oglądałam było suuuuper! Lepiej nie mówię jaki tytuł, nie chcę robić antyreklamy ha ;D Dziś niespodziewanie grałam na zawodach mojego ulubionego sportu, czyli oczywiście siatkówki ♥ Ajjj, było godnie chociaż nie wygrałyśmy. Miałam masę pięknych akcji, to się ceni ^^ Jestem z siebie dumna, bo w końcu grałam w jeansach ha ! I w  dodatku bez kropli wody ze sobą. Najważniejsze, że dałyśmy z siebie wszystko! ;D Dwa pozostałe dni to już tylko formalność. Świadectwa z paskiem nie będzie niestety, ale pierwszy raz będą na nim szóstki!! Tak kochani i to aż 3 !! Nie jest źle. ;D Wakacje tuż tuż, więc trzeba się tylko cieszyć. Mmm... Mam dla Was jak dla mnie całkiem dobrą nutkę ♫







Infatuated




MOJA KSIĄŻKA .. 2012-06-19. 20:33

„UTOPIJNE UCZUCIE”


WSTĘP


Była sobie dziewczyna o imieniu Martyna, która pochodzi z Wrocławia, ma 17 lat i jest jedynaczką. Chodzi do pobliskiego LO na profilu humanistycznym. Jej rodzice nigdy nie byli wobec niej wystarczająco troskliwi. Nie dostrzegali jej potrzeb, uczuć ani nawet problemów.  Zawsze były dla nich ważne tylko pieniądze, bogate wyposażenie domu oraz dobry wygląd zewnętrzny. Martyna odkąd zaczęła naukę w jakiejkolwiek szkole, zawsze była tam szykanowana, nielubiana i odrzucana przez resztę grupy. Nigdy jednak nie wiedziała co jest powodem takich zachowań jej rówieśników w każdej nowopoznanej klasie. Było jej z tym bardzo źle, nie miała żadnych przyjaciół poza tymi zza ekranu monitora. Czasami wydawało jej się, że ci wirtualni przyjaciele są lepsi od tych z realnego świata. Zawsze mogła na nich liczyć. Miała ich dwóch. A byli to: Bartek i Michał. Martyna zawsze utrzymywała lepsze kontakty z płcią męską niż żeńską. Bartka poznała na blogu, gdzie zamieszczała refleksje na temat swojego życia. Było to jedyne miejsce, w którym mogła przelać swoje wszystkie negatywne jak i pozytywne emocje. Chłopak mieszka jakieś 200km od Wrocławia i  ma 28 lat, jest od niej o wiele starszy, lecz Martyna zawsze była osobą tolerancyjną, więc wiek dla niej nie miał znaczenia w nawiązywaniu nowych znajomości. Bartek aktualnie zajmuje się pisaniem książki, a ten fakt najbardziej zaintrygował dziewczynę, ponieważ bardzo jej to imponowało. Bartek jest dla niej uosobieniem anioła. Widziała w nim samą mądrość i wrażliwość. Michał zaś mieszka bardzo daleko od jej rodzinnej miejscowości, gdyż aż na samej północy w Gdańsku. Poznała go na internetowej stronie z grami. Michał jest zupełnym przeciwieństwem Bartka, gdyż prowadzi raczej hulaszczy tryb życia. Mimo wszystko oboje zawsze rozumieli przyjaciółkę w trudnych chwilach, wspierali ją i dawali ukojenie jej sumieniu. Dzięki nim Martyna zrozumiała, że nie warto chować głowę w piasek i wytrwale znosić krzywdy, jakie przynosi jej los.




ROZDZIAŁ I .. 2012-06-19. 20:31

ROZDZIAŁ I


Druga połowa września roku 2013. Poniedziałkowy, jesienny poranek około godziny siódmej.


Jak codziennie w dni powszednie Martyna zaraz po zadzwonieniu budzika wstała z łóżka po czym udała się na poranną toaletę, ubrała pierwsze wyciągnięte z szafki ubrania, przyrządziła sobie kilka kanapek, zapakowała je do plecaka  i wyszła do szkoły. Dziewczyna była osobą, która nie wyobrażała sobie świata bez muzyki, więc szybkim ruchem podłączyła słuchawki do komórki włączając dynamicznie ulubioną wówczas piosenkę.


Szkolny korytarz, niebawem zacznie się pierwsza lekcja dzisiejszego dnia.


- Cześć Martyna! – zawołał szyderczo Wojtek, kolega z jej klasy.


- Cześć. – odpowiedziała niechętnie odwracając się ku niemu. Myślała, że skończy się tylko na kpiarskim przywitaniu, lecz on był uparty i musiał od samego rana zepsuć jej humor.


- Jak minął weekend? Widzę, że kupiłaś sobie nowy ciuszek… No pokaż! Pokaż! Pochwal się.


- Zostaw mnie! Co Cię obchodzi moje ubranie? Idź sobie do kolegów. – odparła mając nadzieję, że pójdzie sobie i da jej spokój.


- Nooo. Martyna nie bądź taka. – natarczywie kontynuował zaczepkę. – Mam świetny dodatek do Twojej bluzy. Doskonale wpasuje się w ten zachodni klimat taniej odzieży używanej! – dodał śmiejąc się przy tym do rozpuku. Po czym przykleił jej do kaptura kartkę z napisem: „Kupiłam na wagę”.


- Co za imbecyl! – pomyślała odklejając kartkę po czym drąc ją ze wściekłością wyrzuciła ją do pobliskiego śmietnika. Co ja mu zrobiłam? Musi ciągle znęcać się nade mną? – myślała. Łzy napływały jej coraz bardziej do oczu, kiedy nagle zadzwonił dzwonek na lekcję.


Sala 218 –  lekcja fizyki.


Martyna po wejściu do klasy czuła, że wszyscy wokół szepczą tylko o niej. Miała ochotę wyjść stamtąd, trzasnąć drzwiami i nigdy nie wrócić. Usiadła do swojej ławki, którą jak zwykle musiała dzielić samotnie.


- Raczyńska! – zawołał nagle męski głos, który dobiegał gdzieś z końca sali.


- Martyna jestem, miło mi. – odpowiedziała złośliwie, gdyż nie lubi, kiedy ktoś zwraca się do niej po nazwisku.


- Dobra już nie bądź taka drętwa. Dasz przepisać zadanie domowe z matmy? – zapytał niewinnie, jakby było dla niego oczywiste, że zgodzi się na jego prośbę.


- Nie dam Ci. Trzeba było wczoraj posiedzieć z tyłkiem i zrobić samemu. Ode mnie na pewno nie dostaniesz, zapomnij. Spytaj kogoś innego.


- Nie to nie! Wsadź sobie to zadanie Ty chciwa idiotko!


- Ej! Ej! – zawołał ze złością Rafał. – Co to za słownictwo?! Przeproś ją! Nie zasłużyła na taką obrazę! – dodał stanowczo. Po czym zarumieniła się z niedowierzaniem, że Rafał stanął w jej obronie. Nikt nigdy tego nie robił. Czuła, że było to z jego strony jak najbardziej szczere.


