(nie)normalny człowiek | Blog (nie)dojrzałej kobiety
(nie)normalny człowiek .. 2019-08-10 ..17:10

Stałam na kawałku skały wtulona w Jego ramiona, lawa ogarniała całą ziemię. Wkrótce miała też dotrzeć do Nas. Ostatnim tchem wyznałam to, co najpiękniejszego można przed śmiercią. Wulkan jednak był tak łaskawy, że zdołaliśmy wyjść z tego cało.


- Ale to coś oznacza.


- Tak, to na pewno coś oznacza... Że mam nasrane w głowie. - wybuchłam śmiechem tuż po tym jak opowiedziałam swój sen, który oczywiście miał miejsce w Polsce, nie w żadnej dziczy.


Od dawna oczywiście zdaję sobie sprawę, że do normalnych nie należę. W końcu udowadniam to w każdym kolejnym wpisie. Normalność nie jest mi pisana i nigdy nie była. Norma, to odległe dla mnie słowo, jakiś wytwór, którego nie mogę dosięgnąć. Może to kwestia za krótkich rąk? Miałam ten zaszczyt  cofnąć się do wpisu sprzed pięciu lat. I nikogo oczywiście nie zdziwi, że go sprostuję co nieco. Mianowicie chodzi o ten, w którym tak zaciekle opisywałam swoją niechęć do kościoła i celowo używałam słowa Bóg z małej litery. Około trzech czwartych tekstu pozostawiłabym w nienaruszonym stanie, poprawiłabym zaś kwestię wiary w Boga. Cóż, jak każdy (nie)normalny człowiek miewam zawirowania i zmiany poglądów. Owszem wierzę w Niego, ale nie w księdza. I modle się wyłącznie w zaciszu swego domu, nie odczuwam potrzeby pójścia na Mszę i  wysłuchiwania kolejnych "mądrości życiowych" mojego proboszcza. Doprawdy mocno irytujący człowiek.


Skoro już jesteśmy przy wierze, zastanawia mnie fenomen przyjaźni damsko-męskich. Znowu jedna z bliskich mi osób stwierdziła, że coś takiego nie istnieje, że w to nie wierzy, bo to zawsze rodzi miłość. Czy to z jednej strony, czy z obu. Czy ja wiem? Oczywiście nie mogę tego racjonalnie stwierdzić, bo wszak doszłam do wniosku, że nigdy nie miałam przyjaciela, choć tak mi się wydawało. Czy jeśli hipotetycznie były to przyjaźnie, to rozpadły się dlatego, że delikwenci się we mnie zakochali? Bynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Albo to po prostu nie była przyjaźń, bo w teorii mojej M., zaszłoby coś więcej, a nie zaszło. Na zawsze pozostanie to już tajemnicą. A czy ja wierzę w taką przyjaźń? Najpierw muszę jej doświadczyć, wtedy się ustosunkuję. Póki co, chyba wierzę. Nie każdy musi być taki sam. To, że gdzieś jakaś fama poszła, bo może rzeczywiście wiele przyjaźni tak właśnie się kończy, nie oznacza, że każda. Może właśnie ja będę tą jedną na milion przyjaciółką faceta, który się we mnie nie zakocha, ani ja w nim.


Szukam Cię, mój jeden na milion, złammy ten mit!


Dodaj komentarz



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]