"Wcześnie wykryta inteligencja jest uleczalna." | Blog (nie)dojrzałej kobiety
"Wcześnie wykryta inteligencja jest uleczalna." .. 2014-12-01 ..19:07

Zastanawiałam się kim ja jestem, a nie zwróciłam uwagi na to, kim są otaczający mnie ludzie. Ostatnie tygodnie udowodniły, że nie mogę być pewna żadnej ze swoich hipotez na ten temat. Chyba przyszedł czas, by pisać wprost. Na wylanie z siebie pełnej szczerości. I choć wielu ludzi może mnie za to oceniać, nie obchodzi mnie to. Myślałam, że będzie moją bratnią duszą, dobrą przyjaciółką. Przecież bardzo ją polubiłam. Zwierzałam ze wszystkiego choć tak naprawdę krótko ją znam. Miałyśmy się spotkać. Cieszyłam się na ten wyjazd. Myślałam, że jest inna... Z dnia na dzień przestała się odzywać, a za powód podała kłamstwo, którym podobno ją poczęstowałam. Nie wiem o co jej chodziło. Nawet z perspektywy czasu nie chcę wiedzieć. Nie wiem jak można tak traktować ludzi. Jajakoja to przeszłość. Nie wiem kim jest ta dziewczyna... Nie wiem jakie miała zamiary wobec mnie. Może tylko sprawdzała czy może nie piszę z facetem, z którym ona wcześniej pisała. Zresztą nie będę tu prała jej brudów. Spekulacji mam wiele. Ale czy mogę być pewna którejkolwiek z nich? - Nie. No i teraz Lilka. Moja mała Lilka. Kochana moja, wiem, że to przeczytasz. Smutno mi, że tak postąpiłaś jak postąpiłaś, ale wiedz, że nie potępiam Cię za to. Szanuję Cię jeszcze bardziej, wiesz? Bo trzeba mieć twarz i odwagę żeby przyznać się publicznie do błędu i przeprosić, podkreślam przeprosić. Każdemu z nas zdarza się zbłądzić, ale najważniejsze, aby samemu dochodzić do swoich potknięć, błędów, a potem je skrzętnie naprawiać. Jeszcze zdążysz opowiedzieć mi swoją historię. A na kawie i tak się spotkamy. ;) I pora na temat najtrudniejszy dla mnie. Być może jutro będę żałować, że opisałam to wszystko ze szczegółami, ale czuję, że teraz, dzisiaj, pierwszego grudnia o siedemnastej czterdzieści cztery muszę to zrobić. Widzieliście sporo komentarzy od niejakiego Rafała. Nasze relacje są, a właściwie teraz to już były dosyć zawiłe. Odkąd się poznaliśmy, mieliśmy kontakt codziennie. (czuje się jak durna nastolatka! :o) Pisaliśmy i rozmawialiśmy telefonicznie. Z czasem, jak się wszyscy domyślacie, zaczęło nam na sobie zależeć. Tylko bez szaleństw! Żadna miłość. - to nie telenowela. Mieliśmy się spotkać. Mieszkamy w różnych województwach, nieważne jakich. Nie wiem czemu, ale to spotkanie miało mnie uświadomić, że on istnieje, że moje obawy są bezpodstawne. Tak, obawiałam się, że coś mi kręci, że coś jest nie tak, że coś ukrywa. Po prostu taką miałam intuicję. Odganiałam te myśli, ale one tak czy owak wracały. I nie zniknęły do dzisiaj. Wciąż nie wiem kim jest, czy jego słowa były prawdziwe, czy jego tożsamość jest prawdziwa. Dlaczego? - Bo nigdy się nie spotkaliśmy. Jadąc do mnie samochodem miał wypadek. Ba, bynajmniej tak twierdzi, ale nie wiem już czy mam w to wierzyć. W dniu przyjazdu dzwonił do mnie o godzinie 5:58, rozmawialiśmy równą minutę. Mówił, że do mnie jedzie, był szczęśliwy, czułam jego radość. W tamtej chwili odzyskałam wiarę w to, że on istnieje. Rozmowę zakończył krzyk i nieustający dźwięk klaksonu. Przestraszyłam się, nic dobrego to nie wróżyło. Próbowałam oddzwonić, ale od tamtej pory telefon był wyłączony. Wciąż coś mi nie pasowało, wciąż nękały mnie wątpliwości. Po ośmiu godzinach od felernej rozmowy postanowiłam dzwonić na policję, gdyż wciąż nie było z nim kontaktu ani nie dotarł do mnie. Policjantowi wyjaśniłam całą sytuację i zapytałam o ewentualny wypadek z jego udziałem. Podałam każdy szczegół. Imię, nazwisko, wiek, markę i model samochodu oraz trasę, jaką miał się poruszać. Jednak policjant stanowczo powiedział, że taka osoba nie uległa żadnemu wypadkowi drogowemu. Troszkę mnie to uspokoiło, ale dalej nie wiedziałam co się z nim dzieje. Dalej się zamartwiałam. Dopiero następnego dnia