Blog (nie)dojrzałej kobiety


Oszukańcza egzystencja .. 2019-08-23. 19:50

Napisane kursywą, zainspirowane wpisem Akante7, niebywale wrażliwej i (chyba) pokrewnej mi duszy.


Próbujesz starych metod, ale to ślepa uliczka, czas pogodzić się z ciszą, i z przegraną, a ja tego nie potrafię, więc dalej próbuję ciągnąć tę żałośnie oszukańczą egzystencję, podczas gdy moje ciało buntuje się przeciwko mnie.


Niesamowite jak bardzo to wszystko rozumiem. Ukryte prawdy napisane między wierszami. Niebywałe, bo właśnie tych słów niejednokrotnie szukałam. Parabola co minutę obniża się, by za dwie sekundy wbić się do góry. Nagle coś zatrzymuje moje serce, wstrzymuje mój organizm, wysysa z niego życia, a ja pocieszając się jak tylko mogę, gadam jakieś przemowy o tym, że nie ma czym się przejmować, po czym wstaję z letargu i wiodę dalej szokująco oszukańczą egzystencję. Masz rację, zawsze wracam do starych metod. Cofam się i rozkminiam każdą złą sekundę życia i zastanawiam się, co mogę w niej naprawić. Zwykle nie da się już nic zrobić, trzeba nauczyć się żyć z konsekwencjami własnych wyborów. Każde głupie nieporozumienie, które wywołało tragiczny w skutkach huragan, puścić w niepamięć i tkwić w przekonaniu, że tak właśnie musiało być, że być może dzięki temu huraganowi wyjdzie słońce i stanie coś dobrego. Myśleć, że każdy zły dzień może prowadzić do kilu dobrych dni. Chcesz wrzucić wsteczny i wyjechać ze ślepej uliczki, ale nie możesz znaleźć nowej metody działania, wszak wiesz już, że stare nie przynoszą korzyści. I stoisz jak ciemniak z założonymi rękami, a paliwo z samochodu ucieka.


Dziękuję za te słowa. Jeśli tylko masz ochotę mnie zamordować za przytoczenie Twego wpisu, to po prostu to zrób. Gdzieś kiedyś miałam podanego maila, ale mam pamięć tylko do pierdół. anonimowajestem@wp.pl <- wyślij maila z pogruszkami, a ja usunę cytat. Że też te świry nadal nie odblokowali możliwości komentowania wpisów. Grrrr!!


Niech teraz moje serce zatonie we krwi, niech znowu zacznie bić, a dzikie fale rzeczne odnajdą dom.




Cycki górą! .. 2019-08-13. 11:13

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień, pewnie byłabym supermanem...


A ja cieszyłabym się, że nie mam okresu. Później dokuczyłabym każdej wrednej francy, która zalazła mi w przeszłości za skórę. Posiadłabym tę moc męskiej wulgarności, bo nic nie boli kobietę tak, jak obelga od mężczyzny, jak brak zainteresowania. Nie powiecie mi, że nigdy przez wasze żyły nie przelazła żądza słodkiej zemsty. Tym bardziej odprawiona bezkarnie, pod maską męskiej dumy. Nie powiecie mi, że nigdy nie sprawiło wam to żadnej satysfakcji, tego smaczka i szyderczego uśmiechu na twarzy.


Lecz gdybym mogła wybrać sobie płeć w dowolnym momencie życia, czy to przy jego początku, czy teraz, czy dziesięć lat temu, oczywiście z dumą wybrałabym kobietę. Bywają momenty, kiedy wolałabym być mężczyzną z krwi i kości, mieć na wszystko wylane, ale gdzieś tam mimo wszystko przychodzi chwila, w której mi to mija. Wszak niejedna kobieta jest silniejsza od setki facetów razem wziętych. To my co miesiąc przeżywamy gehennę, to my rodzimy wam dzieci, którymi potem chwalicie się kumplom przy piwku, to my zapewniamy waszą męskość, to my dajemy wam tę rozkosz patrzenia na nasze cudowne wdzięki. Żaden facet by nie podołał tej roli. Żaden! Brzmi to może jak feministyczny bełkot, ale nie ja jedna przecież twierdzę, że kobieta twarda nie jest "kobietą z jajami", lecz "kobietą z cyckami". (Wybacz Frau, nie pozwij mnie za prawa autorskie!) Dlaczego mamy się porównywać do męskich przymiotów skoro mamy swoje własne?