- A Ty co? Obrońca wielki się znalazł? Ha ha ha! Słyszeliście? – zwrócił się do reszty klasy. – mam ją przeprosić! – na te słowa cała klasa niczym chór kościelny rozbrzmiała głośnym śmiechem. Martynie było bardzo przykro, ale wiedziała, że Rafał ją wspiera. Tylko to się wtedy liczyło, nic więcej.


- Ciszej proszę! – krzyknęła donośnie nauczycielka, słysząc hałas. Klasa na chwilę ucichła.


- Słuchaj no! – zagroził Rafał. – masz ją natychmiast przeprosić, bo jeśli nie to policzymy się po lekcji.


- Nie będę przepraszał tej głupiej brzyduli. – odparł Maciek po czym usiadł i jak zwykle wyjął komórkę i pisał sms-y. Lekcje nigdy go nie interesowały. Jest mało ambitny, a do tego arogancki. A co do brzyduli to cała klasa zawsze uważała ją za brzydką dziewczynę choć sama nigdy tak o sobie nie myślała. Nawet Bartek i Michał zawsze się dziwili, że mają o niej takową opinię.


Przerwa. Korytarz przy szkolnym sklepiku.


- No no no, nasza Martynka znalazła sobie wybawcę… – szeptała Monika widząc, że zbliżam się ku niej.


- Oj tam, przesadzasz. Od razu wybawcę. – uśmiechnęła się. – Chłopak po prostu wie jak zachować się w takich sytuacjach. – odpowiedziała z dumą.


- Nie bądź już taka skromna. – odparła Monika.


- Zobacz, idzie Rafał i Maciek! – krzyknęła spontanicznie Paulina, która stała w pobliżu.


- Dziękuję, że wstawiłeś się za mną. To było bardzo miłe z Twojej strony, ale nie musiałeś. On i tak nigdy niczego nie zrozumie. Nie zmieni się. – powiedziała z ogromną wdzięcznością. Szczerze mówiąc miała ochotę go uściskać choć nigdy nie nawiązywała z nim szczególnego kontaktu. Był jej raczej obojętny.


- Przestań, zareagowałem, bo czułem taką potrzebę. A on wkrótce zrozumie jak traktuje się kobiety. – odpowiedział Rafał odwracając się na pięcie. Odszedł w przeciwnym kierunku.


- Widziałyście to?! – powiedziała w ogromnym szoku.


- Ty masz szczęście. – stwierdziła Paulina.


- Ciekawe o co mu chodziło z tym traktowaniem kobiet. – rozmyślała Monika.


- No ja właśnie też chciałabym wiedzieć. Boję się, że on knuje coś złego. – wymamrotała  z poczuciem winy. Miała tylko nadzieję, że jej przypuszczenia okażą się zupełnie nie trafione. Ze spuszczoną głową udała się na kolejną lekcję. Całkowicie wyłączyła się z realnego świata. Ciągle siedziała jej w głowie ta cała sytuacja z Maćkiem i Rafałem. Nie umiała przestać o tym myśleć. Jedyną rzeczą, jaka wówczas dziewczynie pozostawała było powstrzymanie się przed odwróceniem głowy w stronę Rafała, mimo iż bardzo pragnęła ujrzeć jego cudowne spojrzenie.




ROZDZIAŁ II .. 2012-06-19. 20:29

 ROZDZIAŁ II


Następnego dnia w szkole. Lekcja religii.


- Zapiszcie sobie temat dzisiejszej katechezy „Sakrament namaszczenia chorych”. – powiedział ksiądz spoglądając na Rafała. – chodź Rafał, zapisz proszę na tablicy. – dodał z uśmiechem.


- Martyna uważaj! – krzyknął z zaskoczenia Rafał stojący przy tablicy. Dziewczyna słysząc jego ostrzeżenie zaczęła gwałtownie odwracać głowę we wszystkie strony, aby zobaczyć co się dzieje.


- A masz Ty brzydoto! – wrzasnęła z przekąsem Asia obrzucając koleżankę ziemią wyjętą z doniczki.


- Ależ będzie piękne ujęcie. – wtrąciła Małgosia robiąc Martynie zdjęcie komórką. Upokorzona otrzepała się, wzięła plecak i wybiegła z klasy.


- Asia i Gosia chodźcie tutaj do mnie. Powiedzcie mi co to jest za zachowanie?! Proszę natychmiast usunąć zdjęcie. O całym zajściu dowie się wasza wychowawczyni. Możecie usiąść na swoje miejsca, tłumaczyć się będziecie pani.


- Dobrze proszę księdza. Przepraszamy. – odpowiedziały jednocześnie i odeszły z wyraźnym zadowoleniem oraz brakiem poczucia winy. Małgosia usunęła oczywiście zdjęcie, lecz zdążyła wysłać jego kopię na telefon Asi.


- Ale będzie ubaw! – zaczęła rozmowę Asia.


- Cała szkoła będzie się z niej śmiała. Nie mogę się doczekać jej miny, kiedy zobaczy siebie w Internecie. To będzie bezcenne! – odpowiedziała jej Gosia.


- Hej! Może pójdziemy na przerwie do czytelni i wrzucimy to zdjęcie od razu? – wtrąciła Weronika.


- Pewnie! Ona ma rację dziewczyny. – rzekła zadowalająco Asia.


- Dziewczyny! Kończyć te pogaduszki. Zapiszcie sobie zadanie domowe. – zakomunikował ksiądz.


Przedpołudnie, mieszkanie Raczyńskich.


Zapłakana dziewczyna wchodzi do domu, rzuca tornister na podłogę i biegnie do swojego pokoju zatrzaskując za sobą drzwi. Słysząc owy hałas tata Martyny idzie sprawdzić co się dzieje. Ku jego zaskoczeniu zastaje córkę.


- Martyna dziecko! Co Ty tutaj robisz tak wcześnie? Dlaczego nie jesteś w szkole? – pyta jej ojciec siadając przy niej i obejmując dziewczynę za ramię.


- Po prostu nie miałam kilku lekcji. Mówiłam mamie wczoraj. Nie przekazała Ci, że będę szybciej? – odpowiedziała kłamiąc z taką lekkością jakby nie sprawiało jej to żadnego problemu.


- Nie, nie mówiła nic, pewnie zapomniała. A więc skąd te łzy w Twoich oczach? – dopytywał.


- Oj tato… Wpadło mi coś do oka. Nic mi nie jest. Nie martw się. – odrzekła uśmiechając się przy tym ironicznie.


- No dobrze. Już widzę, że chcesz się mnie pozbyć, także idę sobie. – uśmiechnął się i wyszedł. Martyna wiedziała, że uda jej się w prosty sposób okłamać tatę, więc może teraz posiedzieć w samotności i pomyśleć. Rozlega się dźwięk komunikatora w jej komputerze.


- O! Wiadomość od Bartka. Jak miło. – pomyślała.


