ROZDZIAŁ III | Blog (nie)dojrzałej kobiety
ROZDZIAŁ III .. 2012-06-19 ..20:28

ROZDZIAŁ III


Piątkowy wieczór, jak na jesień całkiem ciepły i przyjazny.


- Martyna! – zawołała mama.


- Słucham Cię. – odpowiedziała przychodząc do przedpokoju.


- Jakiś kolega przyszedł do Ciebie. Twierdzi, że macie się razem pouczyć roli na przedstawienie. – oznajmiła mama.


- Jakie przedstawienie? O czym Ty mówisz? – odpowiedziała ze zdziwieniem Martyna.


- Idź do kuchni. On tam na Ciebie czeka. Ja się nie wtrącam w Wasze sprawy. – odrzekła i wyszła do łazienki.


Martyna wchodząc do kuchni nie wierzyła własnym oczom. Ujrzała przed sobą siedzącego na krześle Maćka.


- Co Ty tutaj robisz? Po co tu przyszedłeś i w dodatku okłamujesz moją mamę?! – zapytała ze złością.


- Nie krzycz, proszę Cię. – odpowiedział ze stoickim spokojem tak, jakby był pewien tego co mówi.


- To wytłumacz mi co tu się dzieje! – krzyczała dalej.


- Chciałem Cię przeprosić za wszystko co Ci zrobiłem. – wytłumaczył wręczając Martynie bukiet czerwonych róż, wśród których ukryta była koperta.


- Ty? Przeprosić? To jakiś kolejny żart? Wyjdź stąd! – wrzasnęła otwierając Maćkowi drzwi.


- Ja nie żartuję. Uwierz mi. Zrozumiałem swój błąd. Nie wiem dlaczego przez cały czas byłem dla Ciebie taki arogancki. Wiem, że jestem głupim prostakiem. Może nie zasłużyłem na przebaczenie, ale proszę Cię. Chociaż spróbuj mnie wysłuchać. – przekonywał ze skruchą roniąc w oku łzy.


- Ej, nie rozklejaj mi się tu. Okey, wybaczam Ci, ale po co te kwiaty? – odrzekła po czym zamknęła drzwi i usiadła wraz z nim przy stole.


- Kwiaty to i tak za mało, abym odkupił swoje winy. Słowo przepraszam traci swój sens. Nie wiem co mam zrobić bym poczuł ulgę. – mówił ocierając łzy.


- Skąd Ty znasz takie słowa? Nigdy nie posługiwałeś się takimi. Coś Ci się stało? Uderzyłeś się w głowę? – kpiła Martyna.


- Nie uderzyłem się. W szkole jestem zupełnie inny. Nie znasz mnie. Ja po prostu nie potrafię przy nich zachowywać się inaczej. Wiesz jacy oni są. – tłumaczył Maciek.


- Wiem jacy oni są, ale wiem i także jaki Ty jesteś i jakoś ciężko jest mi uwierzyć w Twój żal. – odpowiedziała niedowierzając.


- Pozwól mi sprawić byś uwierzyła. Nie jestem taki jak myślisz. Dzięki rozmowie z Rafałem postanowiłem się zmienić. – oznajmił.


- I jak chcesz to niby zrobić? – spytała zaczynając powoli wierzyć w wewnętrzną przeminę Maćka.


- Zacznę od Ciebie, bo Tobie wyrządziłem największą krzywdę. Nie oszukujmy się. To ja zawsze podjudzałem klasę do wybryków w Twoim kierunku. Sam nie wiem dlaczego akurat Tobie wyrządzałem taką krzywdę. Głupi jestem. – stwierdził łapiąc się za głowę.


- Wiesz, lepiej będzie, jeśli już sobie pójdziesz. Muszę sobie to wszystko przemyśleć. Przepraszam. – odrzekła wstając z krzesła.


- Dobrze, rozumiem. Dziękuję Ci za to, że mnie wysłuchałaś. Do zobaczenia w poniedziałek. – wyszedł.


Martyna nadal nie mogła uwierzyć w to całe zajście. Nigdy nie pomyślałaby, że ktokolwiek przyjdzie do niej z kwiatami i przeprosi ją za swoje złe zachowanie wobec niej, a już tym bardziej, że mógłby to być właśnie Maciek, który zawsze był dla niej najbardziej surowy ze wszystkich jej rówieśników z klasy. Przypominając sobie nagle o kwiatach, które wręczył jej Maciek wzięła wazon wlawszy do niego wodę włożyła do niego kwiaty. Postawiła je na parapet w kuchni, lecz odwróciwszy się wzięła wazon z powrotem do rąk, gdyż zauważyła ukrytą wśród nich białą kopertę. Wyjmując ją czuła jednocześnie zaciekawienie i przerażenie. Nie wiedziała co jest w środku. Otworzywszy kopertę wyjęła z niej list. Wzruszona zaczęła czytać na głos jego treść:


Droga Martyno!