No i skończyło się stukanie w klawiaturę.




Wybieram srebro .. 2019-08-11. 14:49

Dlaczego sami sobie to robimy? Zbyt szybko i za mocno przywiązujemy się do ludzi. To same zmartwienia. Zawsze się martwię, wszystkim i wszędzie. Zawsze byłam inna niż wszyscy i myślałam, że to zaleta. Przejmuję się rzeczami, które dla reszty są zwyczajnymi błahostkami. I co? Mam sobie wyciąć oczy albo uszy? Albo jestem dla kogoś ważna i mnie szanują albo nie i mnie ignorują. To takie proste, prawda?


Mój mózg to tabelka, w której wszystko musi być dokładnie uporządkowane. Idealne obrazy i opisy wszystkiego, co powinno być w życiu człowieka. Jest tam nawet miejsce na złe doświadczenia, gorzkie łzy. Taka mała kolumienka, na szarym końcu, ale jednak. I wcale nie ma w mojej tabelce żadnego nagłówka pod tytułem: "utopia".  Zawsze liczę się z niepowodzeniami, ale nigdy z pustką. Jak sobie coś wyobrażam, to można to podzielić na dwie odnogi, zrobić taki wykres. Na górze, ma środku byłaby nazwa sytuacji i od niej dwie kreski, w lewo i w prawo. Jedna to ta dobra opcja, druga zła. Z tą złą, to akurat różnie bywa, gdyż zazwyczaj nie doceniam ludzi i robią coś gorzej niż zakładam w moim wykresie. Przykład? Rozmowa pisana... Nagłe milczenie w środku zdania - ignorancja; zaznaczenie, że muszę zakończyć rozmowę, gdyż mam jakiś powód - szacunek. U mnie w tabelce milczenie, to takie ciche i brutalne "spierdalaj". Moje kolumienki są bezlitosne, a kiedy cokolwiek wyjdzie poza jej ramy, wpadam w konsternację. Mam swoje wyobrażenie świata, odpowiedź na wszystko. Jest tak, albo tak. Zamknęłam się w swojej tabelce, nie chcę z niej wychodzić. Choć często słyszę/czytam, że przesadzam, że biorę życie zbyt poważnie, nie umiem zmodyfikować moich kolumienek. Zawsze myślałam, że skoro ludzie są różni, każdy inny na swój oryginalny sposób, to po prostu będziemy siebie wszyscy wzajemnie akceptować takich, jakimi jesteśmy. Bez żadnych poprawek, bez retuszu. Żebyśmy wszyscy byli sobą, nie udawali po to, by wpisać się w czyjeś upodobania. To również jedna z moich kolumienek w tabelce. Moja tabelka, moje wiersze, mogę sobie w niej zapisać co chcę i kiedy chcę. Każdą sytuację da się przypisać do odpowiedniego miejsca w tabeli. Wówczas tworzy się taki piękny obrazek każdego, kto stanie mi na drodze. I albo będzie zaakceptowany, albo wypad z tabeli.


Póki co, możemy się spotkać jedynie we śnie. Zamykam oczy i otwieram umysł na bezkresny film.




(nie)normalny człowiek .. 2019-08-10. 17:10

Stałam na kawałku skały wtulona w Jego ramiona, lawa ogarniała całą ziemię. Wkrótce miała też dotrzeć do Nas. Ostatnim tchem wyznałam to, co najpiękniejszego można przed śmiercią. Wulkan jednak był tak łaskawy, że zdołaliśmy wyjść z tego cało.


- Ale to coś oznacza.