- Cześć, co u Ciebie? – odpisała mu z radością na twarzy, mimo przykrego incydentu, który zepsuł jej nastrój.


- U mnie w porządku. Właśnie wróciłem ze spaceru z psem. A co u Ciebie w wielkim świecie? – zażartował.


- Hmm. Właśnie urwałam się z lekcji, okłamałam tatę, ale jakoś specjalnie nie przejęłam się tym.


- A co się stało?


- Znowu musieli mi dokuczyć. Najpierw ta kartka na kapturze, a dzisiaj jedna z moich „super koleżanek” obsypała mnie ziemią do kwiatów zaś druga z nich ujęła ten moment zdjęciem. Już nie mam sił na tych ludzi. Ich pomysły są coraz bardziej  żałosne.


- No rzeczywiście masz rację. Przykro mi, że dokuczają Ci w ten sposób. Najwyraźniej szukają zaczepki, bo inaczej nie umieją się wykazać jacy to oni  są fajni. Nie ma co się przejmować. Głowa do góry Martynka!


- Dzięki Bartek. Staram się jakoś to wszystko znosić. A wiesz co Ci powiem? Wczoraj mnie kolega obronił, kiedy zostałam obrzucona wyzwiskami. Myślę, że było to z jego strony szczere, gdyż bywało, że i w takich sytuacjach ktoś ze mnie kpił. Wtedy moja intuicja wiedziała, że jego czyn jest szlachetny.


- Cieszę się bardzo. Jednak są w tej Twojej klasie przyzwoici ludzie.


- Cuda się zdarzają. – zażartowała.


- Muszę kończyć. – dodała po chwili. – mama prosiła mnie abym kupiła kilka rzeczy w sklepie.


- A więc do następnego razu. Miłego dnia. Pa pa.


- Dziękuję, wzajemnie. Cześć.




ROZDZIAŁ III .. 2012-06-19. 20:28

ROZDZIAŁ III


Piątkowy wieczór, jak na jesień całkiem ciepły i przyjazny.


- Martyna! – zawołała mama.


- Słucham Cię. – odpowiedziała przychodząc do przedpokoju.


- Jakiś kolega przyszedł do Ciebie. Twierdzi, że macie się razem pouczyć roli na przedstawienie. – oznajmiła mama.


- Jakie przedstawienie? O czym Ty mówisz? – odpowiedziała ze zdziwieniem Martyna.


- Idź do kuchni. On tam na Ciebie czeka. Ja się nie wtrącam w Wasze sprawy. – odrzekła i wyszła do łazienki.


Martyna wchodząc do kuchni nie wierzyła własnym oczom. Ujrzała przed sobą siedzącego na krześle Maćka.


- Co Ty tutaj robisz? Po co tu przyszedłeś i w dodatku okłamujesz moją mamę?! – zapytała ze złością.


- Nie krzycz, proszę Cię. – odpowiedział ze stoickim spokojem tak, jakby był pewien tego co mówi.


- To wytłumacz mi co tu się dzieje! – krzyczała dalej.


- Chciałem Cię przeprosić za wszystko co Ci zrobiłem. – wytłumaczył wręczając Martynie bukiet czerwonych róż, wśród których ukryta była koperta.


- Ty? Przeprosić? To jakiś kolejny żart? Wyjdź stąd! – wrzasnęła otwierając Maćkowi drzwi.


- Ja nie żartuję. Uwierz mi. Zrozumiałem swój błąd. Nie wiem dlaczego przez cały czas byłem dla Ciebie taki arogancki. Wiem, że jestem głupim prostakiem. Może nie zasłużyłem na przebaczenie, ale proszę Cię. Chociaż spróbuj mnie wysłuchać. – przekonywał ze skruchą roniąc w oku łzy.


- Ej, nie rozklejaj mi się tu. Okey, wybaczam Ci, ale po co te kwiaty? – odrzekła po czym zamknęła drzwi i usiadła wraz z nim przy stole.


- Kwiaty to i tak za mało, abym odkupił swoje winy. Słowo przepraszam traci swój sens. Nie wiem co mam zrobić bym poczuł ulgę. – mówił ocierając łzy.


- Skąd Ty znasz takie słowa? Nigdy nie posługiwałeś się takimi. Coś Ci się stało? Uderzyłeś się w głowę? – kpiła Martyna.


- Nie uderzyłem się. W szkole jestem zupełnie inny. Nie znasz mnie. Ja po prostu nie potrafię przy nich zachowywać się inaczej. Wiesz jacy oni są. – tłumaczył Maciek.


- Wiem jacy oni są, ale wiem i także jaki Ty jesteś i jakoś ciężko jest mi uwierzyć w Twój żal. – odpowiedziała niedowierzając.


- Pozwól mi sprawić byś uwierzyła. Nie jestem taki jak myślisz. Dzięki rozmowie z Rafałem postanowiłem się zmienić. – oznajmił.


- I jak chcesz to niby zrobić? – spytała zaczynając powoli wierzyć w wewnętrzną przeminę Maćka.


- Zacznę od Ciebie, bo Tobie wyrządziłem największą krzywdę. Nie oszukujmy się. To ja zawsze podjudzałem klasę do wybryków w Twoim kierunku. Sam nie wiem dlaczego akurat Tobie wyrządzałem taką krzywdę. Głupi jestem. – stwierdził łapiąc się za głowę.


- Wiesz, lepiej będzie, jeśli już sobie pójdziesz. Muszę sobie to wszystko przemyśleć. Przepraszam. – odrzekła wstając z krzesła.


- Dobrze, rozumiem. Dziękuję Ci za to, że mnie wysłuchałaś. Do zobaczenia w poniedziałek. – wyszedł.


Martyna nadal nie mogła uwierzyć w to całe zajście. Nigdy nie pomyślałaby, że ktokolwiek przyjdzie do niej z kwiatami i przeprosi ją za swoje złe zachowanie wobec niej, a już tym bardziej, że mógłby to być właśnie Maciek, który zawsze był dla niej najbardziej surowy ze wszystkich jej rówieśników z klasy. Przypominając sobie nagle o kwiatach, które wręczył jej Maciek wzięła wazon wlawszy do niego wodę włożyła do niego kwiaty. Postawiła je na parapet w kuchni, lecz odwróciwszy się wzięła wazon z powrotem do rąk, gdyż zauważyła ukrytą wśród nich białą kopertę. Wyjmując ją czuła jednocześnie zaciekawienie i przerażenie. Nie wiedziała co jest w środku. Otworzywszy kopertę wyjęła z niej list. Wzruszona zaczęła czytać na głos jego treść:


Droga Martyno!