rano otrzymałam sms-a. Napisała go jego siostra z jego komórki. Nie pamiętam dokładnej treści, ale nawyzywała mnie w nim. Napisała, że mnie nienawidzi, że zabrałam jej brata, że przeze mnie nie żyje. Dodała, że całą dobę walczył o życie. Byłam zdruzgotana, załamana. Obwiniałam siebie o śmierć człowieka, którego nie zdążyłam nawet dotknąć. Ale nic mi nie pasowało. Jak mógł dobę walczyć o życie? Policja mówiła, że nie było wypadku, a o takim na pewno by mnie poinformowano. Dzwoniłam... Pisałam... Ale wciąż otrzymywałam jedynie milczenie. Bez względu na wszystko postanowiłam uwierzyć w jego śmierć. Tak było mi łatwiej, mimo że czułam, iż to kompletne bzdury wyssane z palca. Tym bardziej, że miałam świadomość o tym, że jego rodzina jest przeciwna mnie i temu wyjazdowi do mnie. Jednakże tak mi było wygodniej, zdecydowanie lepiej dla mojej psychiki. Uwierzyłam w to, przeżyłam swoją żałobę i wyleczyłam się. Minął chyba tydzień i czułam się naprawdę dobrze, wróciłam do formy. Jak na mnie, to i tak bardzo szybko. Cieszyłam się, że jestem silna, że potrafię walczyć. Do czasu... Bo pewnego dnia kiedy wróciłam do domu z nocnej zmiany w pracy, nagle zadzwonił telefon. Patrzę Rafał. I myślę "jejku, czego ta kobieta chce?!". Ale to nie była jego siostra. Nigdy nie słyszałam jej głosu, ale wątpię żeby był tak mało kobiecy. To był głos Rafała. Dreszcze przeszły mnie po plecach, przestraszyłam się. Czułam się jakbym rozmawiała z duchem, jakbym oszalała. Nawet nie pamiętam co wtedy mówił, ale moją pierwszą reakcją były słowa "to Ty żyjesz?!", a on śmiejąc się odpowiada "a czemu miałbym nie żyć? Stoję tu i rozmawiam z Tobą.". Opowiedziałam mu co zrobiła jego siostra, z którą podobno jest mocno zżyty. W głowie mi się nie mieści, że można dopuścić się czegoś tak okropnego. Chyba trzeba nie mieć serca i żadnych uczuć. Kobieta bez skrupułów - tak bym ją oceniła. Długo nie rozmawialiśmy. Niby byłam śpiąca po całej nocy pracy, ale nie mogłam zasnąć. Wątpliwości wróciły. W tym wszystkim po prostu coś nie gra. Jak można było nie odzywać się tak długo? To niepojęte. Nie czułam już tego, co kiedyś. Czułam przed nim strach. Przecież wbiłam sobie do głowy, że nie żyje. A tymczasem znowu przewrócił moje życie do góry nogami. Powiedziałam, że możemy utrzymywać kontakt, ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie. Czułam się nieswojo i nie kryłam tego przed nim. Kontakt z początku nie był już tak częsty i nie odbierał na tych samych falach. Mimo wszystko serce nie sługa. Minęło sporo czasu, ale wbrew jego rodzinie, znowu postanowiliśmy dać temu szansę. Wierzyliśmy, że damy sobie z tym wszystkim radę choć doskonale wiedzieliśmy, że za tą wiarą kryje się więcej naiwności niż światła nadziei. Mimo tego starałam się czerpać z tego przyjemność i nie myśleć o konsekwencjach. I jak to zwykle bywa, sielanka się kiedyś kończy. W tym przypadku również. Z dnia na dzień przestał odbierać ode mnie połączenia i odpisywać na wiadomości. Dwa dni dzwoniłam i nic. Wiedziałam, że znowu się przejechałam. Że niepotrzebnie dałam mu szansę na coś więcej. Przecież nigdy się nie widzieliśmy. To było jakieś chore. I jak się domyślacie, jego siostra znowu napisała do mnie. Tym razem, że jej braciszek jest na chirurgii i rzekomo od tego uderzenia głową o kierownicę. Powiedziałam sobie "koniec! Koniec tego! To jakiś cyrk." Postanowiłam, że dam temu spokój. Ileż można wyczytywać tych kłamstw? Ja już w nico nie wierzę! Mam dość tej całej sytuacji. Nie mam z nim kontaktu do dzisiaj. Nie wiem co się stało. Czy zasłabł, czy co? Ale przecież gdyby chciał, to by się odezwał. Nie chce myśleć, czy mam rację, czy nie mam. Ten człowiek nie jest wiarygodny i od początku o tym wiedziałam. Chciałam wierzyć, że się mylę, ale nie dało się. Wciąż nie wiem kim jest ten człowiek i czego ode mnie chciał. A kim jestem ja? - Niestety też nie wiem. Przepraszam.