- Tak, to na pewno coś oznacza... Że mam nasrane w głowie. - wybuchłam śmiechem tuż po tym jak opowiedziałam swój sen, który oczywiście miał miejsce w Polsce, nie w żadnej dziczy.


Od dawna oczywiście zdaję sobie sprawę, że do normalnych nie należę. W końcu udowadniam to w każdym kolejnym wpisie. Normalność nie jest mi pisana i nigdy nie była. Norma, to odległe dla mnie słowo, jakiś wytwór, którego nie mogę dosięgnąć. Może to kwestia za krótkich rąk? Miałam ten zaszczyt  cofnąć się do wpisu sprzed pięciu lat. I nikogo oczywiście nie zdziwi, że go sprostuję co nieco. Mianowicie chodzi o ten, w którym tak zaciekle opisywałam swoją niechęć do kościoła i celowo używałam słowa Bóg z małej litery. Około trzech czwartych tekstu pozostawiłabym w nienaruszonym stanie, poprawiłabym zaś kwestię wiary w Boga. Cóż, jak każdy (nie)normalny człowiek miewam zawirowania i zmiany poglądów. Owszem wierzę w Niego, ale nie w księdza. I modle się wyłącznie w zaciszu swego domu, nie odczuwam potrzeby pójścia na Mszę i  wysłuchiwania kolejnych "mądrości życiowych" mojego proboszcza. Doprawdy mocno irytujący człowiek.


Skoro już jesteśmy przy wierze, zastanawia mnie fenomen przyjaźni damsko-męskich. Znowu jedna z bliskich mi osób stwierdziła, że coś takiego nie istnieje, że w to nie wierzy, bo to zawsze rodzi miłość. Czy to z jednej strony, czy z obu. Czy ja wiem? Oczywiście nie mogę tego racjonalnie stwierdzić, bo wszak doszłam do wniosku, że nigdy nie miałam przyjaciela, choć tak mi się wydawało. Czy jeśli hipotetycznie były to przyjaźnie, to rozpadły się dlatego, że delikwenci się we mnie zakochali? Bynajmniej nic mi o tym nie wiadomo. Albo to po prostu nie była przyjaźń, bo w teorii mojej M., zaszłoby coś więcej, a nie zaszło. Na zawsze pozostanie to już tajemnicą. A czy ja wierzę w taką przyjaźń? Najpierw muszę jej doświadczyć, wtedy się ustosunkuję. Póki co, chyba wierzę. Nie każdy musi być taki sam. To, że gdzieś jakaś fama poszła, bo może rzeczywiście wiele przyjaźni tak właśnie się kończy, nie oznacza, że każda. Może właśnie ja będę tą jedną na milion przyjaciółką faceta, który się we mnie nie zakocha, ani ja w nim.


Szukam Cię, mój jeden na milion, złammy ten mit!




Jeden raz .. 2019-08-04. 18:13

Zamknęłam się w łazience. Nie potrafię wytrzymać już tego napięcia, które rozsadza moje wnętrze. Uwolniłam głęboko skrywane łzy. W ustach były gorzkie, czuć było wielki smutek i żal w smaku tych łez.


Jestem głupią, naiwną romantyczką, która zawsze ślepo wierzy w szczęśliwe zakończenie. Zawsze to powtarzam, że nie umiem uczyć się na błędach. Nawet jeśli długo już trwam w jakimś postanowieniu i czuję, że to była genialna decyzja, która dobrze wpływa na moje życie, i tak w końcu nadarzy się okazja żebym sama sobie dokopała. Jestem w tym mistrzynią. Odcięłam się od fałszywych przyjaciół, od ludzi, którym w ogóle na mnie nie zależało, od ludzi, którzy okazali zainteresowanie tylko dla tego, że dałam ku temu pretekst. Czułam się taka wolna i szczęśliwa, było naprawdę cudownie. Tymczasem znowu moje serce zostało przebite nożem! Nienawidzę tego uczucia, nienawidzę go od lat. Nie ma nic gorszego od bycia wystawionym do wiatru, od bycia olanym, zapomnianym. Nawet nie wykazałam inicjatywy, zero narzucania się. Przecież z tym skończyłam! Zaproszenie wynikło z drugiej strony. Pierwszą odpowiedzią, jaka mi się nasuwała, to oczywiście odmowa, ale gdzieś w środku coś mi pozwoliło, aby zmienić zdanie. Żałuję i to bardzo. Ten ból tak okrutnie mnie przeszywa.


