kimjestem | e-blogi.pl
Blog kimjestem
Odrobaczony mózg 2018-10-31 10:00

Nigdy nie myślałam, że dojdzie do takiego momentu w moim życiu, że będę rozważała odejście z e-blogów. Bloga oczywiście nie skasuję, zbyt wielki sentyment mam do niego, ale chyba przeniosę się stąd w cholerę. Nudzi mnie już niemiłosiernie brak zainteresowania administratorów. Szkoda, bo naprawdę jest tu wielu wartościowych ludzi, ba wielu już odeszło. Co to za pisanie bez możliwości przeczytania Waszych opinii? Tęsknię za tym. Nie wiem, czy uda mi się znaleźć jakąś fajną platformę, gdzie będę mogła zrobić swoją własną grafikę tak, jak tutaj. Wiecie, że to moja obsesja, musi być ładnie, po mojemu. Niczym piorun, pędzikiem zabieram się za poszukiwania! Dam znać gdzie zaszczycą moją obecność w swych skromnych progach. ;)


Tymczasem zarobaczony mózg zrozumiał, że czas wyemigrować z niego robaki. Kiedy już odpuściłam, było mi wszystko jedno, bo wiedziałam, że i tak nic nie mogę, że użyłam wszelkich starań, aby dokonać cudu i były one bez bezowocne, nagle okazało się, że gdzieś zrobił się prześwit. W jednym z zakątków mózgu, robak wylazł ze swej dziury i dał miejsce zdrowemu rozsądkowi. Ten zaś skorzystał z okazji jak najmocniej tylko mógł, doprowadził do myślenia, do rozruszania szarych komórek, które już porastały pleśnią. Udało mu się, zadziałało idealnie. Bardzo się cieszę, że się nie poddałam szybciej, a dopiero wtedy kiedy skończyły mi się argumenty. Uparta oślica, wredna zołza Kejt wierciła tego robaka aż wylazł. Duma rozpiera mnie na całym ciele. Krąży w mojej krwi jakby była częścią jej. Doprawdy cudowne jak bardzo można cieszyć się z sukcesu, na który tak wytrwale i ciężko się pracowało. Zależało mi na tym jak na niczym innym.


Przegrałaś ogrzyco.


Bajka bez bajki 2018-10-28 16:02

Nie ma czegoś takiego jak mniejsze zło. Zło, to zło.


Czasami ludzie, zwani może tylko z tytułu homo sapiens, podchodzą do pewnych spraw zbyt egoistycznie. "Wybiorę mniejsze zło, bo tak będzie lepiej." Dla kogo? - Włączajmy do swojego życia choć kropelkę altruizmu, proszę!


Czym kieruje się kobieta mająca wieloletniego przyjaciela ukrywając nastoletnią córkę, uwodząc innego mężczyznę, a za chwilę wstępując w związek z wspomnianym przyjacielem? - Egoizmem. Kobiety! Nie idealizujcie się, nie mówcie, nie piszcie tego, co mężczyzna chce usłyszeć, przeczytać. Nie róbcie samotnemu człowiekowi wody z mózgu, nie róbcie nadziei mężczyźnie, który przestał wierzyć w miłość. Jest mi cholernie przykro, że takie rzeczy dzieją się wokół nas. I taka jeszcze szlocha do uwodzonego przez siebie mężczyzny jak bardzo jest jej źle w owym związku, że bardzo chciałaby spróbować właśnie z nim, nie z przyjacielem, który już stał się jej narzeczonym!! Dlaczego?! Kobiety, moje drogie panie! Co Wy robicie z naszą populacją?! Jak śmiecie skazywać naszą piękną płeć na taką skazę? - Zawsze mówię, że jak ktoś ma niskie poczucie własnej wartości, to niech się forsą obłoży. Biedni ci mężczyźni. Żadnymi sposobami, żadnym, nawet najlepszym argumentem nie wybijesz mu ze łba tej ogrzycy kreującej się na monarchinię. I nawet, kiedy już jesteś u szczytu swej cudownej przemowy umoralniającej, już prawie stawiasz kropkę na końcu swego jakże mądrego zdania, już jesteś pewna, że to właśnie te słowa! Że tych właśnie brakowało Ci, aby dotrzeć do tego zarojonego robakami mózgu i wybić ze łba ogrzycę, to jednak wszystko pryska w ułamek ułamka sekundy i on mówi, że jemu to nie przeszkadza. Czujesz się wtedy taka malutka, z tej wielkiej wzniosłej bohaterki, którą przez chwilę się poczułaś, zrobiła się nazajutrz smutna, zawiedziona miniaturka w ciele człowieka.