Dodaj komentarz



KimJestem .. 2014-12-02 .. 15:14
Jak dobrze mieć ludzi, którzy zawsze staną za mną murem. Dzięki Open. A do tych komentarzy "sej maj nejm" nie mam zamiaru się już odnosić. To po prostu nie ma sensu.

Say my name .. 2014-12-01 .. 22:43
A tam gadanie. Na szacunek trzeba zasłużyć. Mam Ci zaufać, autorze ostatniego komentarza, którego nicku nie pamiętam? A z jakiej racji? Mam Ciebie pokochać? A to dlaczego :O Mam Ciebie szanować? Skąd ten pomysł. Zasłużysz, to będzie, nie to nie - simple as that.

Kejt, czy jak tam się nazywasz - skup się na sobie, praktykuj zdrowy egoizm. Twoje szczęście jest ważniejsze, niż czyjeś. Tylko zdrowo do tego podejdź. Póki co, dalej jesteś nikim.


open .. 2014-12-01 .. 22:17
Przepraszam że z tego wszystkiego skomentuje tylko jedno zdanie i w dodatku nie twoje Kejt. Say my name, wiesz kto jest nikim? Ten co pomiata innymi, bo możesz upadać milion razy, możesz błądzić, możesz pisać totalne bzdury, ale dopóki perfidnie nie ranisz, dopóki masz choć resztki szacunku do drugiego to jesteś coś wart! Zerem, nikim jest ten, który mówi tak o innych.

Nasuada .. 2014-12-01 .. 22:16
Ach te internetowe znajomości, przyjaźnie, miłości... Kiedyś tak miałam. Kilka lat temu. Poznałam chłopaka, rozmawialiśmy dniami i nocami. Powiedział mi nawet, że mnie kocha. No cóż, ja go też.. tylko ze spotkaniem coś nie wychodziło. I nie wychodziło... i nie wychodziło... Po dwóch latach prób, próśb i błagań się poddałam. Rok później okazało się, że tym chłopakiem była dziewczyna, ale nie umiała mi tego powiedzieć, bo stałam się dla niej ważna i nie chciała mnie stracić. No chore, ale cóż.

Say my name .. 2014-12-01 .. 21:46
A skąd Ty możesz wiedzieć, kim ja jestem?

Bawi mnie czytanie Twojego bloga, tak bardzo dużo wahania, ze skrajności w skrajność. Nie skupiasz się na niczym, szukasz po omacku - ale nie obierasz w tym żadnego kierunku. Pewnie będziesz robiła to do końca życia.

Można zrozumieć depresję czy jakieś inne dziwne wahania nastrojów, ale to co tutaj czytam, to już jakaś magia.