Choć jeden raz chciałabym się czymś nie przejmować. Jeden raz...




Grawer na genach .. 2019-07-26. 12:35

Odkrywam w sobie kolejne cechy potwierdzające moją inność i dziwność. Nigdy nie byłam jak wszyscy, zawsze musiałam być literą prawa, uczciwą, wzorową Kejt bez krzty zła. Zadałam sobie pytanie. Pytanie, które nie ma dla mnie jednoznacznej odpowiedzi. Czy to normalne, że przeszkadzają mi opierdalacze w pracy? Że gotuję się od środka widząc jak ktoś stoi i pierdzieli trzy po trzy zamiast wziąć się za robotę? Albo, co najbardziej teraz powszechne, używa telefonu komórkowego - mówiąc bardzo ogólnie.


Zawsze miałam poważny stosunek do wszystkich zadań i starałam się każde wykonać na 101% - jak najlepiej i jak najszybciej. Ambicja nie pozwalała mi zawalać niczego. Począwszy od zwykłych zadań domowych w szkole, próśb od potrzebujących mojej pomocy, poprzez codzienne sprzątanie, kończywszy na pracy zawodowej. Uważam, że tak po prostu trzeba. Mój głupi mózg nie pozwala mi się opierniczać, zbijać bąki, ściemniać i  chodzić na papieroska co godzinę. NIE! - krzyczy codziennie. Mówi też, że to nieetyczne. Dlaczego nie mogę być normalna i mieć motta jak wszyscy "robić tak, by się nie narobić, ale zarobić"? Przeraża mnie czasami moja uczciwość. Nie ma u mnie sekundy zmarnowanej. Zaczynając jedną rzecz, już planuję co będę robiła, gdy ją skończę. Szacuję potrzebny czas i ilość, jaką uda mi się wykonać. Jedyne, co mi się w tym podoba, to zdziwienie przełożonej pytając o wykonaną pracę i słysząc, że już dawno o tym zapomniałam i robię coś innego. - "już to zrobiłaś? Tak szybko?" Mina jej przy tym jest bezcenna.


W moich genach jest zapisana nienawiść do opierdalaczy. Jest tak mocno wygrawerowana, że nawet rozpuszczalnik by tego nie wyżarł. To gatunek najbardziej irytujących ludzi, który ma również skłonności do niechlujstwa i robienia na tzw. "pałę". A tego nienawidzę jeszcze bardziej od opierdalania. Takich to tylko wziąć i ... (No! Nie bluźnij, Kejt!) Chodzisz, jęczysz: "znowu to zrobione tak, a nie tak!". Stroisz fochy, wkurzasz się, a te wszystkie małe żuczki już sobie szepczą "Ta to ma nasrane"; "Wiecznie coś jej nie pasuje"; "Ja tego nie zrobiłam, to tamta zmiana". No i cóż ten mój móżdżek może poradzić na to, że nie umie zdzierżyć partaniny? Od zawsze myślałam, że wszyscy mają taki stosunek do pracy jak ja. Że tak po prostu jest i już. Tak samo jak trawa jest zielona, a koło okrągłe, tak w pracy każdy się stara i nikt nie pomyśli nawet o opieprzaniu. A tu taki rozstrzał, szok i konsternacja. Czasami myślę, że to dobrze, że jestem dokładna, że mi zależy na jakości, że nie marnuje czasu... Ale czasem też mi to przeszkadza. Chciałabym choć jeden dzień mieć tak po prostu na wszystko wyjebane.


Może to kolejne z moich wynaturzeń? Może to kolejny argument potwierdzający moją aspołeczność i niereformowalność?