Wiedziałem, że mi nie uwierzysz, że pomyślisz, że to znowu jakiś głupi żart z mojej strony. To zrozumiałe w Twojej sytuacji. Cały czas odkąd Cię poznałem dręczyłem Cię, wyzywałem i wiele innych przykrości Ci sprawiałem. Pewnie nie myślałaś, że potrafię tak pisać. Nie znasz mnie, ale poznasz. Już ja się o to postaram! Postanowiłem wyjawić Ci prawdę. Chodzi o to, że odkąd pojawiłaś się w naszej klasie to wszystkie dziewczyny zazdrościły Ci urody. Chłopacy ślinili się na Twój widok i podziwiali jaka jesteś piękna. Od początku wiedziałem, że mają rację, ale te głupie zazdrosne dziewczyny podpuściły mnie i nastawiły przeciw Tobie. Wiedziały, że mi się podobasz. Nie chciały stracić tzw. pozycji w klasie. Sama wiesz jak to jest. Każdy chce być dostrzegany. A ja jak głu…


- Mówisz sama do siebie? – krzyknęła mama zza drzwi.


- Nie, nie. Koleżanka do mnie dzwoniła. Nic ważnego. – zareagowała czując dreszcze na ciele z obawy, iż jej mama mogła usłyszeć fragment czytanego przez nią listu.


- Tylko nie rozmawiaj za długo, późno już. Idę spać. Dobranoc. – pożegnała się i poszła do swego pokoju.


- Dobranoc mamo. – odpowiedziała z ulgą wyjmując z kieszeni schowany list i czytała go dalej:


…A ja jak głupi dałem się im wyrolować. Bardzo tego żałuję. Jesteś nie tylko najpiękniejszą dziewczyną jaką znam, ale i bardzo mądrą. A dla mnie liczy się właśnie to. Do tej pory wszystkie te napalone laski widziały we mnie tylko urodę. Chciały być ze mną dla sławy. Są takie puste… A Ty? Ty Martyno jesteś cudowna. Uosabia Cię anioł, wyglądasz niczym blask słońca na niebie, z którego pochodzisz. W innym miejscu nie wyobrażam sobie Ciebie. Proszę Cię pozwól mi pokazać Ci jak mi na Tobie zależy. Od dawna pragnąłem przerwać tę całą farsę i przeprosić Ciebie. Jeśli mi nie wybaczysz, zrozumiem. Zachowałem się jak gówniarz. Spróbuj zrozumieć gówniarza i dać mu szansę. Spotkajmy się jutro o 1500 w parku przy pomniku. Będę tam na Ciebie czekał. Mam nadzieję, że przyjdziesz. Przemyśl sobie wszystko i dobrze się zastanów nad decyzją.


Maciek


Po przeczytaniu listu Martyna była wzruszona. Nigdy nikt nie napisał jej tak pięknego listu. Ciężko było jej uwierzyć w to wszystko. Wydawało jej się, że to jakiś sen, z którego za chwilę się obudzi i wróci jej codzienna, szara rzeczywistość. Poszła położyć się spać, lecz myśli, które wciąż tłamsiły się w jej głowie nie pozwalały jej na spokojny sen.


Sobotni poranek. Martyna wspólnie z rodzicami zasiada przy stole do śniadania.


- Jak tam się spało Martynka? – spytała mama.


- Nie za ciekawie mamo. Nie mogłam zasnąć. Spałam tylko kilka godzin. – zareagowała z przerażeniem, gdyż doskonale znała powód zaciekawienia mamy.


- Aaa…  To pewnie przez tego kolegę? Jest bardzo przystojny. To Twój chłopak? – odrzekła zaciekawiona kim był tajemniczy chłopak z bukietem kwiatów, gdyż zawsze był dla niej najważniejszy wygląd potencjalnego partnera dla córki, a nie jego charakter.


- Nie mamo. A poza tym nie obchodzi mnie jego uroda. Niech sobie wygląda nawet jak facet z okładki pisma dla kobiet. Dla mnie najważniejszy jest charakter i zachowanie. A w jego osobie obie te cechy są akurat paskudne. Nie bądź już taka ciekawska. Nie chce o tym rozmawiać. Smacznego. – odpowiedziała lekceważąco biorąc do ręki kanapkę.


- Nie naciskaj tak na nią Ania. Widzisz, że nie wyspała się dziewczyna. – wtrącił tata Martyny.


- Dobrze, jedzmy już. – poddała się mama.


- Zjem u siebie w pokoju. Muszę jeszcze zrobić kilka rzeczy. – zakomunikowała Martyna wstając i biorąc w rękę talerz ze śniadaniem.


- Dobrze idź. Smacznego. – odpowiedziała mama.


- Dziękuję. – odpowiedziała z wyjątkową uprzejmością, jakby miała w tym swój ukryty cel i udała się do swojego pokoju.


- Myślisz, że to jej chłopak? – ciągnęła dalej mama.


- Nie wiem Ania. Czemu jesteś taka dociekliwa? Jak będzie chciała to sama nam powie. Prawda? – odpowiedział żonie.


- Oj Mariusz, Ty to zawsze byłeś taki obojętny. Może i powie, ale wiesz, że zawsze ci jej chłopacy to byli zwykli prostacy, bez jakiejkolwiek klasy. Ona potrzebuje kogoś, kto będzie w stanie zapewnić jej byt. – oznajmiła stanowczo popijając herbatę.


- Przestań. Jest jeszcze młoda. Ma czas na miłość. Teraz najważniejsza jest dla niej nauka. Musi zdobyć jakieś wykształcenie, a ci chłopacy tylko jej w głowie zawracają. – odparł pesymistycznie spoglądając na zegarek.


- Pożyjemy, zobaczymy. Jak się zakocha to nie będzie patrzyła czy ma naukę czy nie. Taka prawda. Sami byliśmy młodzi, więc wiesz najlepiej jak to było. – wspominała uśmiechając się.


- O tak. Stare, dobre czasy. – odpowiedział z równie promieniującym uśmiechem. – A teraz wybacz kochana żono, ale muszę iść do pracy, bo się spóźnię. Do wieczora. – dodał wstawszy od stołu i poszedłszy w kierunku drzwi.


- Poczekaj! Nie wziąłeś kanapek! – krzyknęła.


- Co ja bym bez Ciebie zrobił. Dziękuję. – odpowiedział całując żonę w policzek.


- Nie ma za co. Do zobaczenia wieczorem. – odrzekła zamykając drzwi.


Pokój Martyny.


Dziewczyna nadal nie mogła przestać myśleć o Maćku. Ciągle zastanawiała się czy uwierzyć mu w jego intencje. Czy są szczere? Zastanawiała się. Czy iść do parku? Rozmyślała dalej. Pytania nakładały się jedne na drugie. Było ich tak wiele, że Martyna postanowiła poradzić się swojego przyjaciela Michała. Zawsze doradzał jej w sprawach sercowych.


- Cześć Michał. – przywitała się Martyna, pisząc do niego na „Gadu gadu”.


- O, witam Cię Martyno. Jak Twoje samopoczucie? Jakieś plany na weekend? – odparł z zaciekawieniem.


- Cóż za trafione pytania. Czy będę miała plany zależy od Ciebie. Wczoraj był u mnie mój kolega z klasy – Maciek.


- Uuu… I co chciał?