Wiedziałem, że mi nie uwierzysz, że pomyślisz, że to znowu jakiś głupi żart z mojej strony. To zrozumiałe w Twojej sytuacji. Cały czas odkąd Cię poznałem dręczyłem Cię, wyzywałem i wiele innych przykrości Ci sprawiałem. Pewnie nie myślałaś, że potrafię tak pisać. Nie znasz mnie, ale poznasz. Już ja się o to postaram! Postanowiłem wyjawić Ci prawdę. Chodzi o to, że odkąd pojawiłaś się w naszej klasie to wszystkie dziewczyny zazdrościły Ci urody. Chłopacy ślinili się na Twój widok i podziwiali jaka jesteś piękna. Od początku wiedziałem, że mają rację, ale te głupie zazdrosne dziewczyny podpuściły mnie i nastawiły przeciw Tobie. Wiedziały, że mi się podobasz. Nie chciały stracić tzw. pozycji w klasie. Sama wiesz jak to jest. Każdy chce być dostrzegany. A ja jak głu…


- Mówisz sama do siebie? – krzyknęła mama zza drzwi.


- Nie, nie. Koleżanka do mnie dzwoniła. Nic ważnego. – zareagowała czując dreszcze na ciele z obawy, iż jej mama mogła usłyszeć fragment czytanego przez nią listu.


- Tylko nie rozmawiaj za długo, późno już. Idę spać. Dobranoc. – pożegnała się i poszła do swego pokoju.


- Dobranoc mamo. – odpowiedziała z ulgą wyjmując z kieszeni schowany list i czytała go dalej:


…A ja jak głupi dałem się im wyrolować. Bardzo tego żałuję. Jesteś nie tylko najpiękniejszą dziewczyną jaką znam, ale i bardzo mądrą. A dla mnie liczy się właśnie to. Do tej pory wszystkie te napalone laski widziały we mnie tylko urodę. Chciały być ze mną dla sławy. Są takie puste… A Ty? Ty Martyno jesteś cudowna. Uosabia Cię anioł, wyglądasz niczym blask słońca na niebie, z którego pochodzisz. W innym miejscu nie wyobrażam sobie Ciebie. Proszę Cię pozwól mi pokazać Ci jak mi na Tobie zależy. Od dawna pragnąłem przerwać tę całą farsę i przeprosić Ciebie. Jeśli mi nie wybaczysz, zrozumiem. Zachowałem się jak gówniarz. Spróbuj zrozumieć gówniarza i dać mu szansę. Spotkajmy się jutro o 1500 w parku przy pomniku. Będę tam na Ciebie czekał. Mam nadzieję, że przyjdziesz. Przemyśl sobie wszystko i dobrze się zastanów nad decyzją.


Maciek


Po przeczytaniu listu Martyna była wzruszona. Nigdy nikt nie napisał jej tak pięknego listu. Ciężko było jej uwierzyć w to wszystko. Wydawało jej się, że to jakiś sen, z którego za chwilę się obudzi i wróci jej codzienna, szara rzeczywistość. Poszła położyć się spać, lecz myśli, które wciąż tłamsiły się w jej głowie nie pozwalały jej na spokojny sen.


Sobotni poranek. Martyna wspólnie z rodzicami zasiada przy stole do śniadania.


- Jak tam się spało Martynka? – spytała mama.


- Nie za ciekawie mamo. Nie mogłam zasnąć. Spałam tylko kilka godzin. – zareagowała z przerażeniem, gdyż doskonale znała powód zaciekawienia mamy.


- Aaa…  To pewnie przez tego kolegę? Jest bardzo przystojny. To Twój chłopak? – odrzekła zaciekawiona kim był tajemniczy chłopak z bukietem kwiatów, gdyż zawsze był dla niej najważniejszy wygląd potencjalnego partnera dla córki, a nie jego charakter.


- Nie mamo. A poza tym nie obchodzi mnie jego uroda. Niech sobie wygląda nawet jak facet z okładki pisma dla kobiet. Dla mnie najważniejszy jest charakter i zachowanie. A w jego osobie obie te cechy są akurat paskudne. Nie bądź już taka ciekawska. Nie chce o tym rozmawiać. Smacznego. – odpowiedziała lekceważąco biorąc do ręki kanapkę.


- Nie naciskaj tak na nią Ania. Widzisz, że nie wyspała się dziewczyna. – wtrącił tata Martyny.


- Dobrze, jedzmy już. – poddała się mama.