Ten wpis jednak powstał .. 2019-07-21. 16:21

Zastanawialiście się kiedyś, czy decyzja, którą podjęliście jest słuszna? - Oczywiście, że tak. Być może wystarczyła jedna, która całkowicie odmieniła Wasze całe życie. Bo może akurat zapomnieliście parasola z domu i dzięki temu uniknęliście wypadku w miejscu, w którym mieliście być 30 sekund temu, a nie byliście tylko dlatego, że akurat padał deszcz i cofnęliście się po zbawienny parasol.


Moim przeznaczeniem jest samotność. Od zawsze to wiedziałam. Od najmłodszych lat dostawałam znaki, że żadna bliższa znajomość nie jest mi pisana. Jakby ktoś miał jakiś czujnik uczuć Kejt. Kiedy nagle na mojej twarzy zawita uśmiech, pojawia się krzykliwy komunikat: Kejt jest szczęśliwa! Dokopać jej! Nigdy nie miałam poznać męża. Wiem o tym doskonale. Oszukałam moje cholerne przeznaczenie nawet nie mając świadomości z jakimi siłami zadzieram. Minęło wiele miesięcy zanim doszedł do mojej głowy ten fakt. Jak to się stało?


Zaczęłam pracę w pewnej firmie, gdzie przyznam szczerze na początku mi się podobało. Pierwsza praca, pierwsze wrażenie, pierwsze zarobki. Pracowałam tam bagatela dwa miesiące. Okazała się po prostu zbyt nudna, wręcz usypiająca. Ponadto atmosfera zrobiła się zbyt gorąca żeby móc tam zostać. Decyzja była natychmiastowa. Było głośno o moim zwolnieniu, ale nie żałowałam, ani nie żałuję. Nadszedł czas na poszukiwania nowej pracy, ale nie trwało to długo. Już pierwszego dnia poszukiwań była odpowiedź na moje CV. Załatwiłam wszystkie niezbędne formalności i już. Kraina mlekiem i miodem płynąca, jaką miałam tam zastać chyba mnie przerosła. Bo okazała się być krainą hałasu i siedzenia 12h na tyłku dzień i noc. Doszło już nawet do tego, że musieli mnie wynosić na rękach z hali, bo już po prostu fizycznie nie dawałam rady. Dostałam olbrzymiej gorączki. Siedziałam na tym zapiździałym krześle wkręcając kolejne śrubki jak za karę. Z oczu płynęły mi coraz to większe grochy łez. Niestety nikt nie zwrócił uwagi na maleństwo, które dopiero uczy się nowego fachu. Maleństwo samo musiało ruszyć dupsko z zapiździałego krzesła i iść zgłosić niedyspozycję. Nagle wszystkim otworzyły się cholerne ślepia i zaczęli się mną opiekować jak maleńkim bobaskiem. Trafiłam prosto domu wraz ze zwolnieniem lekarskim. Kiedy wróciłam zdrowa jak rybka, pełna sił i energii, dowiedziałam się o zmianach. Przeniesiono mnie na inny dział. Chwalebną okazała się decyzja szefowej, wszak zrobiła to dla mego dobra. Byłam jej ogromnie wdzięczna, niewiele ją poznałam, ale równa z niej babka! Na nowym dziale, znowu świeżynka, znowu musiałam się wszystkiego uczyć. Ale nic, Kejt w pancerzu