- Przyszedł do mnie z bukietem róż. Przepraszał mnie za swoje karygodne zachowanie. Mowa oczywiście o całokształcie. Nie chodziło o pojedynczy wybryk. Wyobrażasz sobie? Chłopak, który mnie nienawidzi daje mi kwiaty i mnie przeprasza. To jakiś absurd!


- Nie wiem co powiedzieć. Dziwna sytuacja. Myślisz, że to jakiś żart?


- Wydaje mi się, że nie. Miał łzy w oczach. Wręcz błagał o wybaczenie. Twierdził, że w szkole jest inny  niż zwykle.


- Wybaczyłaś mu?


- Jeszcze nie. Po wyjściu zauważyłam list w bukiecie. Przeczytałam go i byłam w szoku. Pisał w nim, że jestem piękna i inne takie. A jego zachowanie to przez to, że koleżanki z klasy go namówiły z zazdrości jaka jestem ładna.


- Widzisz! Mówiłem Ci! Miałem rację, że Ci zazdroszczą. Jesteś piękną dziewczyną. Pamiętaj o tym. Myślę, że powinnaś postarać się jakoś mu wybaczyć. Musisz być mądrzejsza od tych hipokrytek.


- Eh, dobrze. Spróbuję. Pisał także, że mu na mnie zależy. A to dopiero. Sama nie wiem czy pakować się w to wszystko.


- O której miałabyś być na tym spotkaniu?


- Pisał, że będzie na mnie czekał o 1500.


- Słuchaj, do piętnastej jeszcze daleko. Pomyśl nad tym. Ja osobiście uważam, że powinnaś wyjaśnić sobie z nim to wszystko na spokojnie. Żebyś potem nie żałowała. Każdemu należy się przecież druga szansa. Nawet takiemu aroganckiemu prostakowi jak go kiedyś nazwałaś.


- Dobrze, masz rację. Pójdę tam i porozmawiam z nim. Dziękuję Ci za pomoc. Bez Ciebie mój świat runąłby jak Mur Berliński.


- Oj Martyna. Jak zwykle przesadzasz, ale mimo wszystko dziękuję. Miło mi. Polecam się na przyszłość.


- No, ale dosyć o mnie. Opowiadaj co tam u Ciebie?


- U mnie niezbyt dobrze. Od rana źle się czuję. Przepraszam Cię. Pójdę się jeszcze położyć. Do usłyszenia.


- Zdrowiej szybko. Cześć.


Zbliża się godzina umówionego spotkania z Maćkiem. Martyna chce wyglądać jak najlepiej, więc ubiera swoją ulubioną bluzkę oraz spodnie. Martwi ją tylko co powie rodzicom. Nigdy nie spotykała się ze znajomymi ani tym bardziej nie chodziła na randki z chłopakami. Postanowiła nie mówić rodzicom prawdy, by nie wzburzać niepotrzebnej sensacji w domu.


- Mamo, wychodzę do koleżanki pouczyć się roli na przedstawienie. – oznajmiła wykorzystując wcześniejsze kłamstwo Maćka.


- Dobrze, a o której wrócisz? – zapytała mama.


- Nie wiem, ale myślę, że za jakieś dwie lub trzy godziny.


- A więc do zobaczenia.


Martyna miała wyrzuty sumienia, gdyż nigdy wcześniej nie okłamywała mamy odnośnie tego gdzie wychodzi. Lecz to w tym momencie najmniej ją martwiło, ponieważ bała się spotkania z Maćkiem. Nie wiedziała jaki będzie miało ono przebieg.


- A może jednak wrócę do domu? Może nie pójdę? – myślała dziewczyna. Kurcze iść czy nie iść? Sama już nie wiem… - rozmyślała i nawet nie zauważyła, iż dotarła już na umówione miejsce. Dopiero głos Maćka przerwał jej zamyślenie.


- Cześć. Cieszę się, że przyszłaś. Myślałem, że mnie wystawisz. – zawołał Maciek.


Dziewczyna zdezorientowana nie wiedziała czy ma podejść do niego czy uciec. Jednak jakaś siła podpowiedziała jej, by została.


- Cześć. Sama nie wierzę, że tu jestem. – odpowiedziała z przerażeniem.


- Chcesz gdzieś usiąść czy pospacerować? – spytał niepewnie Maciek.


-  Możemy się przejść. – odparła z uśmiechem.


- Uśmiechasz się. To dobry znak. – ucieszył się.


- Zawsze jestem uśmiechnięta. Nie zauważyłeś? – zażartowała.


- Obiecuję, że od tej pory będę go dostrzegał na każdym kroku. – kontynuował żart.


- Miło mi. A o czym tak właściwie chciałeś ze mną porozmawiać? – spoważniała.


- Może usiądźmy. – zaproponował.


- Dobrze. Słucham.


- Bardzo mi na Tobie zależy. Zawsze tak było. Wiem, że nie okazywałem Ci tego. Chcę to naprawić. – tłumaczył łapiąc nagle Martynę za dłoń.


- Wiesz… To za szybko na takie gesty. – zarumieniła się spoglądając tym samym na pobliskich przechodniów.


- Masz rację. Przepraszam. Nie powinienem. – zasmucił się Maciek.


- A co do Ciebie to ja potrzebuję czasu Maciek. To nie jest takie proste. Sama nie wiem czego chcę. Przychodzisz do mnie do domu, wyznajesz takie rzeczy i sprawiasz, że mój świat nagle przewraca się do góry nogami. To skomplikowane.


- Rozumiem. Doskonale rozumiem. Dam Ci tyle czasu, ile zechcesz. Tylko proszę, daj mi szansę. – wyznał patrząc dziewczynie głęboko w oczy. A to z kolei sprawiło, że poczuła się wyjątkowa i nie potrafiła mu odmówić.


- Może masz ochotę coś zjeść? – spytała z uśmiechem i optymizmem, że coś jednak może z tego wyjść.


- Oczywiście. A gdzie chciałabyś pójść?


- Znam fajną restaurację. Chodź, zaprowadzę Cię.


Na wspólnej kolacji oboje czuli się w swoim towarzystwie jak nigdy dotąd. Byli tacy zachwyceni sobą, że zapomnieli o upływającym czasie. Śmiali się, żartowali… To były ich chwile, ich czas i ich własny raj. Nikt nie mógł im tego odebrać.




ROZDZIAŁ IV .. 2012-06-19. 20:27

ROZDZIAŁ IV


Martyna i Maciek bardzo zżyli się ze sobą. Spędzają ze sobą bardzo dużo czasu, który jest dla nich czymś wyjątkowym i niepowtarzalnym. W szkole zaczynają chodzić pogłoski, iż są parą.


Listopad. Poniedziałkowy poranek w szkole.


- No proszę! Idzie zakochana para. – krzyczy z oddali Asia.


- Ale się dobrali. Piękna i bestia. – kpiła Małgosia stojąca tuż przy Asi.


- Chyba piękny i bestia. – zareagowała ze śmiechem Monika.