- Zjem u siebie w pokoju. Muszę jeszcze zrobić kilka rzeczy. – zakomunikowała Martyna wstając i biorąc w rękę talerz ze śniadaniem.


- Dobrze idź. Smacznego. – odpowiedziała mama.


- Dziękuję. – odpowiedziała z wyjątkową uprzejmością, jakby miała w tym swój ukryty cel i udała się do swojego pokoju.


- Myślisz, że to jej chłopak? – ciągnęła dalej mama.


- Nie wiem Ania. Czemu jesteś taka dociekliwa? Jak będzie chciała to sama nam powie. Prawda? – odpowiedział żonie.


- Oj Mariusz, Ty to zawsze byłeś taki obojętny. Może i powie, ale wiesz, że zawsze ci jej chłopacy to byli zwykli prostacy, bez jakiejkolwiek klasy. Ona potrzebuje kogoś, kto będzie w stanie zapewnić jej byt. – oznajmiła stanowczo popijając herbatę.


- Przestań. Jest jeszcze młoda. Ma czas na miłość. Teraz najważniejsza jest dla niej nauka. Musi zdobyć jakieś wykształcenie, a ci chłopacy tylko jej w głowie zawracają. – odparł pesymistycznie spoglądając na zegarek.


- Pożyjemy, zobaczymy. Jak się zakocha to nie będzie patrzyła czy ma naukę czy nie. Taka prawda. Sami byliśmy młodzi, więc wiesz najlepiej jak to było. – wspominała uśmiechając się.


- O tak. Stare, dobre czasy. – odpowiedział z równie promieniującym uśmiechem. – A teraz wybacz kochana żono, ale muszę iść do pracy, bo się spóźnię. Do wieczora. – dodał wstawszy od stołu i poszedłszy w kierunku drzwi.


- Poczekaj! Nie wziąłeś kanapek! – krzyknęła.


- Co ja bym bez Ciebie zrobił. Dziękuję. – odpowiedział całując żonę w policzek.


- Nie ma za co. Do zobaczenia wieczorem. – odrzekła zamykając drzwi.


Pokój Martyny.


Dziewczyna nadal nie mogła przestać myśleć o Maćku. Ciągle zastanawiała się czy uwierzyć mu w jego intencje. Czy są szczere? Zastanawiała się. Czy iść do parku? Rozmyślała dalej. Pytania nakładały się jedne na drugie. Było ich tak wiele, że Martyna postanowiła poradzić się swojego przyjaciela Michała. Zawsze doradzał jej w sprawach sercowych.


- Cześć Michał. – przywitała się Martyna, pisząc do niego na „Gadu gadu”.


- O, witam Cię Martyno. Jak Twoje samopoczucie? Jakieś plany na weekend? – odparł z zaciekawieniem.


- Cóż za trafione pytania. Czy będę miała plany zależy od Ciebie. Wczoraj był u mnie mój kolega z klasy – Maciek.


- Uuu… I co chciał?


- Przyszedł do mnie z bukietem róż. Przepraszał mnie za swoje karygodne zachowanie. Mowa oczywiście o całokształcie. Nie chodziło o pojedynczy wybryk. Wyobrażasz sobie? Chłopak, który mnie nienawidzi daje mi kwiaty i mnie przeprasza. To jakiś absurd!


- Nie wiem co powiedzieć. Dziwna sytuacja. Myślisz, że to jakiś żart?


- Wydaje mi się, że nie. Miał łzy w oczach. Wręcz błagał o wybaczenie. Twierdził, że w szkole jest inny  niż zwykle.


- Wybaczyłaś mu?


- Jeszcze nie. Po wyjściu zauważyłam list w bukiecie. Przeczytałam go i byłam w szoku. Pisał w nim, że jestem piękna i inne takie. A jego zachowanie to przez to, że koleżanki z klasy go namówiły z zazdrości jaka jestem ładna.


- Widzisz! Mówiłem Ci! Miałem rację, że Ci zazdroszczą. Jesteś piękną dziewczyną. Pamiętaj o tym. Myślę, że powinnaś postarać się jakoś mu wybaczyć. Musisz być mądrzejsza od tych hipokrytek.


- Eh, dobrze. Spróbuję. Pisał także, że mu na mnie zależy. A to dopiero. Sama nie wiem czy pakować się w to wszystko.


- O której miałabyś być na tym spotkaniu?


- Pisał, że będzie na mnie czekał o 1500.


- Słuchaj, do piętnastej jeszcze daleko. Pomyśl nad tym. Ja osobiście uważam, że powinnaś wyjaśnić sobie z nim to wszystko na spokojnie. Żebyś potem nie żałowała. Każdemu należy się przecież druga szansa. Nawet takiemu aroganckiemu prostakowi jak go kiedyś nazwałaś.