zacisnęła zęby i grzecznie wszystkiego się po kolei uczyła. Świeżynka radziła sobie świetnie! Odnalazła się w tym genialne. Kwestią przyzwyczajenia było stanie przez 8h, ale lepszy taki żywot niż ciche łkanie na wspomnianym krześle. Co to, to nie! Niezawodna i wszechstronna świeżynka nauczyła się pracy na każdym stanowisku, była jak człowiek orkiestra! Jakby to było jej miejsce na Ziemi, a i płaca, jak na tamte lata, nie najgorsza. [...] Nadeszły święta, zima, śnieg... Moim oczom ukazał się całkiem przypadkiem artykuł o masowych zwolnieniach w jednej firmie. Tak, to była firma, w której pracowałam. Opinie głosiły, że takie praktyki, to w tej firmie to chleb powszedni. Pozostało mi tylko czekać na telefon. Gdzieś w środku była ta maleńka iskierka nadziei, że to nie będę ja, ale mimo wszystko nie chciałam się oszukiwać. Dlaczego mieliby zwolnić ludzi z dużym stażem? Oczywiste, że dotyczy to świeżynek, czyli i mnie. Tak, jak się spodziewałam, dostałam telefon w prezencie od Mikołaja na święta. Znowu czekały mnie żmudne poszukiwania. Dostałam cynk, że w firmie, w której wcześniej pracowałam, prowadzą rekrutację na nowo utworzony dział. Super - pomyślałam - czemu nie? Oddałam ponownie CV, ale pani, która mnie przyjmowała oznajmiła już na starcie, że nie przyjmują pracowników, którzy już kiedyś tam pracowali, chcą kogoś nowego. No trudno - pomyślałam - nie tu, to gdzie indziej. Pewna osoba dowiedziawszy się, że chciałabym wrócić do firmy, wykonała jeden telefon i już. Dostałam tę pracę. Cały ten bełkot przy składaniu CV to zwykła ściema! Ktoś mi po prostu nasrał w papierach i tyle. Ale nie ze mną te numery! Pracuję tam do dziś. Ale nie tak szybko. Dzięki wstawiennictwu wspomnianej osoby, jestem tu gdzie jestem i mam obrączkę na palcu. Nigdy nie miałam tam wrócić, nigdy nie miałam poznać męża w pracy, coś tam na górze blokowało mi to. Tak miało być i tyle. Oszukałam przeznaczenie, ja to wiem. Przecież bym sobie znalazła inną pracę, moje życie byłoby zupełnie inne, poszłoby zupełnie innym torem. Jestem przekonana, że byłabym teraz samotna i nieszczęśliwa, albo jak zwykle zakochana w niewłaściwej osobie. Ten wpis nigdy by nie powstał, rozumiecie? Jedna rzecz wydarzyła się w moim życiu, która odmieniła je o 180 stopni. To jet ten moment, kiedy sięgam po chusteczkę i ocieram łzy. Śmiejecie z komedii romantycznych, ale czasami mają coś z realnego świata. Dzisiaj na przykład oglądałam jedną z nich. Tak, ja oglądałam komedię romantyczną! Samą siebie czasem zaskakuję. Podobała mi się, była mega życiowa, wiele wspólnych faktów, utożsamiłam się co nieco. To ona zainspirowała mnie do powyższych przemyśleń.