Bezradność. To największa bolączka XXI wieku.


Bez krzty normalności 2018-10-23 19:51

Wierzysz w magię?


Tak, w magię dat. Coś nieustannie daje mi do zrozumienia, że ważne dla mnie rzeczy dzieją się tylko w niezwykłe dni. "Szef" chyba bardzo mnie kocha, że wybrał właśnie mnie. Szesnasty października, osiemnasty maja, trzynasty maja, dwudziesty siódmy kwietnia, drugi kwietnia... Za dużo tego, nie wierzę w przypadki. Zaraz mi ktoś powie, że jestem dzieckiem szatana i że wierzę w jakieś taroty i zabobony. Nie, ja jestem dumna, że mogę doświadczać czegoś tak niespotykanego. Czekam na kolejny cud.


Tymczasem moje uszy przenikają przez odmęty smutku, a usta pobierają coraz to większe łyki mojej ulubionej czarnej. Zaniedbałam to miejsce aż na tyle, że nawet nie zauważyłam kiedy zniknęły stąd tak bliskie memu sercu blogi. E-blogi schodzą na psy. Chyba już to kiedyś mówiłam? Jak można aż tak bardzo mieć w tyłku fakt, że od kilku miesięcy (jak się dowiedziałam od jakże nieocenionego Elvenoora) nie działa system tokenów, przez co nie da się komentować już żadnych wpisów. Oni są już gorsi ode mnie! Gdyby nie ogromny sentyment, już dawno bym to rzuciła w kosmos. Zbyt dużo pracy włożyłam w stworzenie tego miejsca, w grafikę, we wpisy..


Mój mózg znowu ma zagadkę. Może ja naprawdę jestem psycholką i tak świetnie się maskuję? Ostatnio znowu usłyszałam, że jestem Borderline. Szlag! Już to wałkowałam, miałam taką rozkminę, że nawet sama tego nie ogarniam. Serio, aż tak to widać? Zdaję sobie sprawę, że zdrowa na zmysłach, to ja na pewno nie jestem, ale diagnoza? I scare!! Niestabilność emocjonalna, strach przed utratą, przywiązywanie się do osób i rzeczy... Nie zbyt wiele tego? O, my God!


Jak tak, to wszyscy jesteśmy pierdolnięci!


Ty miękka wariatko... 2018-10-21 14:34

Zapowiedź kryzysu była nieodzowna, wiedziałam już wczoraj, że nie dam rady. Broniłam się, naprawdę! Frau, moja Ty kochana mamuniu! Dałaś mi tyle radości rozmową jak za dawnych czasów, brakowało mi tego Twojego delikatnego głosiku. Takie zabawne kiedy ma się tak anielski głos i przy tym ten wydźwięk "kurwy", ohhh. :) Musiałam! Ale ja, jak to ja, zawsze mi mało. Wiecie, im więcej mam, tym więcej chcę. Jak taki pasożyt pożeram wszystko co się tylko da. Biorę garściami, żrę i wciąż czuję niedosyt... No i tak, złamałam się. Wybiła 13:13, równo po rozmowie z Tobą, miałam iść robić cholerny obiad, a jednak wykręciłam Jego numer.


Serducho mi waliło jak wtedy, kiedy byłam nastolatką i zmierzałam tymi małymi kroczkami na pierwszą w życiu randkę. To samo rozemocjonowanie. Jak głupia wzruszyłam się na dźwięk Twego głosu. Z tej twardej zawodniczki rodem z blachy, zrobiła się malutka, mięciutka Kejt, która grzecznie przyznała się jak bardzo tęskni i jak bardzo było jej brak przyjaciela. Pieprzyć dumę, pieprzyć wszystko. Tak się cieszę, że znowu jesteś.


Rozstania są horrorem, powroty je rekompensują. Jeśli tak mają się kończyć, to chcę te horrory. Nauczyłam się... dowiedziałam się, że doceniam Cię jeszcze bardziej. Wiem jedno - jestem od Ciebie nieodwołanie uzależniona. Nie umiem, nie chcę bez Ciebie żyć. Zostań.


Oczy pełne smutku, czyli rozłąki dzień trzeci 2018-10-21 11:17

Kiedyś ludzie pisali do siebie tylko listy...