- Przestańcie ją obrażać! Poza tym nie jesteśmy razem. Przyjaźnimy się. Czy to coś złego? – zaprotestował Maciek.


- A więc tak to się teraz nazywa? Rozumiem. – odpowiedziała cynicznie Asia.


- Nic Wam do tego. Chodźmy stąd Martyna. Nie mam zamiaru dłużej przebywać w ich obecności. – powiedział stanowczo Maciek.


- Masz rację. Chodźmy. – odparła z dumą Martyna.


- Hej! Mam pomysł. Może pójdziemy dzisiaj po szkole do kina? Co Ty na to? Grają ten świetny film z Hugh Grantem.


- Z przyjemnością! Świetna myśl. – zgodziła się z radością Martyna.


- Cieszę się. – uśmiechnął się z satysfakcją Maciek.


Obejmując się za ramiona poszli w kierunku sali, w której mieli mieć kolejną lekcję. Dwójka przyjaciół zrządzeniem losu stała się nierozłączna. Mimo, iż ich wcześniejsze relacje były bardzo złe tak teraz są najlepsze, jakie można by sobie wyobrazić. Zarówno dla Martyny jak i dla Maćka jest to ogromne zaskoczenie i niespodzianka, gdyż  żadne z nich nigdy nie pomyślałoby, że zostaną bliskimi przyjaciółmi. Oboje zdają sobie sprawę, iż ich przyjaźń może zaprowadzić ich do coraz większych, a zarazem bliższych relacji. Martyna od najmłodszych lat marzyła o takim przyjacielu, gdyż dotychczas nie miała żadnej koleżanki ni kolegi, z którym mogłaby szczerze porozmawiać. Jej marzenie pokrótce spełniło się, gdy poznała Michała i Bartka, lecz przyjaźń w realnym świecie ma dla niej o wiele większe znaczenie. Przy Maćku czuje, że jej pragnienie spełniło się w całości oraz trwać będzie na zawsze i jeszcze dłużej.


Wieczór. Przed drzwiami wrocławskiego kina.


Tak jak wcześniej zaplanowali, udali się do kina na film, który oboje chcieli obejrzeć. Przez chwilę kiedy Maciek otworzył Martynie drzwi przepuszczając ją jako pierwszą, dziewczyna poczuła się jakby byli parą. Nigdy wcześniej nie miewała podobnych myśli. Zawsze myślała o Maćku tylko i wyłącznie jak o przyjacielu. Nie widziała w nim potencjalnego partnera dla siebie.


- Musimy to kiedyś powtórzyć. Film był świetny! – oznajmiła Martyna.


- Masz rację. Jak najszybciej musimy tu wrócić. Mi też film bardzo się spodobał, lecz bardziej od filmu wolę Ciebie. Przez połowę filmu gapiłem się na Ciebie i nie mogłem oderwać wzroku. – wyznał Maciek, choć sam nie wierzył, że to powiedział. Zarumieniony patrzył Martynie głęboko w oczy jakby widział w nich cały świat.


- No pięknie. Zamiast oglądać film wolałeś pa… - nie dokończyła Martyna. Wtem Maciek z niepohamowanym żarem w sercu tlił w sobie zbyt długo swoje ogromne uczucie, więc postanowił w końcu pocałować dziewczynę. Mimo, iż bał się reakcji przyjaciółki całował jej usta dotykając jej długich, nieco falowanych i brązowych  lśniących włosów. Ich ciała stykały się ze sobą jak dwa nierozłączne magnesy.


- Aleeee… - zaczęła ponownie Martyna zaszokowana tym co się stało.


- Ciiii. Nic nie mów. – wyszeptał Maciek do ucha dziewczyny. – Zostaniesz moją dziewczyną? – spytał odważnie dotykając jej policzka.


- Jaa.. Ja nie wiem co powiedzieć. – powiedziała z trudem Martyna wywołując tym niezręczną ciszę.


- Martyna ja Cię kocham. Kocham Cię i nie potrafię już tego dłużej ukrywać. Wiesz jak ciężko było mi patrzeć na Ciebie, przebywać z Tobą, czuć Twój zapach, dotyk i nie móc powiedzieć Ci co czuję? To takie nurtujące. – odparł ze smutkiem spuszczając głowę.


- Maciek. – powiedziała łapiąc dłonią jego brodę,  by podnieść mu głowę.


- Słucham. – odrzekł z lekkim niepokojem.


- Tak. Odpowiedź na Twoje pytanie brzmi tak. – wyznała Martyna wywołując tym samym niepohamowaną radość Maćka, który przytulił ja bardzo mocno i pocałował w policzek.


- Nie masz pojęcia jak się cieszę. – odparł z uśmiechem.


- Mam pojęcie, bo ja również bardzo się cieszę. – odpowiedziała łapiąc go za rękę.


I tak trzymając się za ręce poszli w kierunku domu Martyny. Oboje byli wniebowzięci swoim towarzystwem. Wiedzieli, że już nikt i nic nie odbierze im siebie. Liczyli się tylko oni i ich wielka miłość, jaką można było dostrzec między nimi z najmniejszego zakamarka ulicy. Szczęśliwi ponad wszystko rozeszli się przy furtce, za którą mieszkała Martyna. Jednak po chwili Maciek zawrócił wołając dziewczynę, która zbliżała się ku drzwi.


- Kochanie! Zaczekaj! – krzyczał Maciek.


- Zapomniałeś czegoś? Coś się stało? – odparła odwracając się do niego.


- Wiesz… Tak sobie pomyślałem, że może przedstawisz mnie swoim rodzicom. Co Ty na to? – spytał Maciek z niepewną miną.


- Myślisz, że to jest odpowiedni moment? – odpowiedziała Martyna.


- Oczywiście. Po co czekać? Im szybciej tym lepiej. Chodźmy. – oznajmił z uśmiechem.


Oboje złapali się za ręce i weszli do mieszkania dziewczyny, gdzie panowała bardzo cicha atmosfera. Nagle tę ciszę przerywa głos mamy Martyny.


- Córeczko to Ty? – zawołała zza ściany.


- Tak mamo. Mogłabyś przyjść tutaj razem z tatą? – odpowiedziała czując lekki niepokój w związku z reakcją rodziców na wieść jaka ich czekała.


- Dobrze. Już idziemy. – odparła mama wchodząc do przedpokoju, w którym znajdowała się Martyna wraz z Maćkiem.


- Mamo, tato. To jest Maciek, mój nowy chłopak. Chodzi ze mną do jednej klasy. – Maciek to jest moja mama, a to mój tata. – przedstawiła Martyna wskazując dłonią na poszczególne osoby.


- Dzień dobry. Maciek Drawski. – odpowiedział podając dłoń mamie i tacie Martyny. Reakcja rodziców była nieco dziwna gdyż spojrzeli na siebie porażającym wzrokiem.


- Przepraszamy Was na chwilę. Chodź ze mną Ania. – powiedział tata Martyny łapiąc za dłoń żony i idąc do pokoju.


- Mariusz Ty myślisz o tym co ja? – wyszeptała z przerażeniem mama dziewczyny.