- Dobrze, masz rację. Pójdę tam i porozmawiam z nim. Dziękuję Ci za pomoc. Bez Ciebie mój świat runąłby jak Mur Berliński.


- Oj Martyna. Jak zwykle przesadzasz, ale mimo wszystko dziękuję. Miło mi. Polecam się na przyszłość.


- No, ale dosyć o mnie. Opowiadaj co tam u Ciebie?


- U mnie niezbyt dobrze. Od rana źle się czuję. Przepraszam Cię. Pójdę się jeszcze położyć. Do usłyszenia.


- Zdrowiej szybko. Cześć.


Zbliża się godzina umówionego spotkania z Maćkiem. Martyna chce wyglądać jak najlepiej, więc ubiera swoją ulubioną bluzkę oraz spodnie. Martwi ją tylko co powie rodzicom. Nigdy nie spotykała się ze znajomymi ani tym bardziej nie chodziła na randki z chłopakami. Postanowiła nie mówić rodzicom prawdy, by nie wzburzać niepotrzebnej sensacji w domu.


- Mamo, wychodzę do koleżanki pouczyć się roli na przedstawienie. – oznajmiła wykorzystując wcześniejsze kłamstwo Maćka.


- Dobrze, a o której wrócisz? – zapytała mama.


- Nie wiem, ale myślę, że za jakieś dwie lub trzy godziny.


- A więc do zobaczenia.


Martyna miała wyrzuty sumienia, gdyż nigdy wcześniej nie okłamywała mamy odnośnie tego gdzie wychodzi. Lecz to w tym momencie najmniej ją martwiło, ponieważ bała się spotkania z Maćkiem. Nie wiedziała jaki będzie miało ono przebieg.


- A może jednak wrócę do domu? Może nie pójdę? – myślała dziewczyna. Kurcze iść czy nie iść? Sama już nie wiem… - rozmyślała i nawet nie zauważyła, iż dotarła już na umówione miejsce. Dopiero głos Maćka przerwał jej zamyślenie.


- Cześć. Cieszę się, że przyszłaś. Myślałem, że mnie wystawisz. – zawołał Maciek.


Dziewczyna zdezorientowana nie wiedziała czy ma podejść do niego czy uciec. Jednak jakaś siła podpowiedziała jej, by została.


- Cześć. Sama nie wierzę, że tu jestem. – odpowiedziała z przerażeniem.


- Chcesz gdzieś usiąść czy pospacerować? – spytał niepewnie Maciek.


-  Możemy się przejść. – odparła z uśmiechem.


- Uśmiechasz się. To dobry znak. – ucieszył się.


- Zawsze jestem uśmiechnięta. Nie zauważyłeś? – zażartowała.


- Obiecuję, że od tej pory będę go dostrzegał na każdym kroku. – kontynuował żart.


- Miło mi. A o czym tak właściwie chciałeś ze mną porozmawiać? – spoważniała.


- Może usiądźmy. – zaproponował.


- Dobrze. Słucham.


- Bardzo mi na Tobie zależy. Zawsze tak było. Wiem, że nie okazywałem Ci tego. Chcę to naprawić. – tłumaczył łapiąc nagle Martynę za dłoń.


- Wiesz… To za szybko na takie gesty. – zarumieniła się spoglądając tym samym na pobliskich przechodniów.


- Masz rację. Przepraszam. Nie powinienem. – zasmucił się Maciek.


- A co do Ciebie to ja potrzebuję czasu Maciek. To nie jest takie proste. Sama nie wiem czego chcę. Przychodzisz do mnie do domu, wyznajesz takie rzeczy i sprawiasz, że mój świat nagle przewraca się do góry nogami. To skomplikowane.


- Rozumiem. Doskonale rozumiem. Dam Ci tyle czasu, ile zechcesz. Tylko proszę, daj mi szansę. – wyznał patrząc dziewczynie głęboko w oczy. A to z kolei sprawiło, że poczuła się wyjątkowa i nie potrafiła mu odmówić.


- Może masz ochotę coś zjeść? – spytała z uśmiechem i optymizmem, że coś jednak może z tego wyjść.


- Oczywiście. A gdzie chciałabyś pójść?


- Znam fajną restaurację. Chodź, zaprowadzę Cię.


Na wspólnej kolacji oboje czuli się w swoim towarzystwie jak nigdy dotąd. Byli tacy zachwyceni sobą, że zapomnieli o upływającym czasie. Śmiali się, żartowali… To były ich chwile, ich czas i ich własny raj. Nikt nie mógł im tego odebrać.


Dodaj komentarz



e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]