Poranek zaczął się dobrze. Myślałam, że będzie gorzej. Ale wszystko jeszcze przede mną. Czuję, że z godziny na godzinę może być mega ciężko. Powoli przyzwyczajam się do tej ciszy w moim telefonie, lecz gdy przyjdzie czas braku zajęcia, natłoku myśli... może być kryzys. Muszę podziękować J. za wsparcie, bo wiele dają mi rozmowy z nią. Moje myśli uciekają zupełnie gdzie indziej, są daleko od Ciebie. W chwilach najgorszego stanu, ona akurat się zjawia, jakby czytała mi w myślach. Jak matka, która czuje, że z jej dzieckiem dzieje się coś złego.



Dzisiaj zdałam sobie sprawę, że nie potrafię bez Ciebie żyć skoro muszę się leczyć. Dałeś mi zbyt dużo szczęścia żebym mogła tak łatwo z tego zrezygnować na zawsze. Zrezygnowałam na kilka dni i żałuję. Nie odzywasz się, tylko dzięki J. wiem, że żyjesz i to mnie uspokaja. Mimo, że sama chciałam spokoju i czasu na przemyślenia, jest mi przykro, że tak po prostu odpuściłeś. Czasami boję się, że Cię stracę przez swoją głupotę. Dzisiaj żyje z myślą, że za chwilę wszystko wróci do normy. A co jeśli Ty już nie chcesz mnie znać? Nie wybaczę sobie tego. Będę musiała wówczas podjąć radykalne kroki. Nie zdradzę Ci jakie, może się domyślasz. Ja nigdy nie odpuszczam. Jestem ciekawa jak Ty sobie z tym radzisz, czy jest Ci smutno, czy płaczesz, czy tęsknisz choć troszkę. Nie wiem dlaczego, ale dzisiaj kiedy otworzyłam oczy, wzięłam telefon i zobaczyłam 4 wiadomości, pomyślałam, że to na pewno od Ciebie, bo Ty zazwyczaj nie wyrażasz się w jednym sms-ie, a w kilku. Nie chciałbyś widzieć mojej miny, mojego zawodu w oczach i słyszeć chrzęstu złamanego serca, kiedy okazało się, że to nie Ty. Powróciło na chwilę to samo uczucie jak kiedyś, ta iskierka radości, że Cię po prostu mam. Czar tak szybko jak się pojawił, tak szybko prysł. Odszedł w zapomnienie.



A ja widzę Cię jak przez mgłę...



Do D.


Zawzięta siksa 2018-10-20 22:52

Choć tak bardzo chciałabym to zakończyć, zrobiłam to na własne życzenie i muszę dotrwać do końca. Będzie ciężko, już jest. Nie masz pojęcia jak bardzo za Tobą tęsknię. Nawet nie wiedziałam, że tak potrafię. Tak bardzo pokochałam nasz codzienny dobry kontakt, Twój głos w moim uchu, że teraz mózg mi po prostu wariuje. Wiem, że liczysz, że się złamię, ale zawzięta siksa za bardzo lubi wygrywać. Tym bardziej, że już raz kiedy sam o to prosiłeś, ja nie wytrzymałam. Jeszcze kilka dni i wrócę do Ciebie. Obiecuję. Tymczasem znowu zażywam moje cudowne lekarstwo na smutek. Nawet nie masz pojęcia, jak on mnie zżera od środka. Szukam sobie zajęcia, próbuje zabić czas, ale mój umysł wciąż widzi tylko Ciebie i Ciebie. Wiesz, że przyjaźń zawsze była u mnie na piedestale. Mimo miłości w sercu, wciąż tęsknię za moim przyjacielem. Za tym wrzodem na moim mózgu. Nigdy takiego nie miałam. Dobrze o tym wiesz. Trudno pogodzić się z tymczasową stratą. Wiesz, że nie mogłam już znieść tego, że moje starania idą psu w tyłek... że wciąż mimo próśb katujesz mnie panią M. Tak bardzo bym chciała byś wreszcie był szczęśliwy, nieważne z kim. Po prostu szczęśliwy. Dobija mnie fakt, że jutro będzie jeszcze gorzej, a już dziś oczy mam pełne łez, których wylać nie mogę. Zawsze wylewałam je w Twoje ciepłe ramię. Teraz? Pusto tu bez Ciebie. Chcę już do Ciebie wrócić, przepraszam. Już więcej nie będę nas tak katować. Wybaczysz mi to? Ja muszę to dokończyć. Proszę, nie dawaj mi więcej powodów do takich mordęg. Kto jest moim słonkiem?


"Jestem bez żadnych szans..."


Dla D.