- Przecież oni nie mogą być razem! – szeptał tata.


- I co my teraz zrobimy? Powiedzieć im prawdę? – zaproponowała mama.


- Słuchaj chodźmy tam, bo zaczną coś podejrzewać. Później wymyślimy jakieś rozwiązanie. – powiedział stanowczo po czym wraz z żoną wyszedł do przedpokoju.


- To ja już pójdę, bo rodzice na mnie czekają w domu. Dowidzenia państwu. Do jutra Martyna. – wyszedł.


- Wszystko w porządku tato? – spytała z ciekawości.


- Tak, tak. Coś mi się przypomniało po prostu. – zareagował z takim spokojem jak gdyby mówił prawdę. Martyna niczego nie podejrzewając poszła do swego pokoju.




ROZDZIAŁ V .. 2012-06-19. 20:26

ROZDZIAŁ V


5 czerwiec 2018 roku. Dwudzieste drugie urodziny Martyny.


Cała rodzina szczęśliwa zasiada przy stole nakrytym wieloma smakołykami z przeróżnych kuchni świata. Jedynie rodzice solenizantki zachowywali się bardzo dziwnie jakby coś ich męczyło i nie dawało spokoju. Nagle niepostrzeżenie Maciek wyjmując z kieszeni marynarki czerwone pudełeczko klęka przed ukochaną. Zapada zupełna cisza. Wszyscy zgromadzeni wiedzieli co się stanie, więc ich miny były identyczne.


- Martyno kochanie. Czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną? – oświadczył przy wszystkich łapiąc dziewczynę za dłoń.


- Tak! Wyjdę za Ciebie! – krzyknęła emanując ogromną radość.


- Dość tej farsy!! Oni nie mogą być razem!! – wrzasnęła mama Martyny.


- Mamo! Co Ty mówisz? Jak to nie możemy? Kochamy się! – zareagowała z wielkim zdziwieniem.


- Mama ma rację! Usiądźcie wszyscy. Musimy Wam coś powiedzieć. – na te słowa wszyscy goście wraz z narzeczeństwem zamarli w głębokiej ciszy.


- Chętnie posłuchamy. Ciekawe co takiego państwo mają ważnego do przekazania w takiej chwili! -  odparł zniesmaczony Maciek.


- Pamiętacie jak 5 lat temu oznajmiliście nam, że jesteście parą? – zaczęła mama dziewczyny.


- Tak, pamiętamy. – odpowiedzieli równocześnie.


- Kiedy wyszliśmy wtedy z ojcem to zastanawialiśmy się czy powiedzieć Wam prawdę czy nie. Postanowiliśmy, że poczekamy z tym. Mieliśmy nadzieję, że to tylko chwilowe zauroczenie i niebawem zerwiecie ze sobą. Skąd mogliśmy wiedzieć, że to tak daleko zajdzie?


- Zaraz, chwila! O co tu właściwie chodzi, co?! Dlaczego niby nie możemy być razem? – zareagowała zbulwersowana Martyna.


- Mariusz Ty to powiedz, bo ja nie dam rady. – zasmuciła się mama.


- Córeczko przykro mi, ale Maciek to jest Twój kuzyn. – powiedział z ciężkim sercem tata solenizantki.


- Że co?! Nie wierzę Wam! Co Wy opowiadacie?! Co to ma znaczyć? Jak to kuzyn?! – krzyczała nieustannie Martyna będąc w ogromnym amoku.


- Kochanie! Co się dzieje? Martyna! Słyszysz mnie? – wołał Maciek do zsuwającej się z jego ramion Martyny.


- Córeczko! Odezwij się! Niech ktoś zadzwoni po pogotowie!! Szybko! – zawołała mama.


- Pomóż mi ją podnieść Maciek. Połóżmy ją na łóżko. – zareagował stanowczo tata nieprzytomnej Martyny.


Po przyjeździe karetki dziewczynę zabrano do szpitala. Stwierdzono u niej nadmiar złych emocji, które spowodowały utratę przytomności. Z czasem jednak po wykonaniu wszystkich niezbędnych badań wykryto u Martyny poważną chorobę. Lekarze stanowczo stwierdzili, że choroba rozwijała się u niej od kilku lat, więc organizm jest już bardzo słaby. Aby przeżyć pacjentka potrzebuje przeszczepu wątroby. Owa informacja wstrząsnęła całą rodziną. Maciek po konsultacji ze swoimi rodzicami wie, że jest kuzynem swojej ukochanej, lecz mimo wszystko pozostaje przy niej w miłości. Oboje nie potrafią tak po prostu żyć bez siebie. Dzięki Maćkowi Martyna jest silniejsza, ale świadomość, iż szpital nie może znaleźć dawcy nie daje jej spokoju i przywołuje myśli o nadejściu śmierci.


Tydzień później. Szpital.


Cała rodzina modli się o znalezienie dawcy dla Martyny. Maciek cały czas wierzy, że Martyna wyzdrowieje i będą mogli jeszcze spędzić ze sobą wiele pięknych dni, gdyż bardzo się do siebie zbliżyli i postanowili nie zrywać kontaktu. Oboje starają się zapomnieć o tym co ich spotkało, lecz pozostanie to w nich już na zawsze. Nagle serce Martyny przestaje swobodnie bić.


- Panie doktorze! Panie doktorze! – wołał Maciek przechodniego akurat lekarza.


- Co się dzieje? Proszę opuścić salę. Musimy ją reanimować. – oznajmił lekarz.


Cała rodzina wraz urodzinowymi gośćmi czekała na jakiekolwiek wieści o stanie zdrowia Martyny. Bardzo długo nikt nie wychodził  z sali, w której leżała dziewczyna. W pewnym momencie drzwi otwierają się. Z oddali było widać przykryte ciało Martyny. Wszyscy już wiedzieli co się stało. Na korytarzu rozległ się głośny płacz.


- Przykro mi. Nic nie dało się zrobić. – oznajmił rodzinie zawiedziony lekarz.


Dwa dni później. Cmentarz.


Pogrzeb dziewczyny był niczym czarna otchłań wyłaniająca się z wnętrza ziemi. Było bardzo dużo ludzi. Nawet rówieśnicy z klasy Martyny mimo niechęci do niej zjawili się na tej smutnej ceremonii. Maciek nie potrafił pozbierać się po śmierci ukochanej mimo, iż nie mogli być razem przez pokrewieństwo. Nie miał sił, by przyjść na jej pogrzeb.




ROZDZIAŁ VI .. 2012-06-19. 20:24

ROZDZIAŁ VI


Październik.


Od kilku miesięcy pogrążony w żałobie Maciek nie wychodzi z domu. Nikt przez owy czas nie wiedział co się z nim działo. Chłopak odciął się od realnego świata, popada w coraz głębszą depresję. Wielu ludzi dzwoniło na jego komórkę, lecz za każdym razem nie odbierał żadnego z połączeń. Pewnego dnia jednak dzwonił nieznajomy mu numer. Postawił odebrać.