Mam nadzieję, że jeszcze nieraz wydarzy się coś, co sprawi, że reszta chwil będzie jeszcze piękniejsza niż bez tego wydarzenia. Uwielbiam ten moment kiedy uświadamiam sobie, że x czasu temu to się właśnie stało. Zupełnie jak przy oświadczynach. Tak, to był ten jeden telefon, jedna rozmowa, która trwała zapewne minutę, może dwie. Dziękuję za tę rozmowę.


Może kiedyś coś sprawi, że w końcu będę miała przyjaciółkę, która wysłucha mnie nawet o trzeciej w nocy, bo właśnie jest mi smutno z powodu jakiejś  pierdoły. Bo to chyba jest przyjaźń? Zawsze tak myślałam. W tę damsko-męską już powoli przestaję wierzyć. Zawsze coś się musi spieprzyć. Kobiety chyba nie mogą być aż tak skomplikowane, co?


Cuda się czasem zdarzają. Czasem nie trzeba nawet nic robić.




Na drugi rzut oka .. 2019-07-19. 21:26

Ludzie. Skomplikowani i wciąż zarobaczeni na mózgu.


Enty raz w swoim krótkim życiu spotkałam się z oceną na tak zwany pierwszy rzut oka. I wreszcie nastała ta wiekopomna chwila, aby skrobnąć coś na ten temat. Krzywdzące jest skreślanie kogoś na starcie, tak po prostu ma się taki kaprys i już. Nie zależy już takiej osóbce na tym, by przekonać się, czy faktycznie ma rację w swej jakże zacnej opinii, czy też miło się zaskoczy i zmieni zdanie. NIE! Lepiej to po prostu odstawić i żyć sobie dalej bez świadomości, że gdzieś jakieś serduszko płacze ze zgryzoty, bo zostało niesłusznie zamknięte w jakieś szare ramy owinięte kolcami nienawiści.


Czy jestem jedynym człowiekiem na świecie, który nie ocenia na podstawie plotek, opinii innych i nie na pierwszy rzut oka? Naprawdę? Nie znajdzie się żadna duszyczka choć troszkę skruszona i niepopadająca w paranoję stereotypów? Nasuwa mi się jeden przykład, który zresztą natchnął mnie do napisania tych wypocin, jak by powiedział ten z pierwszego rzutu oka. Pewną osobę, nazwijmy ją X, oceniano bardzo brutalnie i z góry. Owe oszczerstwa docierały również do moich wrażliwych uszu. Na początku zostawiałam to bez komentarza, ani nie potwierdzałam, ani nie zaprzeczałam. Aż w końcu przyszedł mi zaszczyt poznać X bliżej. Mieliśmy niemały spacer do mojego domu, więc i okazja do dialogu się trafiła. Wstrząsnęło mną to, jak bardzo obraz tegoż człowieka różnił się od tego, który wcześniej mi przedstawiano. Mój mózg w jednej chwili eksplodował, doznał jakiejś potwornej konsternacji. Nawet nie mam ochoty przytaczać tych wszystkich epitetów, jakich przyszło mi słuchać, ale były one zupełnym przeciwieństwem tego, co ja myślałam. Jak to jest możliwe? Taki rozrzut! - nie do opisania ani pomyślenia. Ciekawość jak bardzo może mnie jeszcze zaskoczyć osobowość X, skłoniła do coraz częstszych konwersacji. Wcale się nie pomyliłam, w ani jednej tezie. To jest po prostu sympatyczny, inteligentny człowiek. I tak też myślałam o towarzyszce życia X, nazwijmy ją Y. Jednak inteligencja Y chyba ją przerosła, a pochopna ocena jej X przez szerokie grono osób, nawet nie pomogła w tym, aby nie oceniać z góry i mnie. Jak to ujęła Y: Ja mam natomiast tak, że zdarza się, że po prostu kogoś nie lubię ze startu. Taka właściwość. Nie mogę tego zmienić i wybacz jeśli Cię to uraziło. - tekst oryginalny, poprawiłam tylko ortografię i interpunkcję. Musiałam! A wracając do słów Y, jasne, że uraziło! Zakuło w serduszku, normalne, że to boli. Tym bardziej, że spędziła ze mną dwie godziny milcząc jak grób, przewracając oczami ze ściany na ścianę. Ledwie zamieniła dwa zdania tylko dlatego, że na niej to wymusiłam pytaniami. Wszak nie każdy jest na tyle śmiały, by od raz żywo włączyć się do rozmowy z nowo poznaną osóbką, ale ja nigdy złego słowa nie wypowiedziałam z ust moich na Y, czego nie można powiedzieć o niej w stosunku do mnie. I to za nic! Za twarzowe - jak mawia młodzież. Po co Kejt o tym pisze? Ano po to, żeby Was uświadomić, ludziki! Ta sytuacja była nawet podobna do sytuacji, w której mówimy "Nie czyń drugiemu co Tobie niemiłe". W tym wypadku to niemiłe działo się jej drugiej połówce, ale czy to nie podobne do tego gdyby działo się to nam samym? Wszak boli nas chyba krzywda ukochanej osoby? Chyba, że ma się serce z kamienia, no to wtedy nauka zawsze pójdzie w las.


Otwórz oczy, bo przegapisz życie.