Najgorszy pacjent 2018-10-19 10:17

Zadziwiające jak bardzo można czegoś pragnąć, dążyć do tego przez wiele lat... A w momencie osiągnięcia celu bić się z myślami czy z tego nie zrezygnować. Takie paradoksy, jak wiecie, tylko w moim popieprzonym życiu. Myślałam, że mam już naprawdę wszystko, myślałam, że wiem kim jestem! Bo miałam i wiedziałam... Nadszedł znowu taki czas rozpaczy i rozkminy nad wyborem mniejszego zła. No właśnie, tylko czy tutaj te zła są różnej wagi? Chyba nie, chyba za każdym razem będzie mi tak samo źle. Nie mogę zbyt szybko przyzwyczajać się do tego, że jest dobrze. Czuję się jak wtedy, kilka lat temu, kiedy zaczęłam pisać tego bloga. Znowu ten ścisk w gardle, ta pustka w sercu i oczy pełne łez, których wylać się nie da. Dotąd zawsze moje poglądy były tak klarowne, czarne było czarne, a białe białe, nigdy nic pomiędzy. Tym razem coś się rozbiło i nie pozwala wybrać. Dalej dominuje u mnie cecha dążenia do doskonałości, utopijna wizja świata, która pożera mnie od środka. Chęć obdarowania innych szczęściem, niesienia pomocy za wszelką cenę - tak, nic się nie zmieniło.


Pierwszy raz borykam się z niemocą. Kiedy myślę, że mi się udało, nagle zaprzeczasz sam sobie i robisz coś, czego mój umysł nie jest w stanie pojąć. Kończą mi się argumenty, jestem totalnie bez siły, wyczerpana do ostatniej krzty dobroci. Nie mogę dłużej patrzeć jak cierpisz, jak sam dajesz się złapać w sidła, z których tak ciężko będzie Ci się wyplątać. A nawet, jeśli Ci się uda, to co? Im dłużej Ci to zejdzie, tym trudniej będzie Ci się po tym pozbierać. Dlaczego nie umiesz tego zrozumieć? Wciąż powtarzasz, że wiesz, że mam rację, że chcę dla Ciebie dobrze... Boli mnie niemiłosiernie, że nie potrafię na Ciebie wpłynąć, że nie umiem Ci pomóc. Jeszcze tak ślepego i naiwnego pacjenta nie miałam. Tak bardzo wiem co czujesz i jak strasznie Ci ciężko, tylko że mnie nikt nie pomógł. Ty masz tą lepszą sytuację, ja jestem! Dlaczego tego nie widzisz?! Już tyle razy dostawałeś po dupie, tyle razy upadałeś, ale Ty za każdym razem wstajesz z kolan i dalej idziesz tą koszmarną drogą. Nie wiem, co musi się stać żebyś wreszcie przebił ten mur, który przed sobą zbudowałeś i się ogarnął. Zdejmij te klapki z oczu i przejrzyj tak, jak przystało na dorosłego, dojrzałego człowieka. Czasy gimnazjum już dawno za Tobą, nie musisz już być tak samo naiwny jak te dzieci. Na siłę niczego nie zdziałasz, nie pchaj się w coś, co akurat się napatoczyło, szukaj alternatywy.


Twój psycholog teraz sam potrzebuje psychologa. To będzie długotrwała terapia.


Zdecyduj się, kobieto! 2017-09-03 20:56

Niby jest wszystko tak, jak zawsze tego chciałam. Marzenia, wyobrażenia o życiu, pasje... Jednak znowu wróciło to głupie uczucie, ten okropny ścisk w gardle, poczucie, że czegoś jeszcze brak. Zazwyczaj mam taką dziwną mentalność, że im więcej mam, tym więcej chcę.


Tak zwyczajnie po ludzku brakuje mi kontaktu z ludźmi. Rozmowy ze znajomymi, spotkania towarzyskie... Co złego było w mojej monotonii? Co złego było w tym życiu?


Przypominają mi się lata samotności. Zupełnej pustki w życiu. Już nie chodzi tylko o samotność w sercu, brak miłości. To był po prostu zupełny brak ludzi. Byłam takim pustelnikiem, sama na środku wielkiej pustyni. Tylko ja, piasek i słońce. Zero znajomych, zero kontaktu z innymi, zero imprez, zero wszystkiego. Zapomniałabym jeszcze o "narzekaństwie". Nie pozostawało mi nic innego. Co może robić człowiek, który jest zupełnie sam? Do dyspozycji ma jedynie monitor i klawiaturę. Czym to się różni z dniem dzisiejszym? Doszły do niego dwie istoty. Poza tym jest tak samo. Zalety? Połowa sukcesu osiągnięta. Wady? Druga połowa do osiągnięcia. Chociaż ta wada może być i zarazem zaletą, bo mam motywację do dalszych zmian. Trudno będzie dojść do nich. Jestem w punkcie wyjścia nicości.