- Tak, słucham? – powiedział Maciek.


- Witaj Maćku. Co się z Tobą dzieje? Nie ma z Tobą kontaktu. – odparł nieznajomy głos.


- A z kim rozmawiam? – spytał.


- Wujek Mariusz, tata Martyny. Chciałem Cię zawiadomić, że Twoja ciocia nie żyje. Popełniła samobójstwo. Zostawiła tylko list, w którym napisała, że nie potrafi się pogodzić ze śmiercią córki oraz wyrzutami sumienia z powodu waszego pokrewieństwa. – oznajmił z żalem roniąc kilka łez.


- Dlaczego Nam nie powiedzieliście od razu!? Tak bardzo ją kochałem! A teraz nie ma ani Martyny ani cioci Ani! Widzicie co narobiliście! To wszystko Wasza wina! Twoja i cioci! – krzyczał z płaczem Maciek po czym rozłączył połączenie rzucając ze złości komórką o ścianę.


Po kolejnej złej wieści Maciek coraz więcej myślał o chwilach spędzonych z Martyną, lecz następnego dnia postanowił, iż pójdzie dla ukochanej na pogrzeb swojej cioci. Zaniedbał ten obowiązek wcześniej, więc uznał, że teraz powinien to naprawić. Kolejną jego zmianą było postanowienie pójścia na studia teologiczne. Chłopak chciał zbliżyć się do Boga, by móc być także bliżej Martyny, którą wciąż kochał.


Lipiec roku 2023.


Po pięciu  latach studiów Maciek zrozumiał, że miłość pozostanie w nim na zawsze, mimo iż fizycznie nie ma przy nim ukochanej to jest ona z nim cały czas duszą. Mimo upływu wielu lat od śmierci kuzynki jego uczucie pozostawało wciąż równie ogromne tak, jak na początku. Choć wie, że nigdy już nie spotka swojej niedoszłej żony to czuje jej obecność każdego dnia i cieszy się tym, bo wie, że tego właśnie chciałaby Martyna. Aby był szczęśliwy. Jako absolwent wrocławskiego uniwersytetu postanowił pójść do seminarium, aby zostać księdzem. Pragnął przekazywać swoje doświadczenia dzieciom i młodzieży. I nawet kiedy już przyjął święcenia kapłańskie nadal pozostawało w jego sercu to samo utopijne uczucie.


KONIEC




Decyzja podjęta .. 2012-06-19. 20:18

Kochani!
Dziękuję Wam za radę, przydała mi się bardzo. W sumie to co mi szkodzi? Nie jest to jakiś bestseller żeby to ukrywać i dochodzić praw autorskich. Opublikuję! :) Za chwilę będę dodawać od końca rozdziały, aby można było wygodniej czytać. Życzę miłej lektury.


Infatuated




Opublikować czy nie ? .. 2012-06-18. 21:59

Pomóżcie! Mam mały dylemat... Jakiś czas temu skończyłam pisać książkę o czym wspominałam w jednej z wcześniejszych notek. Ta, wiem niektórzy uważają, że to nie książka, a opowiadanie, lecz przecież książka nie musi być fest długa. Takie jest moje zdanie, ale ja nie o tym. Więc cały czas byłam myśli, iż nie opublikuję jej w internecie, gdyż może zostać ukradziona. Jednakże ostatnimi czasy zastanawiam się nad zmianą decyzji. Co o tym myślicie?


Infatuated




Nie taki diabeł straszny jak go malują... .. 2012-06-18. 13:10

Wybaczcie, że ostatnio nawijam tylko o moim kursie na prawo jazdy, ale cóż... Jak na razie jest to temat dominujący w moim życiu ;] A więc druga jazda za mną... Uff... Idzie mi coraz lepiej, ale aż tak cudownie i kolorowo też nie jest. Najważniejsze, że instruktor już na mnie nie krzyczy ;D Jeszcze 28h za kółkiem... Ojejku. Sporo, no ale dam radę ;D


Infatuated. 




ZDAŁAM !!!!!!!!!!! .. 2012-06-11. 16:35

Udało mi się dzisiaj zdać egzamin!!! Bardzo się cieszę!!! ; DD Ah bałam się, że znowu będą 3 błędy.. Na szczęście mogłam odetchnąć z ulgą. No moi drodzy od środy zaczynam jazdy. Ufff bedzie grubo ; ] Życzcie mi powodzenia!


Ifatutaed




Oblany egzamin ;( .. 2012-06-08. 20:08

Nie wiem co się stało... Uczyłam się. Nie zdałam wewnętrznego ;( Jestem wściekła. Najgorsze jest to, że miałam 3 błędy, gdzie dopuszczalne są dwa. Nie mogę tego przeboleć!! ;( Co do refleksyjnego wpisu, nie wiem kiedy takowy będzie. Mam teraz na głowie naukę. Ręce mi opadają z bezsilności.


Infatuated




Egzamin .. 2012-06-05. 20:19

Jutro ostatni wykład z teorii... We czwartek nauka, nauka i po raz trzeci nauka. No i w piątek egzamin wewnętrzny... Boję się! Jak już zdam to czekają mnie jazdy. Jejuuuuu. Jak ja się stresuję. Nie mam o tym pojęcia. Eh. Trzymajcie kciuki!!!!


Infatuated




Prawo jazdy... .. 2012-06-03. 13:30

Pierwszy tydzień teorii za mną! Ufff... Jak na razie jest okay, tylko boję się rozpoczęcia jazd po egzaminie wewnętrznym. :( Przecież nie mam o tym zielonego pojęcia! Tak, wiem od tego jest insrtuktor żeby mnie nauczył, ale mimo wszystko stres mam i to ogromny. Czasami zastanawiam się po co ja zapisałam się na ten kurs?! Co ja tam robię?! Koszmar... Mam nadzieję, że jakoś przełamię swój strach.


Infatuated.




Wegetuję, bo... .. 2012-06-01. 20:43

Moje życie palcem na wodzie pisane traci swój sens... Coraz więcej ludzi robi mi pod górkę. Wielu z Was powiedziałoby, że użalam się nad sobą, ale tak naprawdę nikt nie zna mnie i mojego bólu tak dobrze jak ja. Nie wiecie do czego doprowadzają mnie złośliwości innych ludzi. Wiem, że nie jestem jedyną osobą na świecie, która doświadcza takiego czegoś. Są pewnie ludzie, którzy maja gorzej ode mnie, jednak to, co ostatnio zrobił ktoś kogo nie znam, bo nie wiem kto to był, zresztą nawet gdybym wiedziała, nie ujawniłabym tego. A wracając... Owy czyn tak bardzo mnie dotknął, że dostałam drgawek i przyspieszył mi się puls. To było straszne. Eh... No to tyle z moich przemyśleń. Na końcu chciałabym podziękować moim przyjaciołom, którzy mimo wszystko zawsze mnie rozumieją i wspierają. DZIĘKUJĘ WAM!!!


Infatuated




e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]