Powrót zrzędy .. 2019-07-14. 09:45

Kiedy prawie przez przypadek odpisałeś na wiadomość od razu, zamiast odczekać odpowiednią ilość czasu: (i tu zdjęcie gościa łapiącego się za głowę z szyderczym uśmieszkiem). - serio? W XXI wieku musimy na siłę udawać, że niby nam nie zależy? Po co sami stwarzamy sobie jakieś śmieszne pozory? Czyżbym była już za stara, by to zrozumieć? A może zbyt sztywna, by się z tego śmiać?


Memy. Czasem śmieszne, czasem nawet krzywdzące. Obrazki, obrazeczki z tekstami identyfikującymi jakieś grupy społeczne czy też pojedyncze jednostki. To niby tylko żarty, ale kiedy widzisz, że któryś dotyczy Ciebie i ktoś z boku śmieje się z tego, to obrócić to w żart, czy pogrążyć się w smutku? Są ludzie tacy jak ja, którzy nie umieją przejść obojętnie wobec niektórych faktów. Rozkminiają, analizują i się zastanawiają - jak typowi romantycy. Wszak nie wszyscy jesteśmy tacy sami, nie wszyscy mamy takie same poczucie humoru, nie wszyscy nabieramy odpowiedniego dystansu do pewnych rzeczy. Pisałam wczoraj o luzie, ale bez przesady. Całkowicie nie zrezygnuję z mojego popieprzonego charakteru.


Nie lubiłam memów, nie lubię i nie polubię. Pozostanę sobie tym szarym sztywniakiem stukającym w klawiaturę, wypisując kolejne słowa na swojego (nie)zwyczajnego bloga.




Zdrowy egozim .. 2019-07-13. 17:36

Zacznę jak dzieciak, ale miło jest znowu podziwiać moje dzieło graficzne. Pękam z dumy i cieszę się, że znowu mogę edytować ile wlezie.


Chyba nie jest tak, jak myślałam. Życie nie jest ani czarne, ani białe. Wystarczy tylko, że wyłączę panikę z mego nieogarniętego mózgu i wszystko wróci do normy. Może po prostu za bardzo się staram, bo się boję, że coś spartaczę? I to jest właśnie mój gwóźdź do trumny. Luz Kejt, albo wszyscy zginiemy! - powiedziałaby Frau. Ta wspaniała kobieta zawsze potrafi ustawić mnie do pionu i przywrócić naturalny spokój. Co ma być to będzie, zostawię to losowi. Miłe było to, że choć raz ktoś zatroszczył mnie, że to nie ja musiałam odezwać się jako pierwsza i prosić o czas dla siebie. Pewnie nigdy bym tego nie zrobiła ze wstydu i po prostu bym Cię straciła. O ile w ogóle Cię kiedyś miałam - jakkolwiek to brzmi. Że też przyjaźń, kolegowanie, kumplowanie - jak zwał, tak zwał - musi być tak skomplikowane. Czy musimy każdą relację tak dokładnie nazwać? Niech ten kontakt po prostu jest, nieważne czy często, czy rzadko, czy zbyt intymnie, niech po prostu jest. Dlaczego mamy sobie stawiać jakieś warunki, granice? Zażyłość przychodzi sama, jeśli dwie dusze są sobie pokrewne. Czy musi to od razu oznaczać zagrożenie, jakiś romans? A może powód do strachu? Nie wkładajmy wszystkich do jednego wora. Póki co, pozwolę Tobie, abyś odtąd pisał jako pierwszy. Czuję jakbym się narzucała, czuję wkurzone spojrzenie Twojej kobiety, ten pretensjonalny głos, wasz spór, ja to naprawdę słyszę. Być powodem Waszej kłótni, to najgorsza kara dla mnie. Muszę nauczyć się zagłuszyć te krzyki, zasłonić oczy i nie patrzeć na wzrok Twej damy. Nauczyć się żyć i nie martwić o każdy wykonany ruch.


Bycie altruistką jest naprawdę trudne!




e-szablony
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]