Weź się za siebie dziewczyno, więcej pewności siebie, mniej naiwności, więcej dystansu, mniej zaufania do ludzi - bo ciągle Ciebie to kopie po dupie, a wciąż się nie uczysz, co jest żałosne.

Tak bardzo skupiasz się na innych, że nie zwracasz uwagi na siebie. Kim jesteś? Nikim.


KimJestem .. 2014-12-01 .. 21:30
Tak, po prostu nie lubię imprez, alkoholu... Nie wychodzę do ludzi, do klubów. Jestem, to ktoś nazwał "oryginalna", chociaż wolę określenie dziwna. ;)
PS. SayMyName, wiem kim jesteś i oszczędź sobie.


Say my name .. 2014-12-01 .. 21:25
:v

aga1107 .. 2014-12-01 .. 21:11
A zastanawiałaś się czemu?

KimJestem .. 2014-12-01 .. 21:09
Myślisz, że bym tego nie chciała? Wiem, że tak jest lepiej. Zawsze o tym marzyłam, ale nigdy mi się to nie trafiło. Pozdrawiam.

aga1107 .. 2014-12-01 .. 21:01
Lepiej jest poznawać nowe osoby w realu, a nie w wirtualnym świecie. Trzymaj się.Pozdrawiam cieplutko:)

KimJestem .. 2014-12-01 .. 20:50
Novy, miło, że rozumiesz co czuję. Pewnie nie tylko nas spotkało coś takiego. A co do Caroolinki, Outsiderki, Jajakoja - nie wiem ile jeszcze nicków miała ta dziewczyna - to ja też wolę więcej nie wypowiadać się na jej temat, chociaż domyślam się, że mamy podobne zdania. Ale mniejsza o to. Dziękuję również za wyrazy otuchy i zauważenia we mnie siły. Czy ją mam? - Chyba tak, bo inaczej by mnie tu nie było. ;)
Jacqueline, doskonale wiesz, że masz rację. I ja też o tym wiem. Jednak za każdym razem, kiedy obiecuję sobie "nigdy więcej", i tak pakuję się w kolejne bagno. Taki jest człowiek. Jak już to kiedyś określiłam "skonstruowany z defektem". Ciągle popełniam błędy i zdaję sobie z tego sprawę. Staram się coś zmienić, ale nie zawsze wychodzi. Dzięki za dobre słowo.


jacqueline .. 2014-12-01 .. 20:39
Kim jestem, wiesz co myślę. Powinnaś skończyć ze znajomościami, które zaczynają się w internecie, chyba, że mieszkacie na tyle blisko, żeby na drugi dzień spotkać się na kawie. Ludzie w internecie nałogowo kłamią i stwarzają zupełnie nowy obraz siebie. I grają na cudzych uczuciach, zupełnie jak by po drugiej stronie nie bylo żywego człowieka..
Ale jakoś popatrz, te wszystkie Twoje relacje (może się mylę, może generalizuję) rozpoczęte w ten sposób zawsze jakoś okazywały się pomyłką, a człowiek którego "poznałaś" w internecie był kimś zupełnie innym w realu.
Sorry, musiałam to napisać.
Pozdrawiam i nie daj się. Zasługujesz na coś co jest naprawdę a nie dziwne gierki i mataczenia.


Novy .. 2014-12-01 .. 20:38
Szczerze mówiąc to nie czytam Twojego bloga, i tym bardziej nie zamierzałem brać się za te dosyć długą notatkę, jednakże...
Przeczytałem, i o ile nie będę się wypowiadał o jajakoja, której nie znam (moze kiedyś, znałem Outsider-kę, ale to już nie ta sama dziewczyna) i Lily, o tyle historia z Rafałem jest niemal identyczna jak moja i Natalii. W tym temacie naprawdę wiem co czułaś i co czujesz. Mi też jej siostra przekazała, że miała wypadek, że jest w śpiączce... Niby rozmawialiśmy później, ale na dobrą sprawę nigdy sie nie dowiem ile z tego było prawdą. I teraz już nawet nie chce wiedzieć. Tak rzeczywiście jest lepiej.
Trzymaj się KimJestem, chociaż Ty nie wiesz kim jesteś, to ja dorzucę swój mały kawałeczek do tych Puzzli i powiem Ci, że wydajesz się być silną kobietą, która ze wszystkim da sobie radę.


e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]