(nie)dojrzałe decyzje | Blog (nie)dojrzałej kobiety
(nie)dojrzałe decyzje .. 2014-09-14 ..14:56

Ciąg dalszy mojego deja vu trwa... W pokoju słychać Rise Against, i nawet te mocne dźwięki nie napawają mnie żadnym powerem. Ten dzień jest znowu jakiś dziwny - inny. Prześladuje mnie jakieś roztargnienie, zapominalstwo. Najpierw pozostawienie telefonu w pracy, a potem niemożność odnalezienia kluczy od domu. I bądź tu człowieku mądry - zadzwoń do drzwi o 6:20, kiedy w środku śpi cała rodzina. Ale jednak stał się cud, odnalazłam je w moim burdelu, w mej nieocenionej, pojemnej torebce. Oh, żebyście widzieli jak to wyglądało. Stoi zmęczona Kejt przed drzwiami, śpiąca po 12h pracy i wywala cały swój "dorobek" na podłogę w poszukiwaniu kluczy. Myślę sobie, no nie wierzę w ten dzień! Najpierw telefon, a teraz klucze. Pięknie. Ale jak widać zostały jakieś okruchy szczęścia. Jakoś nie umiem tak normalnie funkcjonować. Ze mną dzieje się coś niespotykanego. Nie poznaje samej siebie. Czasami nawet nie wiem co robię, jakbym była na jakimś haju. Po kilku minutach wracam do rzeczywistości i przypominam sobie, co ja tutaj robię. I chociaż teraz już zawsze ktoś będzie miał dostęp do mojego życia - w pewnym sensie, bo z bloga, to nie pokażę, że mi to przeszkadza. (chociaż przeszkadza:)), ale może kiedyś tu zajrzy i zobaczy jak bardzo się myli. Niektórzy z Was, a przynajmniej na pewno jedna osoba, domyśla się o co w tym wszystkim chodzi. Ciekawe ile osób jeszcze wpadnie na jedną jakże ciekawą rzecz. No cóż... Koniec tej gadki. Miała być jakaś ciekawa notka, ale teraz widzę, że coś mi nie wyszło. Początek całkiem niezły, ale jakoś to zabrnęło w nieciekawy kierunek. Nie lubię pisać szczegółów ze swojego życia na publikę. Wolę napisać coś jednym zdaniem, bez wypisywania co, jak i dlaczego (jak co niektóre osoby). Szczegóły powinny pozostawać dla nas samych oraz dla przyjaciół, którzy nas znają, a nie dla obcych ludzi. Taki mój dziwaczny pogląd. Wiele mam takich swoich zasad, których twardo się trzymam. Niektóre są może staroświeckie, ale dla mnie święte. Jedna została niemal złamana, ale byłam silna i podołałam :) O proszę, w notce pojawiają się uśmiechnięte buźki, ale są one tylko przejawem pojedynczych momentów, które trwają zaledwie kilka sekund. Po nich wraca niepokonany stan "dziwności" - tak to nazywam. Piszę te wszystkie słowa i jednocześnie oczy same mi się zamykają. I takim paradoksem do tego będzie to, że kilka dni temu mi się otworzyły i to bardzo szeroko. Podjęłam kilka ważnych dla mnie decyzji. Długo się wahałam, długo zwracałam uwagę na cudze opinie i rady, teraz czas myśleć samemu. Miała być architektura, która mimo wszystko bardzo mnie interesuje, ale będą finanse i rachunkowość. Tak, moi drodzy, mowa o studiach. Kejt wreszcie się zdecydowała. Postanowiłam, że lepiej będzie kształcić się dalej w kierunku, który opanowałam w szkole średniej, gdzie zdobyłam dyplom technika. Studia i dyplom z jednego kierunku lepiej się prezentują niż studia i dyplom z różnych kierunków. Zresztą na architekturę potrzebna jest matura z fizyki, a ja tej zupełnie nie ogarniam. Chociaż miałam trójkę (dla mnie satysfakcjonująca ocena, jak na ten przedmiot), to i tak nie czuję się w tym za bardzo, jeśli nie jestem na bieżąco. Poza tym praca biurowa zawsze mi się marzyła. Widzę siebie w eleganckiej spódnicy, białej koszuli i wysokich butach. Mmm! Od bliskich chciałam tylko wsparcia odnośnie wyboru, ale go nie otrzymałam. Szczególnie jedna osoba wciąż powtarzała "Nie idź! Nie idź na studia.", a kiedy przekonywałam "Rób jak chcesz." i to jest doradzenie i wsparcie - super. Najlepiej czasami podejmować decyzje samemu nie patrząc co inni powiedzą. Ja tak zrobiłam i wiem, że plan ten jest dobry. W przyszłym roku akademickim będę pilną studentką. Oh, brzmi dumnie. Studentką! Mam nadzieję, że dostanę się do jakiejś dobrej uczelni mimo iż nie zdawałam żadnych dodatkowych przedmiotów na maturze. ;p Oh, no nie wiedziałam co, nie wiedziałam na jakie studia iść i tak wyszło. No to przyszła pani magister (bo nią będę! Za 6 lat, ale będę :D) kończy te wypociny. Myślę żeby jakoś mądrze zakończyć tę notkę, ale nic mi nie przychodzi do głowy. Pozostaje mi tylko się pożegnać i do następnego "dziwnego" wpisu.


"Marzyć i myśleć, chociaż życia nie pokolorował Disney." Pezet


Dodaj komentarz



wiewiorevo .. 2014-09-29 .. 22:39
Trzeba zadać sobie bardzo ważne pytanie: co lubisz robić w życiu... i to robić! Jeżeli widzisz siebie w jakiejś tam spódnicy, szpilki i inne duperele związane z pracą w biurze, to jebać architekturę (może kiedyś zrobisz sobie z tego jakiś dodatkowy fakultet, od tak o, dla zabawy, a może nie). Ja idę na dziennikarstwo, mimo skończonej szkoły budowlanej. Może i lubię pisać, ale szkolenie jakieś mi się przyda.

KimJestem .. 2014-09-15 .. 12:30
Domyślam się nawet jaka to myśl...
(patrz: e-mail)


Open .. 2014-09-14 .. 23:00
Jakież to będą nudne studia. Powinnam Ci napisać że architektura byłaby lepsza, bo w końcu trzeba pozbyć się konkurencji, bo tak właśnie będzie wygladala relacja między nami za kilka, góra kilkanaście lat :) Dobrze że kontynuujesz to co zaczęłaś, rozwijaj się kobieto!

Prześladuje mnie strasznie głupia myśl, która mam nadzieję nie okaże się rzeczywistością.


e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]