Do boju Kejt, do boju!


Zakładam swoje buty sprzed pięciu lat 2017-06-02 20:50

Małostkowe, niewartościowe teksty nastolatki okalane "piosenką na dziś", wypłakiwanie się nieznanej społeczności. Niekończąca się depresja, wlekąca się jak kula u nogi niska samoocena, niedocenianie przez rówieśników... Dorzućmy jeszcze wiecznie złamane serducho, nowe miłostki i znowu złamane serducho i zaś posklejane od nowa. Było też wciskanie na siłę nowych wpisów, pisanie wierszy i książek, rysowanie, ciągłe ukrywanie się, a w rezultacie kilkukrotne zmiany nazwy bloga. Przyszło również załamanie wiary. Raz katoliczka, raz ateistka, a raz nikt. Z czasem pojawiły się także rozkminy o brutalnym życiu w kościele oraz wypociny o poglądach umoralniających ludzi, którzy i tak się nie zmienią. I wreszcie frustracje na widok niepoprawnej polszczyzny.


Patrzę i oczom nie wierzę jak bardzo zmienił się ten blog przez ostatnie kilka lat. Zmieniłam się również ja. O tym nie mogę zapomnieć. Kiedyś ważna była akceptacja wśród innych, chęć dorównania im żeby nie odstawać. Mimo starań i tak przecież wiecznie ryczałam po kątach, bo zawsze byłam nieszczęśliwa. Szukałam na siłę drogi, która pozwoli mi odnaleźć spokój i harmonię w życiu. Najszybciej znalazłam ją wtedy, kiedy przestałam szukać. Poddałam się losowi. Przestało mi zależeć. Miało się dziać, co się chciało. I tak doszłam do dzisiejszego dnia. Wciąż ta sama (nie)dojrzała kobieta, a jednak inna. Bogatsza o pięć lat doświadczeń, kopniaków i łez. Po tych pięciu ciężkich latach jestem tu, gdzie teraz i nie żałuję. Było bardzo ciężko, ale na pewno warto. Jeśli miałabym od nowa "wyreżyserować" sobie życie, byłoby takie same. Dzięki cierpieniom, które bardzo zniszczyły moją psychikę, stałam się silniejsza i mądrzejsza. Jedyne, co bym z niego usunęła, to ludzi, którzy czerpali satysfakcję z moich łez, stali obok i przyglądali się.


Dopiero samotność skłoniła mnie do zaglądnięcia na mój stary śmietnik i wystukania opuszkami palców kilku prostych zdań. I mimo wszystko nie wiem, czy ktokolwiek z Was poradziłby sobie w moich butach.


Zakończę to tak, jak zaczęłam.







"Nigdy się nie nauczymy, choć byliśmy tutaj wcześniej."


Fałszywy altruizm 2017-02-17 18:57

Małe i duże, włochate i gładkie. Pieski, pieseczki, psy. Kochamy zwierzęta, lubimy przygarniać je do swoich domów, zajmować się nimi, dawać im miłość. Super, jestem za. To bardzo piękny gest, dać bezbronnej istotce schronienie i zapewnić codzienne pyszne żarcie. Ale na miłość boską! Jeśli już decydujecie się na jakiekolwiek zwierzątko, najlepiej takie, z którym trzeba regularnie wychodzić na spacery, to wy to ku*wa róbcie! Denerwuje mnie sytuacja, w której zwierzę jest zaniedbywane przez lenistwo właścicieli. Jak nie masz czasu na zwierzaka, to sobie go daruj! Niech się nim zajmie ktoś, kto bardziej na to zasługuje.


To tak apropo mojej porąbanej sąsiadki, która notorycznie zostawia małego psiaczka na balkonie bez żadnego kubraczka. Biedny piesek szczeka namolnie próbując dostać się do mieszkania, drapiąc tymi swoimi małymi łapkami o drzwi. Wkurza mnie to niemiłosiernie! Żeby nie mieć nawet pieprzonych dziesięciu minut na wyjście na spacer?! Bo co? Bo dupsko zmarznie? A temu psu to co? Ciepło ma być? On tak samo odczuwa ten ziąb jak my, ludzie. Najgorsze to szczekanie i pisk. Nie winię oczywiście tego psa, bo to nie jego wina, że ma taką leniwą panią. Bardziej jestem zła na tą porąbaną babę!! No po prostu żal zwierzaka.


Gniew wylany, misja spełniona. Dziękuję.


e-blogi.pl
  e-blogi.pl  [Załóż blog!] rssSubskrybuj blogi
[Zamknij reklamy]